Spoglądała uważnie na Mellvyna. Miała świadomość, że jeszcze chwila i narkotyk przestanie działać. Pojawi się głód, zjazd, do tego ból, który ona spowodowała. To może być zbyt wiele, dla każdego to by było dużo. Zaczęło ją to martwić. Jak sobie poradzą z tym wszystkim. Teraz czuła się za niego odpowiedzialna, w końcu nie po to wzięła go pod swój dach, żeby mieć to gdzieś. Zamierzała się zaangażować, tyle, że nie do końca wiedziała od czego zacząć, co zresztą było widać. Geraldine jak na siebie była dosyć niepewna, można to było zauważyć w jej zachowaniu. Powinna wziąć się w garść, jednak średnio jej to wychodziło, szczególnie, że trochę już dzisiaj wypiła.
Florence brzmiała bardzo szorstko. Jej słowa nie wzbudzały zbyt wiele nadziei. Może nawet to dobrze, że była taka stanowcza? Czasem lepiej usłyszeć brutalne słowa od kogoś obcego. Geraldine teraz już nie była obca. Przynajmniej tak się jej wydawało.
Bez słowa podała Bulstrode butelkę, wcześniej jednak upiła z niej spory łyk alkoholu. Jeśli miało jej pomóc oglądanie etykiety to była skłonna oddać butelkę w jej dłonie. Niechaj straci. Chciała zapalić, już miała sięgnąć po fajkę, ale przypomniała sobie, jak kobieta przed chwilą pozbyła się szluga z ust Ollivandera. Musiała powstrzymać się przed zapaleniem. Przynajmniej jak na razie.
Osądy Flo nie brzmiały specjalnie kolorowo. Jeśli mężczyzna będzie miał leżeć tu dobę, to pewnie nie zdąży do swoich klientów. Yaxley pamiętała o tym, że miał się z nimi spotkać wieczorem, jakby to było teraz najważniejsze.
- Jasne, już idę. - Ruszyła w stronę okna, aby otworzyć je na oścież. Dopiero kiedy poczuła na swej twarzy wiatr dotarło do niej jak bardzo duszno było w środku.
Wróciła do łóżka, usiadła na brzegu tuż obok Mellvyna i złapała jego dłoń. Nie miała pojęcia, czy tego chce, jednak Gerry chciała mu w ten sposób okazać swoje wsparcie.