05.05.2023, 11:19 ✶
Gdyby usłyszała jego myśli, nie byłaby w stanie stwierdzić sama, zdecydować, czy ów dar byłby czymś dobrym, czy raczej negatywnym. Niestety, ale w przyszłości z pewnością wyda z siebie westchnienie niezadowolenia lub nawet zacznie marudzić, bo Prewettowie poza mnóstwem kasyn, mieli również olbrzymią hodowlę swoich unikalnych skrzydlatych koni. Zdaniem Pandory było to znacznie ciekawsze i mniej krzywdzące, niż hazard ze swoimi konsekwencjami, ale zdaniem jej rodziny — znacznie mniej dochodowe, zwłaszcza że niechętnie swoje zwierzęta sprzedawali.
Był skromny w gestach i słowach, starał się skrupulatnie ukrywać wszytko to, co działo się w jego głowie. Ona jednak zaczęła zauważać drobne zmiany w jego spojrzeniu, zupełnie jakby czasem to bezchmurne niebo zakrywały ciemniejsze chmury. Zawsze uważnie go obserwowała, poświęcała mu praktycznie całą uwagę — ku zapewne jego niezadowoleniu, chociaż sama nie była obecnie pewna, czy bardziej chciałby ją utopić, czy może nawet trochę ją polubił? Prawdziwy kalejdoskop, nie mogła się nudzić. I znów się roześmiała, kręcąc głową, gdy tak łatwo się zgodził z tym, co mówiła! Zapewne dla świętego spokoju, ale i tak spodziewała się raczej dyskusji, bo jasnowłosy również przejawiał zachowania świadczące o tym, że był uparty. Sprytne posunięcie, skoro mieli tak dużo planów, a noc była tak krótka. Przyglądając mu się, posłała mu całusa w podziękowaniu chyba za przyznanie racji.
- Jak mogłabym Cię oddać wilkom, kiedy dajesz mi tyle powodu do uśmiechu i tyle pięknych miejsc mi pokazujesz?!- zapytała tylko, nieco bezradnie rozkładając ręce na tego brzydkie przemyślenia na jej temat. Powinna się obrazić, a może powinna zrobić smutną minę? W zamyśleniu zacisnęła usta, spoglądając w ziemię, przechodząc z nogi na nogę. Nie skomentowała jego słów o słuchaniu mamy, mimowolnie myślami wędrując w kierunku swojej — nie miała z nią tak łatwo, jak Saga miała z nim. Pewnie by ją chętnie na niego wymieniła.
- To może, chociaż rozważysz te dwa małe zakazy, jakoś Cię przekonam? Transakcja wymienna?
Posłała mu pytające spojrzenie, trochę spod wachlarza ciemnych rzęs, jakby miało to coś pomóc. A wystarczyłoby zapytać Pandorę o to, co o nim myślała i nie musiałby się domyślać! Czy uznałaby go za maminsynka? Raczej nie, podobnie zresztą, jak za człowieka bez uczuciowego i chłodnego, chociaż starał się taki być. Bycie Wikingiem wcale nie znaczyło braku dobrego serca, a wieczór się jeszcze nie skończył i wciąż mogła skończyć w oceanie, pamiętała o tym, szeptało gdzieś to z tyłu głowy. - Cieszę się, że dobrze się bawisz, olbrzymie.
Oczywiście udawała tylko oburzenie, walcząc z chęcią roześmiana się i pielęgnując w sobie nadzieję, że nie zacznie nazywać jej skrzatem. Gdyby włożyła jakieś wysokie buty, to wtedy by zobaczył, że jak na dziewczynę nie była maleńka. Miał naprawdę dużo szczęścia, że ten podłokietnik nie uciekł mu spomiędzy ust i został błogą nieświadomą dla brunetki.
Hjalmar uśmiechnął się tak, że wiedziała, że pójdą na te wrzosowiska, gdziekolwiek były i był to dla niej zadowalający wynik dyskusji. Bardzo lubiła stawiać na swoich w takich sytuacjach, gdy ktoś posądzał ją o potencjalną chorobę psychiczną. Zwykle była przesadnie uczynna i bezinteresowna w działaniach — dlatego też większość czasu spędzała sama lub z Marą.
