05.05.2023, 09:12 ✶
Czy zamierzał uwierzyć jej, że po prostu cierpiał na "chorobę ducha"? Nie, absolutnie nie. Zamierzał dalej twierdzić, że to objawy zespołu odstawiennego smoczego pazura. Uzdrowicielka mogła być dobra, ale nie mogła być doskonała i jego zdaniem właśnie tutaj popełniała błąd - nie uwzględniała tego, że niektórzy po prostu nie mogą zupełnie zrezygnować ze wsparcia substancji. Takie już były ich organizmy.
Kiedy lekarka kazała mu usiąść, wpierw spojrzał na nią z niedowierzeniem, a później... po prostu usiadł. Faktycznie, jej argument był nie do odrzucenia. Geraldine już zbierała go z dywanu metaforycznie, teraz jeszcze tego brakowało, żeby robiła to dosłownie.
Jeszcze nie był pewien, jak to zrobi, ale zamierzał wyjść przed tą jebaną dwudziestą na Nokturn i zająć się swoim umówionym zleceniem. Brakowało mu tchu, kręciło mu się w głowie, a owszem, ale czy to pierwszy raz był w takim stanie?
Myślami krążył wokół palącej kwestii tego, że musiał w jakiś sposób zdjąć z barków Jego Pani możliwie największą część swojego gówna. Nie rozumiał, dlaczego tak chętnie brała je na siebie, ale był absolutnie pewien, że nie było to dla niej zdrowe. Nie mógł wykorzystywać jej dobrej woli i później tak po prostu sobie... zdechnąć.
Uzdrowicielka mówiła o lekarstwie i o tym, że może jeszcze go doczeka. "Zaawansowana faza prac" mogła znaczyć cokolwiek, prawdopodobnie trwała już od dziesięcioleci.
- A skąd Pani ma te informacje, jeśli można wiedzieć? - wymamrotał zaskakująco oschle.
Gdy Jego Pani zapytała o rachunek, wytężył słuch, ostentacyjnie odrywając od kobiet spojrzenie i patrząc gdzieś w przestrzeń.
Kiedy lekarka kazała mu usiąść, wpierw spojrzał na nią z niedowierzeniem, a później... po prostu usiadł. Faktycznie, jej argument był nie do odrzucenia. Geraldine już zbierała go z dywanu metaforycznie, teraz jeszcze tego brakowało, żeby robiła to dosłownie.
Jeszcze nie był pewien, jak to zrobi, ale zamierzał wyjść przed tą jebaną dwudziestą na Nokturn i zająć się swoim umówionym zleceniem. Brakowało mu tchu, kręciło mu się w głowie, a owszem, ale czy to pierwszy raz był w takim stanie?
Myślami krążył wokół palącej kwestii tego, że musiał w jakiś sposób zdjąć z barków Jego Pani możliwie największą część swojego gówna. Nie rozumiał, dlaczego tak chętnie brała je na siebie, ale był absolutnie pewien, że nie było to dla niej zdrowe. Nie mógł wykorzystywać jej dobrej woli i później tak po prostu sobie... zdechnąć.
Uzdrowicielka mówiła o lekarstwie i o tym, że może jeszcze go doczeka. "Zaawansowana faza prac" mogła znaczyć cokolwiek, prawdopodobnie trwała już od dziesięcioleci.
- A skąd Pani ma te informacje, jeśli można wiedzieć? - wymamrotał zaskakująco oschle.
Gdy Jego Pani zapytała o rachunek, wytężył słuch, ostentacyjnie odrywając od kobiet spojrzenie i patrząc gdzieś w przestrzeń.