05.05.2023, 22:30 ✶
W tym przypadku szła skrajnie w drugą stronę — zupełnie nie myślała o sobie i robiłaby wszystko, żeby ochronić drugiego człowieka, często działając bez pomyślunku. Pandora była może i odważna, ale marna była z niej wojowniczka, jeszcze chyba gorsza czarownica bojowa. Nie lubiła konfliktów. I zostawienie kogokolwiek wilkom nie byłoby proste, a już szczególnie jego.
Ściągnęła brwi zaniepokojona, bo kolejny raz się zgodził. Zlustrowała go wzrokiem, jakby objawiała się dostrzec śladów gorączki, majaków lub upojenia alkoholowego, ale wyglądał dobrze. - Drugi raz w tak krótkim czasie? Robimy postępy. - zauważyła z pewną dozą ostrożności w głosie, chociaż nazwanie "mamą", było zaraz obok "maluszka" w kolejce do najmniej lubianego przez nią zwrotu używanego przez mężczyznę w ich konwersacjach.
Doceniała to bardziej, niż pewnie umiała mu pokazać. Dużo zabawniej było świętować, zwiedzać i rozmawiać z nim, niż tkwić przy ogniskach samemu lub z ludźmi, którzy przyszli już na miejsce w większym gronie. Trzeba jednak przyznać, że wizja leżącego w rynsztoku, pijanego i naćpanego Hjalmara zupełnie by do niej nie trafiła. Jaki zachowywałby się pijany Niedźwiadek?
- Mój ojciec lub dziadek. Jeśli będziesz potrzebował galeonów, to mnie porwij i wyślą Ci pewnie pieniądze. Nawet jeśli jestem czarną owcą, to wciąż jedynaczką. - plan był prosty, ale takie zdaniem dziewczyny były najbardziej skuteczne. Nie przeszkadzałoby jej zupełnie, gdyby mogła, chociaż tak mu się za to wszystko odwdzięczyć i pomóc odwdzięczyć sakiewkę. Zupełnie nie przykładała uwagi do pieniędzy, chociaż jej ród może nie był najpotężniejszy, ale z pewnością najbogatszy lub znajdował się w ścisłym centrum osób z pełnymi złota skrytkami w banku. Dodatkowo rodzina jej matki, która skupiała swoje działania na Turcji, również dobrze sobie radziła. Nikt jednak o zdrowych zmysłach nie posądzał kogoś, kto wybierał namiot ponad pensjonaty i hotele o jakiekolwiek bogactwo.
Wyglądał, jakby coś chciał powiedzieć, jednak ostatecznie tego nie zrobił i posłała mu jeszcze krótki uśmiech, zanim skupiła się na tysiącach rzeczy dookoła. Czy Pandora odwróciłaby się od niego przez to, że był wilkołakiem? Bardzo wątpliwe, raczej byłaby tym zafascynowana i miała mnóstwo pytań, jak miała w zwyczaju. O tej przypadłości wiedziała właściwie niewiele, nie mając okazji zainteresować się bardziej. Każdy miał jednak prawo do swoich sekretów, ona przecież też mu wszystko nie mówiła, chociaż niechętnie uznawała fakt, że o strachu przed wodą mógł wiedzieć. Był przecież spostrzegawczy.
Jej palce powolnie i delikatnie przesuwały się po chłodnej skórze, badając z zaciekawieniem rysujące się pod nią mięśnie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, unosząc na chwilę brew i dotarło do niej, że uspokojenie go, a przede wszystkim pozbawienie chęci zrobienia koledze krzywdy — czego zupełnie nie rozumiała — nie było takie łatwe. - Trochę wypił, chciał dla Ciebie dobrze. Na pewno troszczy się o Ciebie na swój własny sposób. Dał mi po prostu radę. - odpowiedziała po chwili milczenia, przenosząc wzrok na jego dłoń, na której ściskała swoje własne. Może powinna kiedyś zapoznać go z medytacją, żeby nie umarł na serce? Uśmiechnęła się do własnej myśli, skupiając spojrzenie na błękitnych oczach drewnianego miśka, który drgał spokojnie pod wpływem oddechu właściciela. - Nasza relacja to tylko nasza sprawa, nikt się do tego nie wtrąci. Nikt nie ma takiej mocy, żeby przekonać mnie do zmiany zdania, jak się już na coś uprę. I nawet jeśli sugerował, że powinnam pozwolić Ci iść szukać tego kwiatka z kimś innym, to nie wiem sama, czym bym tak zrobiła.