- Zawsze masz wybór, wystarczy słowo. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż udzielona przez niego odpowiedź wywołała kolejny, szczery i szeroki uśmiech. - Jakbyś wybrał odpowiednich ludzi, to mógłbyś sporo na mnie zarobić, sprytne. Mam nadzieję, że nie komuś okropnego?
Jego tajemniczy uśmiech był niepokojący, ale wierzyła, że poradzi sobie w każdej sytuacji i w jakiś sposób nie umiała go nie odwzajemnić. Przeczesała warkocz palcami, wyglądał już naprawdę biednie, zwłaszcza że włosy Pandory układały się naturalnie, pod wpływem wilgoci w fale i delikatne loki. Na jego odpowiedź przytaknęła, bo ta była satysfakcjonująca i nie musiała drążyć tematu.
Nie robiła tego zwykle celowo, uśmiechała się tak po prostu — czasem jedynie próbując grać niewiniątko i zwyczajnie wierząc, że gest ten — tak łatwy i niedoceniany przez ludzi, miał bardzo potężną moc. I był zaraźliwy. - Teraz jeszcze pomrukujesz, pięknie. Za chwilę cały przemienisz się w niedźwiedzia. - zauważyła pogodnie, zupełnie nieświadoma jego złości, uznając to zwyczajnie za urocze, pasujące do całokształtu. I przede wszystkim nie zdawała sobie sprawy, że to faktycznie działało. Westchnęła ze zrezygnowaniem, kręcąc głową.
- Cśśśś... Nie denerwuj się, nie masz powodu. - zaczęła łagodnie, przyglądając się spiętym mięśniom i zaciśniętej pięści. Niewiele myśląc, przesunęła palcami po odkrytej skórze, zaciskając obydwie dłonie na jego własnej, palcami dociskając wilgotną wciąż chustkę. - To Twój przyjaciel, nie miał na myśli nic złego. Chciał dobrze. Przecież to tradycja, nie? Trzeba je pielęgnować! Zwłaszcza że Litha to taka trochę Twoja.
Zauważyła ze wzruszeniem ramion, podnosząc wzrok na jego twarz i licząc na to, że trochę się uspokoił. Rozumiała, że mogła mu popsuć plany na obchody tego święta przez swoją obecność i że pewnie miał mnóstwo lepszych towarzyszek do szukania tego kwiatu, a kolega o tym po prostu wiedział. Zasugerował jej przecież, że gdyby chciał, to powinna pozwolić mu szukać tego z kimś innym i się nie złościć, a przynajmniej tak Pandora uważała. Zwykle widziała, a przede wszystkim doszukiwała się w ludziach tego, co było najlepsze i o nic złego nie podejrzewałaby jego kompana. Dopiero teraz zauważyła, że butelka jej wyleciała z rąk, opierając się na szczęście tak, że nic się nie rozlało. Nic sobie z tego nie zrobiła, układając wygodnie głowę i przez chwilę patrząc na ten piękny horyzont, ale nie mogła zupełnie się na tym skupić, więc wróciła do Nordgersima. - Nie będziesz miał przeze mnie pecha, prawda?
Miała oczywiście na myśli ten kwiat. Puściła jego dłoń, robiąc małego łyka gorzałki i oparła brodę tak, żeby było wygodniej lustrować jego twarz na wypadek, gdyby jej powiedział, że nie będzie miał pecha, ale jednak trochę udawał. Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy odparł tylko "może" na całe to topienie. - Jeszcze Cię przekonam, żebyś tego nie robił.
Oznajmiła mu pewnie, nie chcąc go wcale w żaden róg zaganiać, mówiąc po prostu to, o czym aktualnie myślała i chcąc upewnić się, że toń oceanu jej nie groziła. Poza brakiem umiejętności pływania i wydawania z siebie damskiego pisku Pandora miała jeszcze jeden problem — uwielbiała spadać, lecieć beztrosko w dół, co poniekąd przypominało latanie. I gdy woda tak robiła lub gdy skądś zlatywała, nie umiała zareagować, zatrzymując się w trwającej chwili. A pod wodą odczuwało się to najlepiej, ciągnęła na dno znacznie delikatniej, łagodniej niż grawitacja.
Jego odpowiedź brzmiała sensownie, więc już nie dopytywała, pozwalając sobie jeszcze na chwilę wrócić myślami do pingwinów i Grenlandii, może trochę Drumstrangu.
