03.05.2023, 18:38 ✶
Atreus posiadał dość niesprecyzowany stosunek do kwestii czystości krwi. Wynikało to głównie z jego wychowania, bo przecież jego właśni rodzice, jeśli posiadali jakiekolwiek poglądy na ten temat, to trzymali ze dla siebie. Ojciec był emerytowanym aurorem, który o wiele chętniej prawił na temat konieczności zachowywania porządku niż tego, kto właściwie powinien zostać pociągany do odpowiedzialności. Dla niego szlama i czystokrwisty czarodziej popełniający morderstwo byli tak samo winni. I trochę z tego gadania przeszło i na jego młodszego syna. Nie brzydziła go sama zbrodnia czy akt łamania prawa - raczej ciekawiła i sprawiała, że czuł się zobowiązany by pokazać wszystkim, którzy próbowali stać ponad prawem, że akurat prawu w jego wykonaniu ciężko było uciec. Niekoniecznie też wynikało to ze szlachetnych pobudek, bo młody Bulstrode zwyczajnie uwielbiał zaciągać się zapachem zwycięstwa, a to też potrafił osiągać za wszelką cenę, nawet jeśli należało do niej wliczyć zagrania niskich lotów lub te zwyczajnie nieczyste lub brutalne.
Na słowa Chestera, nie powiedział więc nic, nawet jeśli przez myśl przemknęło mu, że kropkę równie dobrze mógłby postawić po samych czarodziejach. Ciężko by było, by mugol okazał się silniejsi od jakiegokolwiek użytkownika magii, bo wystarczyło machnąć ręką albo różdżką, by skutecznie takiego niemagicznego człowieka nie tylko rozbroić, co zwyczajnie unicestwić. Rookwood też, tak prawdę powiedziawszy, nie głosił właśnie wstrząsających światem rewelacji. Czarodzieje byli różni, a Chester wyraźnie gustował w wyższości rasowej - a to prze4cież jeszcze nie była zbrodnia. Tego typu perory były nawet częste u czarodziei chwalących się czystą krwią, a przez to i Bulstrode zdążył się ich nasłuchać i zwyczajnie nie zwracać na nie uwagi. Przynajmniej kiedy był na służbie i nosił mundur.
Panująca między nimi, szeroko pojęta cisza, niekoniecznie mu przeszkadzała. Po prawdzie nie oczekiwał od Rookwooda, że ten spróbuje nawiązywać z nim jakiekolwiek głębsze relacje czy urządzać sobie mało znaczące pogawędki. Różnica wieku, ale też i stażu, robiła tutaj swoje. W porównaniu z Chesterem, Atreus był jeszcze szczeniakiem i po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że jego dzisiejszy partner był pewnie w takim wieku, że równie dobrze mógłby mu robić za ojca. W pewien sposób było to zabawne, a z drugiej strony Bulstrode mimowolnie zaczął się zastanawiać, ile jeszcze mogło mu zostać do emerytury. Będzie próbował bić rekordy, czy może w jakimś rozsądnym wieku uderzy jeszcze w Wizengamot, żeby zająć wygodną i ciepłą posadę sędziego? Ostatnia opcja nie wydawała się samemu Atreusowi aż taka zła, biorąc pod uwagę, że w ten sposób zostawało się niejako panem życia i śmierci, oceniając czy popełnione przez kogoś grzechy były wystarczające, by wysłać go do więzienia na resztę życia.
Wątpił trochę, by dziewczynka w pełni zrozumiała, czego właściwie się od niej wymagało. Ewidentnie potrzebowała pomocy tu i teraz, ale oni ani nie chcieli jej udzielić, ani nie mogli, bo sierściuch zdawał się wręcz urodzony do wszelkiego rodzaju nadkocich akrobacji. Powinien go złapać jakiś cyrk i zaprząc do roboty, bo w zaułkach Pokątnej się ewidentnie marnował, tym bardziej jako wyleniały pupil smarkatych dziewczynek.
Pokiwał głową w odpowiedzi na ostateczną decyzję Rookwooda. Nokturn niech będzie - jemu też chyba o wiele bardziej odpowiadały ciemne, brudne alejki tej ulicy, niż o wiele porządniejsza Horyzontalna. Ulica Śmiertelnego Nokturnu była, przynajmniej dla niego, pewnego rodzaju obietnicą, że patrol mógł okazać się o wiele ciekawszy, a nie tylko skończyć się na zwykłym spacerze, podczas którego nie udało im się złapać kota. Typy spod ciemnej gwiazdy raczej nigdy nie urządzały sobie dnia wolnego - nie mogli sobie na to pozwolić ani ci będący zwykłymi popychadłami, ani ci, którzy stali gdzieś wyżej i pociągali za liczne sznurki.
