04.05.2023, 20:32 ✶
Niechęć Geraldine do szpitala zawsze odrobinę irytowała Florence. Bulstrode, mimo tego, że jej pewność siebie miała siłę tarana, pozostawała też świadoma, że kształciła się w konkretnych dziedzinach – i choć liznęła nieco wiedzy z zakresu każdej specjalizacji, to jednak najlepsza była w usuwaniu skutków czarów, leczenia podstawowych obrażeń i łamaniu klątw. Rekomendacje w zakresie zrywania z nałogiem leżały poza tym obszarem i wolałaby zdać się na specjalistę.
Rzecz w tym, że przeczuwała, że Geraldine i jej towarzysz, którego imienia i nazwiska wciąż nie poznała, prawdopodobnie do takiego nie pójdą.
- Łagodny, ziołowy eliksir uspakajający na pewno nie zaszkodzi. Mogę też przepisać miksturę, która powinna odrobinę zmniejszyć… głód, ale można zażywać ją maksymalnie przez dwa dni, odradzam więc przyjmowanie jej na początki procesu – powiedziała w końcu z westchnieniem. Na słowa Mellvyna skierowała ku niemu uważne spojrzenie jasnych, chłodnych oczu. – Na choroby ducha nie umiem zaradzić. Moją specjalnością są te fizyczne.
Jeżeli problemem była raczej psychika, to jedyne, co Florence mogła poradzić, to udać się do Lecznicy Dusz. Nie czuła się dostatecznie kompetentna, by w takich przypadkach wydawać jakiekolwiek zalecenia. Nie bez powodu nawet przez sekundę nie chciała być magipsychiatrą. Wszystko było znacznie prostsze, kiedy miałeś widoczną ranę do zaleczenia, a nie taką, którą ktoś nosił na duszy.
- Nie powinien pan jeszcze wstawać – oświadczyła. – Życzy pan sobie, żeby Geraldine zbierała go nieprzytomnego z dywanu? – zapytała, mając dziwne wrażenie, że tylko taki argument może powstrzymać mężczyznę przed wędrówkami.
Nie wiem.
Zmagała się przez chwilę sama z sobą. W końcu, po momencie milczenia, gdy stała z zaciśniętymi ustami…
- Lekarstwo, z tego, co mi wiadomo, jest w zaawansowanej fazie prac. Proszę nie tracić nadziei. Być może pan zdąży… ale tylko, jeśli narkotyk nie zabije pana przed chorobą – powiedziała wreszcie krótko. Może właśnie tej nadziei potrzebował. Nie chciała mu obiecać wyleczenia. Ani zdradzić, że zasadniczo William Lestrange podobno miał już przepis, a brakowało tylko fazy testowej, sprawdzenia skutków długoterminowych i dystrybucji – nie chciała zrzucać koledze ze szkoły na głowę chorych z całego świata, dobijających się do jego drzwi. – Myślę, że mogę was już zostawić. Pamiętajcie proszę, że pacjent powinien najbliższe godziny spędzić w łóżku. Odpoczywając.
Rzecz w tym, że przeczuwała, że Geraldine i jej towarzysz, którego imienia i nazwiska wciąż nie poznała, prawdopodobnie do takiego nie pójdą.
- Łagodny, ziołowy eliksir uspakajający na pewno nie zaszkodzi. Mogę też przepisać miksturę, która powinna odrobinę zmniejszyć… głód, ale można zażywać ją maksymalnie przez dwa dni, odradzam więc przyjmowanie jej na początki procesu – powiedziała w końcu z westchnieniem. Na słowa Mellvyna skierowała ku niemu uważne spojrzenie jasnych, chłodnych oczu. – Na choroby ducha nie umiem zaradzić. Moją specjalnością są te fizyczne.
Jeżeli problemem była raczej psychika, to jedyne, co Florence mogła poradzić, to udać się do Lecznicy Dusz. Nie czuła się dostatecznie kompetentna, by w takich przypadkach wydawać jakiekolwiek zalecenia. Nie bez powodu nawet przez sekundę nie chciała być magipsychiatrą. Wszystko było znacznie prostsze, kiedy miałeś widoczną ranę do zaleczenia, a nie taką, którą ktoś nosił na duszy.
- Nie powinien pan jeszcze wstawać – oświadczyła. – Życzy pan sobie, żeby Geraldine zbierała go nieprzytomnego z dywanu? – zapytała, mając dziwne wrażenie, że tylko taki argument może powstrzymać mężczyznę przed wędrówkami.
Nie wiem.
Zmagała się przez chwilę sama z sobą. W końcu, po momencie milczenia, gdy stała z zaciśniętymi ustami…
- Lekarstwo, z tego, co mi wiadomo, jest w zaawansowanej fazie prac. Proszę nie tracić nadziei. Być może pan zdąży… ale tylko, jeśli narkotyk nie zabije pana przed chorobą – powiedziała wreszcie krótko. Może właśnie tej nadziei potrzebował. Nie chciała mu obiecać wyleczenia. Ani zdradzić, że zasadniczo William Lestrange podobno miał już przepis, a brakowało tylko fazy testowej, sprawdzenia skutków długoterminowych i dystrybucji – nie chciała zrzucać koledze ze szkoły na głowę chorych z całego świata, dobijających się do jego drzwi. – Myślę, że mogę was już zostawić. Pamiętajcie proszę, że pacjent powinien najbliższe godziny spędzić w łóżku. Odpoczywając.