Była zbyt skupiona na tym, by jakoś obezwładnić tych ludzi, nie było więc czasu żeby myśleć o tym, czym właściwie są, bo ich zapalczywość i głód, jaki mieli w oczach, były wyjątkowo mocno widoczne, a Victoria nie zamierzała stać się daniem głównym. Nie chciała też, by jej towarzyszki się nim stały. Nawet leżący się nie powstrzymywali; ciągle próbując oswobodzić z więzów. I wiedziała też, że jej zaklęcie mające pozbawić przytomności dało wielkie nic. Nie, że nie wyszło, bo wyszło. Po prostu nie zadziałało.
- Pozbawienie ich świadomości nie działa – warknęła, mieląc w głowie opcje jakie im zostały. - Tak jakby nie wiem. Nie mają świadomości? Tylko pierwotny instynkt? – tak to jej ogólnie wyglądało. I musiała się zgodzić z Brenną. Heh, sama miała od jakiegoś czasu stały kontakt ze śmiercią… a raczej z kimś, kto umarł i żył dalej, ale to wyglądało zupeeełnie inaczej, przynajmniej w jego wypadku. A to? Myśl, Tori, m y ś l!
Sama też się odsunęła, żeby Brenna miała jak najwięcej miejsca, po czym machnęła różdżką, żeby wytworzyć ciśnienie powietrza i odepchnąć biegnącą na nią kobietę. Chciała, by ta znalazła się jak najbliżej dziury, którą tworzyła Brenna.
- Wood, pomóż Brennie – rzuciła do młodej, która podleciała do nich na miotle. - To na pewno byli kiedyś ludzie – odpowiedziała jej jeszcze. Wszystkie zauważyły to samo, czyli ten… nienasycony wręcz głód. Na Morganę, na pewno kiedyś o tym czytała, Victoria w końcu czytała i uczyła się mnóstwa rzeczy, głównie dla własnej rozrywki i dla zaspokojenia głodu wiedzy. Tylko teraz… Przypomnieć sobie odpowiednią rzecz… To mogłoby im bardzo pomóc w obecnej sytuacji.
Kształtowanie na ciśnienie powietrza żeby odepchnąć kelnerkę:
Sukces!
Wiedza przyrodnicza, żeby przypomnieć sobie z czym mają do czynienia:
Sukces!
Sukces!