Dodała z westchnięciem w głosie, nie znając faktycznie odpowiedzi. W przypadku brunetki wiele zależało od okoliczności, wszystkich argumentów, a przede wszystkim ludzi, których miała dookoła. Nie widziała powodu, żeby się wściekał na kogoś, kto chciał zapewnić mu szczęście w jakiś sposób, skoro wierzono, że kwiat miał taką moc. A to, że nie znała całej tej legendy, to inna sprawa. - A ja je lubię, teraz będzie mi się kojarzyło z Tobą.
Puściła mu oczko, gdy cofnęła dłonie, które następnie ułożyła na swoich nogach, zanim przesiadła się po chwili namysłu obok, robiąc sobie z niego poduszkę.
To prawda, lubiły kwiatki i ona nie była żadnym wyjątkiem w tej kwestii, a rosnące tutaj były znacznie piękniejsze, niż róże i te wszystkie ogólnodostępne, odrobinę przerysowane. I chyba też trochę bardziej kolorowe przez to, ile staruszka musiała włożyć pracy w utrzymanie ogrodu na Islandii. Tak naprawdę nie chodziło o to, czy była gorsza, bo i tak się wyróżniała na tle wszystkich tych ślicznych jasnowłosych, które mijali dookoła, o znacznie bardziej kobiecych sylwetkach i głębszych oczach, ciekawszych. Sam podsunął jej pomysł na to, aby on wybrał te kwiatki sam i to specjalnie dla niej, to było w tym najważniejsze. Jakby wybrał tylko jeden do wplątania za ucho, też byłaby zachwycona. Zawsze traktowała takie rzeczy bardzo osobiście, jako małe skarby.
- Niby nie są prawdziwe, ale rzeczywistość jest ciekawsza i bardziej kolorowa, piękniejsza, gdy są dookoła. Dają uśmiech. - rzuciła na jego stwierdzenie, bo nawet jeśli sama we wszystko nie wierzyła, to przynajmniej udawała, że jest inaczej. Umieli posługiwać się magią, rzucać wymyślne zaklęcia i rozpalać ogień pstryknięciem palca, ale to nie te czary były tymi, które czyniły życie lepszym i bardziej wartościowym. - Może poszukamy go za rok, skoro dziś mamy inne plany?
Zanim ugryzła się w język, pytanie samo uciekło jej spomiędzy warg, które zaraz zacisnęła z odrobiną zakłopotania. Nie wierzył, nie chciał, ale i tak musiała, a potem się dziwiła, że tak łatwo się na nią wściekał. Może powinna zastosować strategię milczenia? Przesunęła palcami po rękawkach od swojej sukienki, które były chyba w najlepszym stanie, czując na skórze chłód materiału.
Nic by się nie stało, gdyby jej trochę ciśnienie podskoczyło za wszystkie te razy, gdy ona fundowała małe zawały jemu. Ulżyło jej, że nie spadła piętnaście razy, chociaż wejście tak wysoko było nie lada wyzwaniem. Powinna lepiej zadbać o kondycję fizyczną, ale w Turcji pod nosem miała tylko palmy, a w Londynie ludzie krzywo patrzyli.
