03.05.2023, 21:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2023, 21:34 przez Mellvyn Ollivander.)
Zniknięcie papierosa zbiło go z pantałyku - zapomniał, że palenie może komuś przeszkadzać. Skulił się w sobie, bo zdecydowanie nie chciał jej urazić. Starał się zachowywać uprzejmie, ale wyszło z tego tyle, co zawsze. Nie był w stanie kontrolować niczego, nawet siebie.
Mentalnie zaczynał odpływać w kolejną tyradę o własnym braku wartości, jednak myślał teraz za wolno, żeby w pełni zatonąć w nienawiści do samego siebie.
Gubił się w tym, co działo się wokół niego, ale jedno usłyszał na pewno: granulatu nie można mu było wciągać w najbliższych... dniach? Całych? To było niewykonalne.
- Przecież ja umrę przez te kilka dni, zanim doczekam miesiąca - mówił cicho, bardziej w przestrzeń, niż do którejś z nich.
Mierzył się teraz z takim poczuciem niemocy, że nie dał rady tego nie uzewnętrznić.
Wyraźnie sfrasowany patrzył, jak brzegi jego rany posłusznie się łączą. Wyglądało to dobrze, bardzo dobrze, nie spodziewał się zobaczyć ani takich efektów, ani w takim tempie. Leczenie garborogów pośrodku głuszy przebiegało zupełnie inaczej i zawsze niezbędna była do niego rakija, wiadomo, ale nawet w czarodziejskich szpitalach rzadko natykał się na taki standard. Skąd Jego Pani ją znała?
Gdy łowczyni złapała go za rękę, wyglądał na zaskoczonego, w końcu czuł się już całkiem nieźle. Był rozjebany, a jakże, i prawie płakał, ale fizycznie już nic go nawet nie bolało.
- Geraldine. - Starał się wypowiedzieć jej imię możliwie neutralnie, bo nie uzgodnił z nią, na ile ich... relacja miała być widoczna dla zewnętrznego świata. - Czy robi ci to dużą różnicę. Teraz albo za dwa lata?
Potrzebował zewnętrznej motywacji, żeby mieć jakąkolwiek szansę na sukces.
Mentalnie zaczynał odpływać w kolejną tyradę o własnym braku wartości, jednak myślał teraz za wolno, żeby w pełni zatonąć w nienawiści do samego siebie.
Gubił się w tym, co działo się wokół niego, ale jedno usłyszał na pewno: granulatu nie można mu było wciągać w najbliższych... dniach? Całych? To było niewykonalne.
- Przecież ja umrę przez te kilka dni, zanim doczekam miesiąca - mówił cicho, bardziej w przestrzeń, niż do którejś z nich.
Mierzył się teraz z takim poczuciem niemocy, że nie dał rady tego nie uzewnętrznić.
Wyraźnie sfrasowany patrzył, jak brzegi jego rany posłusznie się łączą. Wyglądało to dobrze, bardzo dobrze, nie spodziewał się zobaczyć ani takich efektów, ani w takim tempie. Leczenie garborogów pośrodku głuszy przebiegało zupełnie inaczej i zawsze niezbędna była do niego rakija, wiadomo, ale nawet w czarodziejskich szpitalach rzadko natykał się na taki standard. Skąd Jego Pani ją znała?
Gdy łowczyni złapała go za rękę, wyglądał na zaskoczonego, w końcu czuł się już całkiem nieźle. Był rozjebany, a jakże, i prawie płakał, ale fizycznie już nic go nawet nie bolało.
- Geraldine. - Starał się wypowiedzieć jej imię możliwie neutralnie, bo nie uzgodnił z nią, na ile ich... relacja miała być widoczna dla zewnętrznego świata. - Czy robi ci to dużą różnicę. Teraz albo za dwa lata?
Potrzebował zewnętrznej motywacji, żeby mieć jakąkolwiek szansę na sukces.