Drzewo nie było chyba aż tak wysokie, tak sobie powtarzała, stojąc na dole i przyglądając mu się w poszukiwaniu odpowiedniej strategii. Na jego przedrzeźnianie uniosła brwi, pokazując mu zaraz język i tylko zapierając się wewnętrznie, że wjedzie na to drzewo, nawet jakby miała próbować do rana. Bo oczywiście Pan "chłodny" i "bezwzględny" wiking wspiął się zwinnie niczym zwierz. To było godne podziwu. Gdyby wiedziała o jego siostrach i o tym, że były aż trzy, to pewnie marudziłaby mu, że chciałaby je poznać, nieświadoma obaw i powstających planów ucieczki.
- Bajecznie mój Drogi. - odpowiedziała tylko, zabierając się za doszczętne zniszczenie swojej niegdyś ładne sukienki i wspinaczkę, bo przecież nikt za nią tego nie zrobi. Nie wyglądała jednak na przestraszoną, nie wyglądała też na niezadowoloną, raczej się dobrze bawiła. Drzewo nie było wcale pomocne, zwłaszcza gdy z jakiegoś powodu poślizgnęła się i źle złapała ręką, lecąc na ziemię z cichym hukiem, bo oczywiście jedynie co, to zamknęła oczy. Brew jej drgnęła, jednak uśmiechnęła się tylko pod nosem, wycierając dłonie niedbale o materiał ubrania — swojego, broń boże koszuli i roztarła dłonie, podchodząc z nieco innej strony. Jak się nie uda, to spadnie, wstanie, otrzepie się i spróbuje dalej. I tak do skutku. Nie przyznałaby mu się, jak męczące to było i jak piekły ją dłonie, gdy udało się jej w końcu zająć jedną z gałęzi, co uwieńczyła jedynie cichym westchnięciem i przetarciem policzka dłonią, którą znów wcześniej przetarła w kieckę. Dobrze, że nie miała delikatnych rączek, jak angielskie damy, bo prędzej by umarła niż wlazła na to drzewo.
-Nie wątpiłeś we mnie chyba, co? - zapytała, wsuwając się nieco głębiej w szeroką gałąź, aby mogła swobodnie ruszyć rękoma, a także zakołysać nogami. Odchyliła głowę do tyłu, mimowolnie spoglądając na niebo, które było teraz znacznie bliżej i uśmiechnęła się pod nosem, zaciskając obydwie dłonie na kilkanaście sekund w pięści, aby zamaskować ich drżenie. Powinna częściej chodzić po drzewach. Gdy wbiła w niego wzrok, mówił coś o prawej kieszeni, więc grzecznie kiwnęła głową i wyjęła zawiniątko, układając mu je ostrożnie na dłoni. - Przez chwilę podejrzewałam Cię o noszenie karmelków lub innych cukierków po koszuli. - przyznała szczerze, przyglądając się temu, co robił z zaciekawieniem. Jak bardzo niedorzecznie zabrzmi, jakby przyznała mu się, że papierosów też nie miała w ustach? Raz próbowała Opium, raz próbowała innej używki ku niezadowoleniu swojego dziadka, ale tak? Była naprawdę ułożona pod względem pozyskiwania uzależnień, wybierając zawsze te bardziej zdrowe. Czując na sobie jego spojrzenie, podniosła własne z jego ust i papierosa, obserwując chwilę dym, zanim pozwoliła sobie na zastanawianie się, jaki odcień błękitu teraz miały jego oczy. -A w sumie czemu nie. Tak mocne, jak gorzałka? - zapytała tylko, mając na myśli ewentualny atak kaszlu, który mógłby nastąpić, gdyby zaciągnęła się zbyt mocno. - Tak będzie łatwiej. - dodała jeszcze pod nosem, łapiąc w dłoń jego nadgarstek i przysuwając sobie do ust, poczuła cierpki i odrobinę gorzkawy smak, chociaż znacznie silniejszy był aromat dymu, który uwalniał. Znając swoje umiejętności, gdyby sama chciała złapać za tego papierosa, to wypadłby jej z rąk. - Czy wy wszystko macie tutaj tak intensywne i silne? - mruknęła jeszcze, mrużąc oczy, gdzieś pomiędzy kilkoma kaszlnięciami, które uciekły pomiędzy wypuszczaniem dymu. - Za drugim razem będę lepiej przygotowana. - dodała na swoją obronę, stukając palcami w jego skórę, żeby wiedział, co miała na myśli i że mały wypadek przy pracy wcale jej nie zniechęcił. Mieli w Turcji fajki, ale nie były takie, jak zawartość jego kieszeni.