- Nie wierzę Ci. - zakomunikowała tylko z rozbawionym parsknięciem, łapiąc oddech i ostrożnie zajmując miejsce na gałęzi obok niego, mogła chwilę odsapnąć, rozluźniając dłonie. Była pewna, że jutro będzie miała problem z uniesieniem rąk do góry. - Niech będzie, ufam Ci przecież.
Przyglądała mu się, gdy przymknął oczy, delektując się używką. Wyglądał bardzo łagodnie, co sprawiło, że przez chwilę z wilka i miśka, faktycznie został owcą, czego by mu nigdy nie powiedziała, pamiętając reakcję na wcześniejsze komentarze na ich temat.
W dymie było faktycznie coś, co dość szybko rozluźniło spięte mięśnie i pozwoliło poczuć na skórze przyjemny dreszcz, zaraz po napadzie kaszlu. Mocne i dość cierpkie, zyskiwało na walorach smakowych po kilku sekundach. Wolną dłonią przetarła zaszklone od mocy papierosa oczy, drugą wciąż trzymała jego nadgarstek, nie zamierzając rezygnować z kolejnego pociągnięcia. I faktycznie, poradziła sobie z nim troszkę płynniej, lepiej. Im dłużej trzymała w płucach szare kłęby, tym szybciej robiło się jej przyjemniej, ale w inny sposób, niż po gorzałce.
Tak naprawdę dopiero teraz wyprostowała głowę i wzrok na tyle, aby uważniej przyjrzeć się otaczającemu ich światu. Niebo było blisko, gwiazdy zdawały się dotykać koron drzew, a mrok przecinały wiązki światła z osady, miała wrażenie, że grane tam melodie roznoszą się razem z wiatrem, który co jakiś czas uderzał w ich twarze, kołysząc włosami i wywołując rumieńce. Miała świadomość tego, że była zmęczona, ale ciągle dostarczał jej nowych bodźców, nowych zastrzyków energii i nie miała czasu nad tym gdybać. Na jego słowa zakołysała nogami w powietrzu, odchyliła głowę do tyłu i uniosła dłonie, składając ze sobą palce tak, że powstał z nich kwadrat, który przypominał obiektyw aparatu. Miała wrażenie, że widzi fragment trójkąta letniego, ale bardziej błyszcząca była gwiazda północy. - Czy to nie oczywiste? - zapytała znacznie ciszej, jakby używka i alkohol sprawił, że obawiała się głosu porwanego przez echo. Odwróciła się w jego stronę, mając jego twarz w swoim małym obiektywie. - Jestem przekonana, że jestem teraz najbardziej szczęśliwą dziewczyną w okolicy, chociaż... Ruda też może być? - uniosła brew, bo nie mogła przypomnieć sobie, jak wymawia się jej imię. Zaraz jednak uśmiechnęła się i opuściła dłonie, przysuwając nieco bliżej opierającego się o pień blondyna.
Nawet się nie rozgadywała za mocno, korzystając z jego podsuniętej ręki, którą uniosła odpowiednio wysoko i przymknęła oczy, zaciągając się kolejny raz — nie tak wprawnie, jak on, ale znacznie umiejętniej i bez kaszlu. - Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, nie mając okazji odpowiedzieć na pytanie, czy się bała i uniosła powieki, obdarzając go pociągłym spojrzeniem ciemnych oczu.
Nie była dobra w przyjmowaniu komplementów, zwłaszcza tych, których nadejścia się zupełnie nie spodziewała. Pandora zwykle je rozdawała, uwielbiała doceniać ludzi, ale gdy ktoś postępował z nią w taki sposób i traciła kontrole lub raczej znajdowała się w centrum jakieś uwagi, nigdy nie wiedziała, co zrobić. Poczuła, jak płoną jej policzki, które na szczęście ukrywały się w mroku nocy i kołyszącymi się kosmykami włosów. Uniosła dłoń, ściągając z końca włosów frotkę i palcami przeczesała pasma, pozbywając się warkocza i pozwalając, aby ułożone w subtelne fale kaskady, rozsypały się jej po plecach i ramionach, a także częściowo na twarzy, delikatnie poprawiła też swój wianek. - Po prostu chciałam, żebyś się dobrze bawił.. I.. Nieważne.- mruknęła cicho, wzruszając ramionami, a potem uniosła obydwie dłonie, przykładając je sobie do policzków, które delikatnie klepnęła. Nie mógł tak jej robić, ale nie mogła mu o tym powiedzieć. - Oprzyj się o to drzewo wygodnie, to coś Ci pokaże.
