Nie mogła nadziwić się, że Brenna Longbottom była przy tym wszystkim taka skromna. - Podziwiam Cię też za tę skromność Brenna, każdy inny by się przechwalał swoimi umiejętnościami, a Ty tak bardzo próbujesz udowodnić, że jesteś zwyczajna, że nie mogę na to patrzeć. Nauczyłaś mnie przez te kilka miesięcy więcej niż zdołałam wynieść z siedmiu lat nauki w Hogwarcie. To tylko i wyłącznie Twoja zasługa. Wydaje mi się, że może to odpowiedni czas aby skończyć z tą skromnością. - Wood naprawdę brzmiała bardzo konkretnie. Brenna mogła zauważyć, że młoda dziewczyna wpatrywała się w nią z ogromnym podziwem.
- Faktycznie, może nie do końca szczęśliwe, albo to szczęście było tylko pozorne. - W końcu patronusa udało jej się wyczarować dopiero, kiedy przywołała wspomnienie związane ze swoimi najbliższymi. Nagrody, turnieje - to nie było najważniejsze, powinna się z tym pogodzić, wiedziała w jaki sposób musiała myśleć, aby wyczarować małą, srebrną wiewiórkę po raz kolejny.
- Jakoś tak wyszło, że jednak wiewiórka. Mam wrażenie, że to przez to, że trochę przypominam to zwierzę, przynajmniej na pierwszy rzut oka, no i ponoć jeśli chodzi o symbolikę to lubią cieszyć się chwilą, odkrywać nowe możliwości, chyba trochę pasuje? - Nie miała pojęcia dlaczego trafiło właśnie na wiewiórkę, a nie coś bardziej walecznego. Taki wilk Brenny robił ogromne wrażenie, a ona miała gryzonia... no ale z tym nic nie mogła już zrobić.
Dostrzegła różnicę w kolorach patronusów. Jej był jakby trochę bardziej jasny. Wydawało jej się, że mogła wiedzieć, czym było to spowodowane. Longbottom już sporo czasu pracowała w BUMie, widziała więcej, była też przez to zmuszona do innych zachowań, które niekoniecznie były takie czyste.
- Tak, przetestujmy jeszcze, skoro już tutaj jesteśmy. - Nie czekała zbyt długo. Machnęła różdżką, wypowiedziała zaklęcie. Tym razem od samego początku myślała o Charliem i Cameronie, o tym jak w trójkę leżeli u niej w wannie i cieszyli się życiem.
Akcja nieudana
Slaby sukces...
Akcja nieudana