Wood miała do Billy'ego pewien sentyment. W czasach szkolnych przeżyli razem naprawdę sporo. Miała wrażenie, że wisi między nimi niedokończona sprawa. Przynajmniej tak się czuła. Wiedziała, że potraktowała go dosyć brutalnie odrzucając jego zaręczyny, no ale jednak czego innego się spodziewał? Byli dzieciakami, zresztą nadal uważała się za dzieciaka. Mieli przed sobą całe życie, to nie była odpowiednia pora na takie wyskoki. Może co niektórzy uważaliby takie zaręczyny za romantyczne, jednak ona nie tego oczekiwała od życia. Pragnęła wolności, zdobywania świata, a nie szybkiego ślubu. Bo co dalej? Co po takim ślubie. Miałaby żyć jako czyjaś żona? Uważała, że jest stworzona do większych rzeczy. Próbowała mu to wyjaśnić, wtedy; jednak chyba za bardzo go za bolało to, że go odrzuciła. Nie mogła przemówić mu do rozsądku. Obraził się na nią. Próbowała to zrozumieć, szło jej to jednak jakotako. Skoro chciał być na nią sfochowany nie mogła nic z tym zrobić. Musiała się pogodzić z tym, że nie chciał mieć z nią nic wspólnego, chociaż trochę ją to zabolało. Chociażby zważając na to, co ich łączyło. Wolałaby, aby ich drogi rozeszły się w bardziej pokojowych nastrojach. Nie można było mieć jednak wszystkiego.
Wiedziała, że prędzej, czy później znowu się spotkają. Świat był zbyt mały na to, żeby unikali się do końca swoich dni. Trochę bała się tego spotkania, nie miała pojęcia, czego powinna oczekiwać. Rozumiała jego zdenerwowanie, jednak nie sądziła, że dalej będzie podchodził do tego aż tak bardzo emocjonalnie. Jak widać musiało go to wtedy naprawdę zaboleć, skoro nadal żywił do niej urazę.
- W szkole, może i tak. Jednak Harpie to zupełnie inna liga. - Starała się jakoś logicznie wytłumaczyć mu, dlaczego wyrzucili ją z drużyny, chociaż sama nie do końca to rozumiała. Pogodziła się jednak z tym, że właśnie tak się stało.
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Nadal szukam swojej drogi, w BUMie jest nawet zabawnie, mam świetną mentorkę, myślę, że mogę się od niej dużo nauczyć. Perspektywa zostania Ministrem Magii kusi, ale na to chyba zbyt wcześnie. - Wood uczyła się ile tylko mogła od Brenny, która była jej partnerką w brygadzie. Uważała, że nie mogła lepiej trafić. Były to naprawdę cenne lekcje. Mimo tak krótkiego stażu czuła, że ciągle doskonali swoje umiejętności - to było najistotniejsze, nie stała w miejscu. Liczyło się to dla niej najbardziej.
Heather nie odmawiała alkoholu. Sytuacja, w której się znalazła sprawiała, że miała chęć się skutecznie znieczulić. W końcu i ona przeżywała dosyć mocno to spotkanie. Upiła spory łyk ze swojej szklanki, jeszcze chwila, moment, a świat zacznie się jej rozmywać. Do tego dążyła w tym momencie.
- Nikt nas nigdy nie złapał. - Posłała mu serdeczny uśmiech. Miło było wrócić do tych bestroskich czasów, gdy wszystko wydawało się być dużo prostsze.
- Nie tak łatwo doprowadzić mnie do wymiotów. Musiałabym wypić trochę więcej tego alkoholu. - Tak naprawdę to nawet miło jej się zrobiło, że Billy tak ciepło się wypowiadał o czasie, który razem spędzili. Jak widać nawet jej odrzucenie tego nie zmieniło.
- W sumie czemu nie, alkohol w plenerze smakuje zdecydowanie lepiej. - Nie miała nic przeciwko, żeby się przenieść. Był to bardzo dobry pomysł zważając na to, że zrobili tu lekkie zamieszanie i miała wrażenie, że nadal sporo oczu było skierowane w ich stronę. Nie ułatwiał tego fakt, że ona nie była do końca anonimowa.
- i błagam, tylko nie panie władzo, nadal nie mogę przywyknąć do tego, że jestem bagietą. - W końcu sama kiedyś wyznawała zasadę jebać bagiety, a teraz stała się jedną z nich.