Oznajmiła w końcu, rozglądając się dookoła. Musiała zmienić temat, więc czemu nie wykorzystać miejsca, w którym tkwili. Gdy spełnił jej prośbę, złapała za fałdę materiału i podtrzymała się trochę znajdującej się wyżej, cieńszej gałęzi, aby powolnie się przesunąć, siadając plecami do niego tak, aby mógł jej spoglądać przez ramię. - Tam. - zaczęła, łapiąc wolną dłoń Islandczyka i kierując gdzieś w stronę trzech kropek na niebie, odrysowując ich kształt. - To letni trójkąt: Altair, Deneb i Wega. Ta ostatnia, jest najjaśniejszą gwiazdą letniego nieba i chyba hmm piątą tak ogólnie najjaśniejszą. Deneb z kolei w Chinach uważany jest za most, który łączy z niebem. Twoja jednak byłaby konstelacja niedźwiedzia, północy. - przeniosła jego dłoń, na jeden z najważniejszych gwiazdozbiorów na niebie, który pomagał znaleźć drogę, gdy ktoś się zgubił. Odwróciła głowę przez ramię, lustrując wzrokiem jego twarz, aby wiedzieć, czy powinna lub też nie powinna kontynuować — pewnie nie, bo przecież zupełnie nie lubił Astronomii. - Miałam o tym nie gadać, wybacz. Widać stąd tyle gwiazd i niebo jest tak blisko, że nie mogłam się powstrzymać. - mruknęła cicho, zgodnie z prawdą i już nie paplając więcej, westchnęła, sięgając dłonią w stronę butelki, którą miał przy sobie.
Ściągnęła brwi zaniepokojona, bo kolejny raz się zgodził. Zlustrowała go wzrokiem, jakby objawiała się dostrzec śladów gorączki, majaków lub upojenia alkoholowego, ale wyglądał dobrze. - Drugi raz w tak krótkim czasie? Robimy postępy. - zauważyła z pewną dozą ostrożności w głosie, chociaż nazwanie "mamą", było zaraz obok "maluszka" w kolejce do najmniej lubianego przez nią zwrotu używanego przez mężczyznę w ich konwersacjach.
Doceniała to bardziej, niż pewnie umiała mu pokazać. Dużo zabawniej było świętować, zwiedzać i rozmawiać z nim, niż tkwić przy ogniskach samemu lub z ludźmi, którzy przyszli już na miejsce w większym gronie. Trzeba jednak przyznać, że wizja leżącego w rynsztoku, pijanego i naćpanego Hjalmara zupełnie by do niej nie trafiła. Jaki zachowywałby się pijany Niedźwiadek?
- Mój ojciec lub dziadek. Jeśli będziesz potrzebował galeonów, to mnie porwij i wyślą Ci pewnie pieniądze. Nawet jeśli jestem czarną owcą, to wciąż jedynaczką. - plan był prosty, ale takie zdaniem dziewczyny były najbardziej skuteczne. Nie przeszkadzałoby jej zupełnie, gdyby mogła, chociaż tak mu się za to wszystko odwdzięczyć i pomóc odwdzięczyć sakiewkę. Zupełnie nie przykładała uwagi do pieniędzy, chociaż jej ród może nie był najpotężniejszy, ale z pewnością najbogatszy lub znajdował się w ścisłym centrum osób z pełnymi złota skrytkami w banku. Dodatkowo rodzina jej matki, która skupiała swoje działania na Turcji, również dobrze sobie radziła. Nikt jednak o zdrowych zmysłach nie posądzał kogoś, kto wybierał namiot ponad pensjonaty i hotele o jakiekolwiek bogactwo.
