Poczuła silny ucisk na żołądku kiedy usłyszała słowa Ollivandera. Wiedziała, że nie jest mu łatwo z tym wszystkim, jednak wizja rychłej śmierci, o której wspominał ją przeraziła. Nie zamierzała do tego dopuścić. Nie teraz. Nie skomentowała jednak tego, nie uważała, aby był to odpowiedni moment.
Gerry nawet nie chodziło o jego stan fizyczny, dostrzegła, że krucho z nim pod względem emocjonalnym, to takie wsparcie chciała mu teraz dać. - Robi mi to różnicę. - Musiał to od niej usłyszeć, naprawdę istotne dla niej było to, żeby wiedział, iż jej zależy.
Przejęła butelkę whisky od Florence. Powstrzymała się jednak przed kolejnym łykiem alkoholu. Słuchała uważnie, co ta miała do powiedzenia. Postanowiła się wtrącić. - Czy mogłabyś może coś mu przepisać, co pomogłoby odstawić smoczy pazur? Coś lżejszego. - Przecież nie mógł od razu zrezygnować z używek, odciąć się jakby nigdy nic. - Dwa kadziła nie brzmią zbyt zachęcająco. - W końcu odstawienie nie należało wcale do takich prostych czynności, chociaż na początku powinien mieć możliwość znieczulić się czymś delikatniejszym. Z czasem pewnie łatwiej byłoby i z tego zrezygnować.
- Trzy dni... - Powtórzyła po Florence, aby zapamiętać instrukcję. Nie brzmiało to kolorowo, jednak musiała go przypilnować. Teraz już nie było odwrotu. - Zadbam o to. - Powiedziała jeszcze krótko. Poda mu ten eliksir za dwie i za cztery godziny, żeby mieć pewność, że się z tego wyliże. Nie miała jeszcze pomysłu, jak poradzi sobie z dalszą częścią, jednak będzie musiała coś wymyślić. Jak zawsze. Najważniejsze dla niej było to, aby doprowadzić Mellvyna do porządku. W końcu wczoraj obiecała mężczyźnie, że mu pomoże, a może było to dzisiaj? Trochę zaczęła się w tym wszystkim gubić.
- Nie, ze mną wyjątkowo wszystko w porządku. - Miała świadomość, że Florence raczej nie była przyzwyczajona do takich słów padających z jej ust, jednak tym razem nie chodziło o nią. Nie przez swoją osobę ją tutaj sprowadziła.