To, co mówiła Longbottom miało sens. Jak zawsze zresztą. Każdy w brygadzie był inny i posiadał różne umiejętności, które mogły się przydać w różnych momentach. Grunt, to nauczyć się współpracy i wykorzystywać je wszystkie w odpowiednich momentach. To miało sens.
- Fakt, każdy jest lepszy w czymś innym. Nie ma takich, którzy potrafiliby wszystko. - Może też lepiej nie przeceniać swoich zdolności? W końcu zbyt duża pewność siebie również mogła przynieść więcej złego niż dobrego. Trzeba było to wyważyć.
- Ciekawe od czego to zależy, w jaki sposób jest ocenianie, czy było dość szczęśliwe, skąd wie, że szczęście jest szczęściu nierówne. - Wood próbowała zrozumieć w jaki sposób działało to zaklęcie, sporo by jej to ułatwiło. Jednak jak widać nie do końca można to było wziąć na logikę. Pozostawała metoda prób i błędów. Kiedyś pewnie dojdzie do wprawy, jak ze wszystkim. Tylko musiała więcej praktykować, aby mieć pewność, że będzie to działać. Szkoda by było przypadkiem spotkać się bliżej z dementorem przez swoją niepewność.
- Musimy częściej ćwiczyć, kto wie, kogo spotkamy na służbie. - Wolałaby mieć jednak pewność, że poradzą sobie z całym stadem, niż tylko z dwoma. Przezroność bywała rozsądna.
Heather przyglądała się uważnie wilczycy Brenny. Szczęka jej opadła ze zdziwienia, kiedy zwierzę się odezwało. Wpatrywała się w nią z szeroko otwartymi oczami. - Tej sztuczki nie znałam. - Nie próbowała nigdy wyczarować gadającego patronusa. Było to niesamowite, a zarazem mogło być bardzo przydatne. Musiała spróbować.
Po raz kolejny szukała jakiegoś przyjemnego wspomnienia. Miała wrażenie, że te z chłopakami są najpewniejsze. Skupiła się więc na jednym z ich powrotów z całonocnej imprezy, kiedy skończyli siedząc na chodniku z kebabem w ręku. Poczuła nawet zapach tego kebaba. Machnęła różdżką i wypowiedziała na głos zaklęcie.
Akcja nieudana
Sukces!
Akcja nieudana
O ile udało jej się wyczarować srebrną wiewiórkę, to spróbowała, aby ta przekazała wiadomość. Wiewiórki są niedocenione.