Wyglądał, jakby coś chciał powiedzieć, jednak ostatecznie tego nie zrobił i posłała mu jeszcze krótki uśmiech, zanim skupiła się na tysiącach rzeczy dookoła. Czy Pandora odwróciłaby się od niego przez to, że był wilkołakiem? Bardzo wątpliwe, raczej byłaby tym zafascynowana i miała mnóstwo pytań, jak miała w zwyczaju. O tej przypadłości wiedziała właściwie niewiele, nie mając okazji zainteresować się bardziej. Każdy miał jednak prawo do swoich sekretów, ona przecież też mu wszystko nie mówiła, chociaż niechętnie uznawała fakt, że o strachu przed wodą mógł wiedzieć. Był przecież spostrzegawczy.
Jej palce powolnie i delikatnie przesuwały się po chłodnej skórze, badając z zaciekawieniem rysujące się pod nią mięśnie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, unosząc na chwilę brew i dotarło do niej, że uspokojenie go, a przede wszystkim pozbawienie chęci zrobienia koledze krzywdy — czego zupełnie nie rozumiała — nie było takie łatwe. - Trochę wypił, chciał dla Ciebie dobrze. Na pewno troszczy się o Ciebie na swój własny sposób. Dał mi po prostu radę. - odpowiedziała po chwili milczenia, przenosząc wzrok na jego dłoń, na której ściskała swoje własne. Może powinna kiedyś zapoznać go z medytacją, żeby nie umarł na serce? Uśmiechnęła się do własnej myśli, skupiając spojrzenie na błękitnych oczach drewnianego miśka, który drgał spokojnie pod wpływem oddechu właściciela. - Nasza relacja to tylko nasza sprawa, nikt się do tego nie wtrąci. Nikt nie ma takiej mocy, żeby przekonać mnie do zmiany zdania, jak się już na coś uprę. I nawet jeśli sugerował, że powinnam pozwolić Ci iść szukać tego kwiatka z kimś innym, to nie wiem sama, czym bym tak zrobiła.
Dodała z westchnięciem w głosie, nie znając faktycznie odpowiedzi. W przypadku brunetki wiele zależało od okoliczności, wszystkich argumentów, a przede wszystkim ludzi, których miała dookoła. Nie widziała powodu, żeby się wściekał na kogoś, kto chciał zapewnić mu szczęście w jakiś sposób, skoro wierzono, że kwiat miał taką moc. A to, że nie znała całej tej legendy, to inna sprawa. - A ja je lubię, teraz będzie mi się kojarzyło z Tobą.
Puściła mu oczko, gdy cofnęła dłonie, które następnie ułożyła na swoich nogach, zanim przesiadła się po chwili namysłu obok, robiąc sobie z niego poduszkę.
To prawda, lubiły kwiatki i ona nie była żadnym wyjątkiem w tej kwestii, a rosnące tutaj były znacznie piękniejsze, niż róże i te wszystkie ogólnodostępne, odrobinę przerysowane. I chyba też trochę bardziej kolorowe przez to, ile staruszka musiała włożyć pracy w utrzymanie ogrodu na Islandii. Tak naprawdę nie chodziło o to, czy była gorsza, bo i tak się wyróżniała na tle wszystkich tych ślicznych jasnowłosych, które mijali dookoła, o znacznie bardziej kobiecych sylwetkach i głębszych oczach, ciekawszych. Sam podsunął jej pomysł na to, aby on wybrał te kwiatki sam i to specjalnie dla niej, to było w tym najważniejsze. Jakby wybrał tylko jeden do wplątania za ucho, też byłaby zachwycona. Zawsze traktowała takie rzeczy bardzo osobiście, jako małe skarby.
