04.05.2023, 02:22 ✶
Twoja okropna wiedza o świecie nie pozwoliła ci zrozumieć najważniejszej zasady tworzenia świstoklików: należało wykonać je z przedmiotu, który był nieodłącznie związany z miejscem docelowym, lub użyć zaklęcia dokładnie w tym miejscu. Może dlatego, a może przez zbyt niski poziom wiedzy, zaklęcie Portus rzucone na kajdanki nie miało prawa zadziałać.
- Ja potrafię się teleportować – odpowiedział ci czarodziej ze skręconą kostką – ale coś się stało i nie da się tego zrobić będąc na polanie. – Kiedy to mówił, czuliście, jak powoli zrywa się wiatr. Dziwaczny wiatr, mający swoje źródło na środku Polany Ognisk, tam, gdzie jeszcze przed chwilą palił się czarny ogień. – A-albo przynajmniej ja nie mogę. – Za kraterem stworzonym podczas tajemniczego wybuchu, dostrzegaliście walczących wciąż Aurorów i Brygadzistów. Za nimi – rytualne ogniska i... skałę? Skałę, która poruszała się i próbowała złapać lecącego w powietrzu Śmierciożercę. Te dziwaczne sceny, chociaż z pewnością przyciągały waszą uwagę, były też bardzo dobrym powodem do ewakuacji.
- Musimy więc iść przez las – powiedziała staruszka, omal przy tym nie upadając. Podpierała ciężar swojego ciała na wielkiej, sękatej lasce, która prawdopodobnie zastępowała jej różdżkę, ponieważ przy każdym stuknięciu nią o podłoże, wydobywał się z niej snop iskier.
Czarodziej uleczony przez Amandę zarumienił się jeszcze bardziej, chociaż wspomnienie nieudolnego upuszczenia umierającej czarodziejki na ziemię wciąż trochę w nim żyło.
- Dz-dziękuję – odparł, sprawdzając, czy może normalnie stawiać nogę na gruncie. – Idźmy stąd, ja go przytrzymam gdyby chciał uciekać. – To powiedziawszy, złapał pod ramię mugola, który wciąż zataczał się po ziemi, zdruzgotany utratą siostry.
- Musicie więc polegać na swoich sercach – powiedziała staruszka, odwracając się w stronę drzew. – Wszyscy macie czyste dusze, wszyscy możecie je odgonić, o ile... skupicie się na swoich dobrych wspomnieniach i nie wierzyć w to, co widzicie. – Uniosła głowę do góry, tak jakby chciała spojrzeć na Giovanniego, ale nawet gdyby cokolwiek widziała, jej spojrzenie utkwione byłoby nie w nim, a w gwiazdach nad ich głowami. – Czy je pan zna? Zaklęcie Patronusa?
- Ja potrafię się teleportować – odpowiedział ci czarodziej ze skręconą kostką – ale coś się stało i nie da się tego zrobić będąc na polanie. – Kiedy to mówił, czuliście, jak powoli zrywa się wiatr. Dziwaczny wiatr, mający swoje źródło na środku Polany Ognisk, tam, gdzie jeszcze przed chwilą palił się czarny ogień. – A-albo przynajmniej ja nie mogę. – Za kraterem stworzonym podczas tajemniczego wybuchu, dostrzegaliście walczących wciąż Aurorów i Brygadzistów. Za nimi – rytualne ogniska i... skałę? Skałę, która poruszała się i próbowała złapać lecącego w powietrzu Śmierciożercę. Te dziwaczne sceny, chociaż z pewnością przyciągały waszą uwagę, były też bardzo dobrym powodem do ewakuacji.
- Musimy więc iść przez las – powiedziała staruszka, omal przy tym nie upadając. Podpierała ciężar swojego ciała na wielkiej, sękatej lasce, która prawdopodobnie zastępowała jej różdżkę, ponieważ przy każdym stuknięciu nią o podłoże, wydobywał się z niej snop iskier.
Czarodziej uleczony przez Amandę zarumienił się jeszcze bardziej, chociaż wspomnienie nieudolnego upuszczenia umierającej czarodziejki na ziemię wciąż trochę w nim żyło.
- Dz-dziękuję – odparł, sprawdzając, czy może normalnie stawiać nogę na gruncie. – Idźmy stąd, ja go przytrzymam gdyby chciał uciekać. – To powiedziawszy, złapał pod ramię mugola, który wciąż zataczał się po ziemi, zdruzgotany utratą siostry.
- Musicie więc polegać na swoich sercach – powiedziała staruszka, odwracając się w stronę drzew. – Wszyscy macie czyste dusze, wszyscy możecie je odgonić, o ile... skupicie się na swoich dobrych wspomnieniach i nie wierzyć w to, co widzicie. – Uniosła głowę do góry, tak jakby chciała spojrzeć na Giovanniego, ale nawet gdyby cokolwiek widziała, jej spojrzenie utkwione byłoby nie w nim, a w gwiazdach nad ich głowami. – Czy je pan zna? Zaklęcie Patronusa?