- Nie robisz żadnego problemu. - Postanowiła się wtrącić. Nie mogła znieść tego, że podchodził do tego w ten sposób. Odczuwała potrzebę zaopiekowania się nim. Nie zamierzała nawet o tym dyskutować, bo już podjęła decyzję. Jak ona się na coś uparła - nie było odwrotu i tyle.
- To oczywiste. - Powiedziała jeszcze do Florence. Miała świadomość, że leki tego nie załatwią, jednak mogły pomóc. Poradzić sobie z tym w miarę łagodnie. Na pewno było to prostsze od całkowitego odstawienia. - Chodzi o to, żeby zrobić to w łagodny sposób. - Na tym przede wszystkim jej zależało.
- Tak zrobimy. - Odrzekła słysząc instrukcję Bulstrode związaną z paleniem kadzideł. Nie, żeby wierzyła specjalnie w ich moc sprawczą. Jakoś do niej nie docierało, że kadziła mogą być ogromną pomocą, ale warto było spróbować, jeśli miały pomóc chociaż trochę. Przejęła od Florence wszystkie potrzebne papierowe informacje. Będzie musiała na spokojnie to przeczytać i przetrawić. Zbyt wiele informacji do niej docierało w tej chwili i miała wrażenie, że jeszcze moment, a zupełnie się zgubi.
- Co Ty byś poleciła? - Zapytała jeszcze uzdrowicielki. Miała z tym na pewno większe doświadczenie od tej dwójki i liczyła na jakąś konkretną odpowiedź. Wierzyła w to, że im pomoże. Przecież zawsze jej pomagała, nie mogła teraz zachować się inaczej. Geraldine była trochę nerwowa, spowodowane było to tym, że czuła się bezradna. Tak naprawdę nie miała pojęcia, w jaki sposób mu pomóc. Potrzebowała konkretów, a to właśnie Flo była osobą, która znała się na rzeczy. Szpitalom Yaxley nie ufała, z tego, co rozmawiała z Mellvynem on również, wolałaby ich unikać jak ognia.