- Niby nie są prawdziwe, ale rzeczywistość jest ciekawsza i bardziej kolorowa, piękniejsza, gdy są dookoła. Dają uśmiech. - rzuciła na jego stwierdzenie, bo nawet jeśli sama we wszystko nie wierzyła, to przynajmniej udawała, że jest inaczej. Umieli posługiwać się magią, rzucać wymyślne zaklęcia i rozpalać ogień pstryknięciem palca, ale to nie te czary były tymi, które czyniły życie lepszym i bardziej wartościowym. - Może poszukamy go za rok, skoro dziś mamy inne plany?
Zanim ugryzła się w język, pytanie samo uciekło jej spomiędzy warg, które zaraz zacisnęła z odrobiną zakłopotania. Nie wierzył, nie chciał, ale i tak musiała, a potem się dziwiła, że tak łatwo się na nią wściekał. Może powinna zastosować strategię milczenia? Przesunęła palcami po rękawkach od swojej sukienki, które były chyba w najlepszym stanie, czując na skórze chłód materiału.
Nic by się nie stało, gdyby jej trochę ciśnienie podskoczyło za wszystkie te razy, gdy ona fundowała małe zawały jemu. Ulżyło jej, że nie spadła piętnaście razy, chociaż wejście tak wysoko było nie lada wyzwaniem. Powinna lepiej zadbać o kondycję fizyczną, ale w Turcji pod nosem miała tylko palmy, a w Londynie ludzie krzywo patrzyli.
- Nie wierzę Ci. - zakomunikowała tylko z rozbawionym parsknięciem, łapiąc oddech i ostrożnie zajmując miejsce na gałęzi obok niego, mogła chwilę odsapnąć, rozluźniając dłonie. Była pewna, że jutro będzie miała problem z uniesieniem rąk do góry. - Niech będzie, ufam Ci przecież.
Przyglądała mu się, gdy przymknął oczy, delektując się używką. Wyglądał bardzo łagodnie, co sprawiło, że przez chwilę z wilka i miśka, faktycznie został owcą, czego by mu nigdy nie powiedziała, pamiętając reakcję na wcześniejsze komentarze na ich temat.
W dymie było faktycznie coś, co dość szybko rozluźniło spięte mięśnie i pozwoliło poczuć na skórze przyjemny dreszcz, zaraz po napadzie kaszlu. Mocne i dość cierpkie, zyskiwało na walorach smakowych po kilku sekundach. Wolną dłonią przetarła zaszklone od mocy papierosa oczy, drugą wciąż trzymała jego nadgarstek, nie zamierzając rezygnować z kolejnego pociągnięcia. I faktycznie, poradziła sobie z nim troszkę płynniej, lepiej. Im dłużej trzymała w płucach szare kłęby, tym szybciej robiło się jej przyjemniej, ale w inny sposób, niż po gorzałce.
Tak naprawdę dopiero teraz wyprostowała głowę i wzrok na tyle, aby uważniej przyjrzeć się otaczającemu ich światu. Niebo było blisko, gwiazdy zdawały się dotykać koron drzew, a mrok przecinały wiązki światła z osady, miała wrażenie, że grane tam melodie roznoszą się razem z wiatrem, który co jakiś czas uderzał w ich twarze, kołysząc włosami i wywołując rumieńce. Miała świadomość tego, że była zmęczona, ale ciągle dostarczał jej nowych bodźców, nowych zastrzyków energii i nie miała czasu nad tym gdybać. Na jego słowa zakołysała nogami w powietrzu, odchyliła głowę do tyłu i uniosła dłonie, składając ze sobą palce tak, że powstał z nich kwadrat, który przypominał obiektyw aparatu. Miała wrażenie, że widzi fragment trójkąta letniego, ale bardziej błyszcząca była gwiazda północy. - Czy to nie oczywiste? - zapytała znacznie ciszej, jakby używka i alkohol sprawił, że obawiała się głosu porwanego przez echo. Odwróciła się w jego stronę, mając jego twarz w swoim małym obiektywie. - Jestem przekonana, że jestem teraz najbardziej szczęśliwą dziewczyną w okolicy, chociaż... Ruda też może być? - uniosła brew, bo nie mogła przypomnieć sobie, jak wymawia się jej imię. Zaraz jednak uśmiechnęła się i opuściła dłonie, przysuwając nieco bliżej opierającego się o pień blondyna.