Był skromny w gestach i słowach, starał się skrupulatnie ukrywać wszytko to, co działo się w jego głowie. Ona jednak zaczęła zauważać drobne zmiany w jego spojrzeniu, zupełnie jakby czasem to bezchmurne niebo zakrywały ciemniejsze chmury. Zawsze uważnie go obserwowała, poświęcała mu praktycznie całą uwagę — ku zapewne jego niezadowoleniu, chociaż sama nie była obecnie pewna, czy bardziej chciałby ją utopić, czy może nawet trochę ją polubił? Prawdziwy kalejdoskop, nie mogła się nudzić. I znów się roześmiała, kręcąc głową, gdy tak łatwo się zgodził z tym, co mówiła! Zapewne dla świętego spokoju, ale i tak spodziewała się raczej dyskusji, bo jasnowłosy również przejawiał zachowania świadczące o tym, że był uparty. Sprytne posunięcie, skoro mieli tak dużo planów, a noc była tak krótka. Przyglądając mu się, posłała mu całusa w podziękowaniu chyba za przyznanie racji.
- Jak mogłabym Cię oddać wilkom, kiedy dajesz mi tyle powodu do uśmiechu i tyle pięknych miejsc mi pokazujesz?!- zapytała tylko, nieco bezradnie rozkładając ręce na tego brzydkie przemyślenia na jej temat. Powinna się obrazić, a może powinna zrobić smutną minę? W zamyśleniu zacisnęła usta, spoglądając w ziemię, przechodząc z nogi na nogę. Nie skomentowała jego słów o słuchaniu mamy, mimowolnie myślami wędrując w kierunku swojej — nie miała z nią tak łatwo, jak Saga miała z nim. Pewnie by ją chętnie na niego wymieniła.
- To może, chociaż rozważysz te dwa małe zakazy, jakoś Cię przekonam? Transakcja wymienna?
Posłała mu pytające spojrzenie, trochę spod wachlarza ciemnych rzęs, jakby miało to coś pomóc. A wystarczyłoby zapytać Pandorę o to, co o nim myślała i nie musiałby się domyślać! Czy uznałaby go za maminsynka? Raczej nie, podobnie zresztą, jak za człowieka bez uczuciowego i chłodnego, chociaż starał się taki być. Bycie Wikingiem wcale nie znaczyło braku dobrego serca, a wieczór się jeszcze nie skończył i wciąż mogła skończyć w oceanie, pamiętała o tym, szeptało gdzieś to z tyłu głowy. - Cieszę się, że dobrze się bawisz, olbrzymie.
Oczywiście udawała tylko oburzenie, walcząc z chęcią roześmiana się i pielęgnując w sobie nadzieję, że nie zacznie nazywać jej skrzatem. Gdyby włożyła jakieś wysokie buty, to wtedy by zobaczył, że jak na dziewczynę nie była maleńka. Miał naprawdę dużo szczęścia, że ten podłokietnik nie uciekł mu spomiędzy ust i został błogą nieświadomą dla brunetki.
Hjalmar uśmiechnął się tak, że wiedziała, że pójdą na te wrzosowiska, gdziekolwiek były i był to dla niej zadowalający wynik dyskusji. Bardzo lubiła stawiać na swoich w takich sytuacjach, gdy ktoś posądzał ją o potencjalną chorobę psychiczną. Zwykle była przesadnie uczynna i bezinteresowna w działaniach — dlatego też większość czasu spędzała sama lub z Marą.
- Zawsze masz wybór, wystarczy słowo. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż udzielona przez niego odpowiedź wywołała kolejny, szczery i szeroki uśmiech. - Jakbyś wybrał odpowiednich ludzi, to mógłbyś sporo na mnie zarobić, sprytne. Mam nadzieję, że nie komuś okropnego?
