04.05.2023, 11:49 ✶
Jego frustracja narastała; miał wrażenie, że postrzegał rzeczywistość ze zbyt dużym opóźnieniem, żeby w ogóle poskładać toczącą się obok rozmowę do kupy. Kiedy zamykał oczy, widział ciszę, a kiedy je otwierał - szarzejący obraz klatkujących ruchów obu kobiet. Gdyby teraz wciągnął, chociaż mikrodawkę, to lepiej radziłby siebie z tym wszystkim. Z słuchaniem, z przestrzeganiem zaleceń, z dochodzeniem do siebie po utracie krwi. Spojrzał tęsknie na moździerz, znów, ale powstrzymał się od wstania do niego.
Wszystko będzie ciężkie, bolesne i prawie niemożliwe. Mętnym spojrzeniem patrzył w otwarte okno, z którego wciąż płynęły te same ciepłe, skośne promienie popołudniowego słońca. Wcześniej tak go zachwycały... ale teraz zwyczajnie drażniły.
- Chodzi mi o, uhh. Nie o fizyczne objawy - próbował tłumaczyć swoje potrzeby dotyczące rzucania prochu, ale nie był pewien, czy czasowo w ogóle wbił się w dobry moment. - O czucie się, psychiczne. Boli mnie w środku. To jest, kurwa, koszmar. Nie wiem. Jak ludzie się nie zabijają od trzeźwości.
Zwrócił oczy na twarz uzdrowicielki, której imienia dalej nie znał. Chwilę zastanawiał się, czy mówienie o tym, o czym powiedział, nie było zbyt niesprawiedliwe w stosunku do Geraldine, która przecież też musiała tego słuchać, ale stosunkowo szybko zaplątał się we własnych myślach. Pozostało mu tylko dotkliwe poczucie winy i stres.
Był bardzo niezadowolony z obecnej chwili otrzeźwienia i nie miał ochoty dłużej w niej partycypować.
- Proszę Pani, ja nie wiem - bąknął w odpowiedzi na ostatnie pytanie uzdrowicielki, chociaż wiedział doskonale i był świadomy, że ona też. Jakimś cudem po prostu zgadła, że to Nocna Mara, raczej rzadka choroba, więc musiała zauważyć już wystarczająco dużo symptomów.
Wstał wtedy, nareszcie, i odwrócił się do okna, że niby przez nie wyglądał. Widoki były niezwykle interesujące.
Wszystko będzie ciężkie, bolesne i prawie niemożliwe. Mętnym spojrzeniem patrzył w otwarte okno, z którego wciąż płynęły te same ciepłe, skośne promienie popołudniowego słońca. Wcześniej tak go zachwycały... ale teraz zwyczajnie drażniły.
- Chodzi mi o, uhh. Nie o fizyczne objawy - próbował tłumaczyć swoje potrzeby dotyczące rzucania prochu, ale nie był pewien, czy czasowo w ogóle wbił się w dobry moment. - O czucie się, psychiczne. Boli mnie w środku. To jest, kurwa, koszmar. Nie wiem. Jak ludzie się nie zabijają od trzeźwości.
Zwrócił oczy na twarz uzdrowicielki, której imienia dalej nie znał. Chwilę zastanawiał się, czy mówienie o tym, o czym powiedział, nie było zbyt niesprawiedliwe w stosunku do Geraldine, która przecież też musiała tego słuchać, ale stosunkowo szybko zaplątał się we własnych myślach. Pozostało mu tylko dotkliwe poczucie winy i stres.
Był bardzo niezadowolony z obecnej chwili otrzeźwienia i nie miał ochoty dłużej w niej partycypować.
- Proszę Pani, ja nie wiem - bąknął w odpowiedzi na ostatnie pytanie uzdrowicielki, chociaż wiedział doskonale i był świadomy, że ona też. Jakimś cudem po prostu zgadła, że to Nocna Mara, raczej rzadka choroba, więc musiała zauważyć już wystarczająco dużo symptomów.
Wstał wtedy, nareszcie, i odwrócił się do okna, że niby przez nie wyglądał. Widoki były niezwykle interesujące.