Nawet się nie rozgadywała za mocno, korzystając z jego podsuniętej ręki, którą uniosła odpowiednio wysoko i przymknęła oczy, zaciągając się kolejny raz — nie tak wprawnie, jak on, ale znacznie umiejętniej i bez kaszlu. - Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, nie mając okazji odpowiedzieć na pytanie, czy się bała i uniosła powieki, obdarzając go pociągłym spojrzeniem ciemnych oczu.
Nie była dobra w przyjmowaniu komplementów, zwłaszcza tych, których nadejścia się zupełnie nie spodziewała. Pandora zwykle je rozdawała, uwielbiała doceniać ludzi, ale gdy ktoś postępował z nią w taki sposób i traciła kontrole lub raczej znajdowała się w centrum jakieś uwagi, nigdy nie wiedziała, co zrobić. Poczuła, jak płoną jej policzki, które na szczęście ukrywały się w mroku nocy i kołyszącymi się kosmykami włosów. Uniosła dłoń, ściągając z końca włosów frotkę i palcami przeczesała pasma, pozbywając się warkocza i pozwalając, aby ułożone w subtelne fale kaskady, rozsypały się jej po plecach i ramionach, a także częściowo na twarzy, delikatnie poprawiła też swój wianek. - Po prostu chciałam, żebyś się dobrze bawił.. I.. Nieważne.- mruknęła cicho, wzruszając ramionami, a potem uniosła obydwie dłonie, przykładając je sobie do policzków, które delikatnie klepnęła. Nie mógł tak jej robić, ale nie mogła mu o tym powiedzieć. - Oprzyj się o to drzewo wygodnie, to coś Ci pokaże.
Oznajmiła w końcu, rozglądając się dookoła. Musiała zmienić temat, więc czemu nie wykorzystać miejsca, w którym tkwili. Gdy spełnił jej prośbę, złapała za fałdę materiału i podtrzymała się trochę znajdującej się wyżej, cieńszej gałęzi, aby powolnie się przesunąć, siadając plecami do niego tak, aby mógł jej spoglądać przez ramię. - Tam. - zaczęła, łapiąc wolną dłoń Islandczyka i kierując gdzieś w stronę trzech kropek na niebie, odrysowując ich kształt. - To letni trójkąt: Altair, Deneb i Wega. Ta ostatnia, jest najjaśniejszą gwiazdą letniego nieba i chyba hmm piątą tak ogólnie najjaśniejszą. Deneb z kolei w Chinach uważany jest za most, który łączy z niebem. Twoja jednak byłaby konstelacja niedźwiedzia, północy. - przeniosła jego dłoń, na jeden z najważniejszych gwiazdozbiorów na niebie, który pomagał znaleźć drogę, gdy ktoś się zgubił. Odwróciła głowę przez ramię, lustrując wzrokiem jego twarz, aby wiedzieć, czy powinna lub też nie powinna kontynuować — pewnie nie, bo przecież zupełnie nie lubił Astronomii. - Miałam o tym nie gadać, wybacz. Widać stąd tyle gwiazd i niebo jest tak blisko, że nie mogłam się powstrzymać. - mruknęła cicho, zgodnie z prawdą i już nie paplając więcej, westchnęła, sięgając dłonią w stronę butelki, którą miał przy sobie.