Heather nawet przez myśl nie przeszło negowanie decyzji Brenny. Była w nią zapatrzona, jak w obrazek. Uważała, że wszystko, co robi jest słuszne i ma odpowiednie podstawy. Tak samo było dzisiaj. Nie mogły trafić w lepsze miejsce. Warunki były idealne do ćwiczeń. Pozostawało wierzyć, że te ćwiczenia okażą się owocne.
- Niemożliwe Brenna, Ty wszystko robisz doskonalę, pewnie z patronusem będzie tak samo. - Wood wydawało się, że nie mogło być inaczej. Miała wrażenie, że Longbottom radzi sobie wyśmienicie ze wszystkim, czego tylko się dotknie. Zamierzała oczywiście przyglądać się jej uważnie, gdy zacznie czarowanie. Chciała się uczyć od najlepszych, póki jeszcze miała taką możliwość.
Obserwowała Brennę, kiedy zaczęła czarować. Zaklęcie okazało się być skuteczne. Wilczyca pomknęła po niebie już za pierwszym razem. Niesamowicie wyglądała. Wood nie spodziewała się, że to będzie aż takie efektowne. - To musiało być dobre wspomnienie. - Skomentowała jeszcze, bo naprawdę była pod wrażeniem patronusa wyczarowanego przez jej partnerkę.
Teraz była jej pora. Machnęła różdżką, powiedziała na głos inkantacje. Jej wspomnienia skierowały się ku temu, jak zdobywała puchar w lidze quidditcha. Widziała siebie łapiącą znicza, radośc kibiców. Wydawało jej się, że jest to odpowiednie wspomnienie. Niestety różdżka odmówiła posłuszeństwa. Nie udało się jej wyczarować nic. Co za wstyd. - Mehhh. - Westchnęła jedynie głośno. Nie wiedziała jak to skomentować. Była zirytowana, że jej się nie udało. - Muszę chyba spróbować z innym wspomnieniem.
Machnęła ponownie różdżką, wypowiedziała zaklęcie, a jej myśli zmierzały ku Charliemu i Cameronowi. Znalazła się z nimi w parku, leżeli sobie zupełnie beztrosko, rozmawiali, pili wino, było błogo. Znajdowała się z dwoma osobami, które najbardziej kochała, szczęśliwa. Jak widać, to okazało się wystarczające, bo z jej różdżki wyłoniła się srebrna wiewiórka. Wood się uśmiechnęła, jak widać jednak to co ma dla niej największe znaczenie, to dwójka przyjaciół.
Akcja nieudana
Sukces!
Akcja nieudana