Jego tajemniczy uśmiech był niepokojący, ale wierzyła, że poradzi sobie w każdej sytuacji i w jakiś sposób nie umiała go nie odwzajemnić. Przeczesała warkocz palcami, wyglądał już naprawdę biednie, zwłaszcza że włosy Pandory układały się naturalnie, pod wpływem wilgoci w fale i delikatne loki. Na jego odpowiedź przytaknęła, bo ta była satysfakcjonująca i nie musiała drążyć tematu.
Nie robiła tego zwykle celowo, uśmiechała się tak po prostu — czasem jedynie próbując grać niewiniątko i zwyczajnie wierząc, że gest ten — tak łatwy i niedoceniany przez ludzi, miał bardzo potężną moc. I był zaraźliwy. - Teraz jeszcze pomrukujesz, pięknie. Za chwilę cały przemienisz się w niedźwiedzia. - zauważyła pogodnie, zupełnie nieświadoma jego złości, uznając to zwyczajnie za urocze, pasujące do całokształtu. I przede wszystkim nie zdawała sobie sprawy, że to faktycznie działało. Westchnęła ze zrezygnowaniem, kręcąc głową.
- Cśśśś... Nie denerwuj się, nie masz powodu. - zaczęła łagodnie, przyglądając się spiętym mięśniom i zaciśniętej pięści. Niewiele myśląc, przesunęła palcami po odkrytej skórze, zaciskając obydwie dłonie na jego własnej, palcami dociskając wilgotną wciąż chustkę. - To Twój przyjaciel, nie miał na myśli nic złego. Chciał dobrze. Przecież to tradycja, nie? Trzeba je pielęgnować! Zwłaszcza że Litha to taka trochę Twoja.
Zauważyła ze wzruszeniem ramion, podnosząc wzrok na jego twarz i licząc na to, że trochę się uspokoił. Rozumiała, że mogła mu popsuć plany na obchody tego święta przez swoją obecność i że pewnie miał mnóstwo lepszych towarzyszek do szukania tego kwiatu, a kolega o tym po prostu wiedział. Zasugerował jej przecież, że gdyby chciał, to powinna pozwolić mu szukać tego z kimś innym i się nie złościć, a przynajmniej tak Pandora uważała. Zwykle widziała, a przede wszystkim doszukiwała się w ludziach tego, co było najlepsze i o nic złego nie podejrzewałaby jego kompana. Dopiero teraz zauważyła, że butelka jej wyleciała z rąk, opierając się na szczęście tak, że nic się nie rozlało. Nic sobie z tego nie zrobiła, układając wygodnie głowę i przez chwilę patrząc na ten piękny horyzont, ale nie mogła zupełnie się na tym skupić, więc wróciła do Nordgersima. - Nie będziesz miał przeze mnie pecha, prawda?
Miała oczywiście na myśli ten kwiat. Puściła jego dłoń, robiąc małego łyka gorzałki i oparła brodę tak, żeby było wygodniej lustrować jego twarz na wypadek, gdyby jej powiedział, że nie będzie miał pecha, ale jednak trochę udawał. Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy odparł tylko "może" na całe to topienie. - Jeszcze Cię przekonam, żebyś tego nie robił.
Oznajmiła mu pewnie, nie chcąc go wcale w żaden róg zaganiać, mówiąc po prostu to, o czym aktualnie myślała i chcąc upewnić się, że toń oceanu jej nie groziła. Poza brakiem umiejętności pływania i wydawania z siebie damskiego pisku Pandora miała jeszcze jeden problem — uwielbiała spadać, lecieć beztrosko w dół, co poniekąd przypominało latanie. I gdy woda tak robiła lub gdy skądś zlatywała, nie umiała zareagować, zatrzymując się w trwającej chwili. A pod wodą odczuwało się to najlepiej, ciągnęła na dno znacznie delikatniej, łagodniej niż grawitacja.
Jego odpowiedź brzmiała sensownie, więc już nie dopytywała, pozwalając sobie jeszcze na chwilę wrócić myślami do pingwinów i Grenlandii, może trochę Drumstrangu.