Wreszcie wkroczyli w cień pierwszych budynków. Młodszy z patrolujących miał zawsze wrażenie, że już budowle za samym winklem wydawały się o wiele bardziej mniej przystępne. Może nieco bardziej krzywe, albo jakieś takie bardziej ponure i przysiągłby też, że ich pociągnięte farbą ściany były też jakby ciemniejsze. Nie znaczyło jednak, że czuł się z tym gorzej. No, może jedynym elementem otoczenia, który nieco bardziej mu przeszkadzał, był zapach. Nieco cięższy w jego odczuciu i bardziej wyrazisty. Świadczący o obecności mało legalnych palarni czy samej czarnej magii. Całokształt jednak, wyraźnie polepszył mu nieco humor, a on sam po paru krokach wzdłuż pierwszej uliczki sięgnął za pazuchę i wyciągnął własną paczkę papierosów, wyciągając z nich jednego, a potem oferując tez Chesterowi.
Na słowa Chestera, nie powiedział więc nic, nawet jeśli przez myśl przemknęło mu, że kropkę równie dobrze mógłby postawić po samych czarodziejach. Ciężko by było, by mugol okazał się silniejsi od jakiegokolwiek użytkownika magii, bo wystarczyło machnąć ręką albo różdżką, by skutecznie takiego niemagicznego człowieka nie tylko rozbroić, co zwyczajnie unicestwić. Rookwood też, tak prawdę powiedziawszy, nie głosił właśnie wstrząsających światem rewelacji. Czarodzieje byli różni, a Chester wyraźnie gustował w wyższości rasowej - a to prze4cież jeszcze nie była zbrodnia. Tego typu perory były nawet częste u czarodziei chwalących się czystą krwią, a przez to i Bulstrode zdążył się ich nasłuchać i zwyczajnie nie zwracać na nie uwagi. Przynajmniej kiedy był na służbie i nosił mundur.
Panująca między nimi, szeroko pojęta cisza, niekoniecznie mu przeszkadzała. Po prawdzie nie oczekiwał od Rookwooda, że ten spróbuje nawiązywać z nim jakiekolwiek głębsze relacje czy urządzać sobie mało znaczące pogawędki. Różnica wieku, ale też i stażu, robiła tutaj swoje. W porównaniu z Chesterem, Atreus był jeszcze szczeniakiem i po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że jego dzisiejszy partner był pewnie w takim wieku, że równie dobrze mógłby mu robić za ojca. W pewien sposób było to zabawne, a z drugiej strony Bulstrode mimowolnie zaczął się zastanawiać, ile jeszcze mogło mu zostać do emerytury. Będzie próbował bić rekordy, czy może w jakimś rozsądnym wieku uderzy jeszcze w Wizengamot, żeby zająć wygodną i ciepłą posadę sędziego? Ostatnia opcja nie wydawała się samemu Atreusowi aż taka zła, biorąc pod uwagę, że w ten sposób zostawało się niejako panem życia i śmierci, oceniając czy popełnione przez kogoś grzechy były wystarczające, by wysłać go do więzienia na resztę życia.
Wątpił trochę, by dziewczynka w pełni zrozumiała, czego właściwie się od niej wymagało. Ewidentnie potrzebowała pomocy tu i teraz, ale oni ani nie chcieli jej udzielić, ani nie mogli, bo sierściuch zdawał się wręcz urodzony do wszelkiego rodzaju nadkocich akrobacji. Powinien go złapać jakiś cyrk i zaprząc do roboty, bo w zaułkach Pokątnej się ewidentnie marnował, tym bardziej jako wyleniały pupil smarkatych dziewczynek.
Pokiwał głową w odpowiedzi na ostateczną decyzję Rookwooda. Nokturn niech będzie - jemu też chyba o wiele bardziej odpowiadały ciemne, brudne alejki tej ulicy, niż o wiele porządniejsza Horyzontalna. Ulica Śmiertelnego Nokturnu była, przynajmniej dla niego, pewnego rodzaju obietnicą, że patrol mógł okazać się o wiele ciekawszy, a nie tylko skończyć się na zwykłym spacerze, podczas którego nie udało im się złapać kota. Typy spod ciemnej gwiazdy raczej nigdy nie urządzały sobie dnia wolnego - nie mogli sobie na to pozwolić ani ci będący zwykłymi popychadłami, ani ci, którzy stali gdzieś wyżej i pociągali za liczne sznurki.
Wreszcie wkroczyli w cień pierwszych budynków. Młodszy z patrolujących miał zawsze wrażenie, że już budowle za samym winklem wydawały się o wiele bardziej mniej przystępne. Może nieco bardziej krzywe, albo jakieś takie bardziej ponure i przysiągłby też, że ich pociągnięte farbą ściany były też jakby ciemniejsze. Nie znaczyło jednak, że czuł się z tym gorzej. No, może jedynym elementem otoczenia, który nieco bardziej mu przeszkadzał, był zapach. Nieco cięższy w jego odczuciu i bardziej wyrazisty. Świadczący o obecności mało legalnych palarni czy samej czarnej magii. Całokształt jednak, wyraźnie polepszył mu nieco humor, a on sam po paru krokach wzdłuż pierwszej uliczki sięgnął za pazuchę i wyciągnął własną paczkę papierosów, wyciągając z nich jednego, a potem oferując tez Chesterowi.