Uśmiechnęła się jedynie do Florence słysząc, że to piąta wizyta. Cóż, nazbierało się ich ostatnio. Jednak bycie stałym klientem miało swoje zalety, chociaż w przypadku Yaxley jeśli chodzi o pieniądze było to zupełnie obojętne - miała ich tyle, że mogła nimi szastać na prawo i lewo. Miłe było to, że czuła, że mimo wszystko łączy ją jakaś więź z uzdorowicielką, że przez lata współpracy połączyła je relacja. Doceniała każdy stały element w swoim życiu, bo nie miała ich zbyt wiele.
Odprowadziła jeszcze Bulstrode do kominka, pożegnała ją nim ta zniknęła w płomieniach. Ta wizyta nie przebiegła tak źle, jak się spodziewała. Florence nie oceniała, zachowała się profesjonalnie. Wytłumaczyła dokładnie, jak powinno przebiegać dalsze leczenie. Powinna sobie z tym poradzić. W końcu nie z takimi rzeczami już walczyła w swoim życiu.
Yaxley była silna, samodzielna, na pewno da radę z takim wyzwaniem. Może trochę na początku panikowała, jednak z każdą minutą czuła się pewniej. Wróciła do sypialni, przeczytała po cichu jeszcze raz zalecenia uzdrowicielki. Ułożyła je sobie wszystkie po kolei, sięgnęła po pióro, aby zrobić sobie swoją własną listę, żeby mieć wszystko dokładnie rozpisane, aby nic co istotne jej nie umknęło.
- Chodź się połóż, słyszałeś, co mówiła. - Powiedziała jeszcze do Ollivandera. Zresztą sama chciała odpocząć. Ten dzień zaczął się bardzo intensywnie, a noc wcale nie należała do mniej burzliwych. Potrzebowali snu. Przynajmniej tak się jej wydawało. Za dwie godziny i tak musiała mu dać kolejną dawkę leku, więc dobrze by było, aby wykorzystali je w pełni.