Młoda kobieta, którą udało jej się spętać linami nadal szamotała się po ziemi. Wood miała wrażenie, że zaraz rozbije sobie głowę o nagrobek, wydawało się jej to jednak nie przeszkadzać, jakby w ogóle jej to nie bolało. Ciekawe dlaczego? Może nie czuła bólu. Heath jednak nie miała zielonego pojęcia, czym może być, bo człowiekiem chyba nie do końca. Przecież sprawiałoby jej to ból, a tutaj wyglądało tak, jakby się tym zupełnie nie przejmowała. Niedobrze. Little Hangleton jak widać nadal potrafiło zaskakiwać.
Podleciała do swoich towarzyszek. Wylądowała na ziemi. Musiała się skupić, żeby zobaczyć w czym może im pomóc. - Zdecydowanie nie żyją, tamta napierdala głową w nagrobek i nic jej nie jest. - Powiedziała o tej, którą udało się jej spętać. - No i to cmentarz, chyba, może wstali z grobów. - Nie brzmiało to do końca logicznie, jednak postanowiła podzielić się tą myślą ze swoimi dzisiejszymi towarzyszkami. Argumenty mimo wszystko świadczyły o tym, że mogło to mieć jakiś sens.
- Się robi. - Rzuciła jeszcze do Victorii, oczywiście, że pomoże Brennie. W końcu po to się znalazła obok nich, aby im pomóc. Nie, żeby uważała, że Brenna potrzebuje pomocy, w końcu była najlepsza w swoim fachu, znała się na wszystkim doskonale, jednak Heath wiedziała, że czasem każdy potrzebuje wsparcia. Postanowiła go dzisiaj jej udzielić, tak jak ona zawsze udzielała go jej.
Panna Wood machnęła rożdżką, aby poprawić zaklęcie po Brennie. W sensie chciała wybić nieco głębszą dziurę. Gdyż ta Bren była nieco zbyt płytka.
Sukces!
Później stwierdziła, że co jej szkodzi. Postanowiła machnąć rożdżką i wyczarować siłę ciśnienia, która popchnie tę dwójkę do dziury.
Akcja nieudana
Krytyczny sukces!