Drzewo nie było chyba aż tak wysokie, tak sobie powtarzała, stojąc na dole i przyglądając mu się w poszukiwaniu odpowiedniej strategii. Na jego przedrzeźnianie uniosła brwi, pokazując mu zaraz język i tylko zapierając się wewnętrznie, że wjedzie na to drzewo, nawet jakby miała próbować do rana. Bo oczywiście Pan "chłodny" i "bezwzględny" wiking wspiął się zwinnie niczym zwierz. To było godne podziwu. Gdyby wiedziała o jego siostrach i o tym, że były aż trzy, to pewnie marudziłaby mu, że chciałaby je poznać, nieświadoma obaw i powstających planów ucieczki.
- Bajecznie mój Drogi. - odpowiedziała tylko, zabierając się za doszczętne zniszczenie swojej niegdyś ładne sukienki i wspinaczkę, bo przecież nikt za nią tego nie zrobi. Nie wyglądała jednak na przestraszoną, nie wyglądała też na niezadowoloną, raczej się dobrze bawiła. Drzewo nie było wcale pomocne, zwłaszcza gdy z jakiegoś powodu poślizgnęła się i źle złapała ręką, lecąc na ziemię z cichym hukiem, bo oczywiście jedynie co, to zamknęła oczy. Brew jej drgnęła, jednak uśmiechnęła się tylko pod nosem, wycierając dłonie niedbale o materiał ubrania — swojego, broń boże koszuli i roztarła dłonie, podchodząc z nieco innej strony. Jak się nie uda, to spadnie, wstanie, otrzepie się i spróbuje dalej. I tak do skutku. Nie przyznałaby mu się, jak męczące to było i jak piekły ją dłonie, gdy udało się jej w końcu zająć jedną z gałęzi, co uwieńczyła jedynie cichym westchnięciem i przetarciem policzka dłonią, którą znów wcześniej przetarła w kieckę. Dobrze, że nie miała delikatnych rączek, jak angielskie damy, bo prędzej by umarła niż wlazła na to drzewo.
-Nie wątpiłeś we mnie chyba, co? - zapytała, wsuwając się nieco głębiej w szeroką gałąź, aby mogła swobodnie ruszyć rękoma, a także zakołysać nogami. Odchyliła głowę do tyłu, mimowolnie spoglądając na niebo, które było teraz znacznie bliżej i uśmiechnęła się pod nosem, zaciskając obydwie dłonie na kilkanaście sekund w pięści, aby zamaskować ich drżenie. Powinna częściej chodzić po drzewach. Gdy wbiła w niego wzrok, mówił coś o prawej kieszeni, więc grzecznie kiwnęła głową i wyjęła zawiniątko, układając mu je ostrożnie na dłoni. - Przez chwilę podejrzewałam Cię o noszenie karmelków lub innych cukierków po koszuli. - przyznała szczerze, przyglądając się temu, co robił z zaciekawieniem. Jak bardzo niedorzecznie zabrzmi, jakby przyznała mu się, że papierosów też nie miała w ustach? Raz próbowała Opium, raz próbowała innej używki ku niezadowoleniu swojego dziadka, ale tak? Była naprawdę ułożona pod względem pozyskiwania uzależnień, wybierając zawsze te bardziej zdrowe. Czując na sobie jego spojrzenie, podniosła własne z jego ust i papierosa, obserwując chwilę dym, zanim pozwoliła sobie na zastanawianie się, jaki odcień błękitu teraz miały jego oczy. -A w sumie czemu nie. Tak mocne, jak gorzałka? - zapytała tylko, mając na myśli ewentualny atak kaszlu, który mógłby nastąpić, gdyby zaciągnęła się zbyt mocno. - Tak będzie łatwiej. - dodała jeszcze pod nosem, łapiąc w dłoń jego nadgarstek i przysuwając sobie do ust, poczuła cierpki i odrobinę gorzkawy smak, chociaż znacznie silniejszy był aromat dymu, który uwalniał. Znając swoje umiejętności, gdyby sama chciała złapać za tego papierosa, to wypadłby jej z rąk. - Czy wy wszystko macie tutaj tak intensywne i silne? - mruknęła jeszcze, mrużąc oczy, gdzieś pomiędzy kilkoma kaszlnięciami, które uciekły pomiędzy wypuszczaniem dymu. - Za drugim razem będę lepiej przygotowana. - dodała na swoją obronę, stukając palcami w jego skórę, żeby wiedział, co miała na myśli i że mały wypadek przy pracy wcale jej nie zniechęcił. Mieli w Turcji fajki, ale nie były takie, jak zawartość jego kieszeni.