Przedostawszy się przez tereny rozświetlone wcześniej przez magiczne żyły, Danielle i Alastor wkroczyli na teren kolejnej z toczących się na sabacie walk.
Zniknęli z waszych oczu już dawno, ale zniknęło z nich również światło katalizatora. Moglibyście gdybać na temat tego, gdzie udali się później, ale, prawdę mówiąc, nie mieliście na to zbyt wiele przestrzeni – wasz przeciwnik nie należał do osób, które można było zlekceważyć. Fala nieudanych akcji Brenny nie miała jednak znaczenia w obliczu wyjątkowo udanej pułapki, w jaką wpakował Śmierciożercę Atreus. Widzieliście, jak Śmierciożerca próbował rozproszyć pokrywające go kamieniem zaklęcie, ale bezskutecznie. Zaklął głośno, szperał jeszcze w kieszeni, ale ostatecznie na nic się to zdało – twarda skorupa pokryła jego ciało.
Atreusie, ręka bolała cię niesamowicie. Teraz kiedy mogłeś odetchnąć, bezpieczny od kolejnych próbujących zabić ciebie i twoich towarzyszy zaklęć, miałeś ułamek czasu na obejrzenie swoich obrażeń. Nie mogłeś ruszać palcami jednej ręki, rzucanie zaklęć drugą wychodziło ci koślawo. Do tego byłeś poparzony. Skóra na przedramionach i brodzie piekła cię strasznie i chociaż nie czułeś, że są to oparzenia rozległe – było to po prostu nieprzyjemne. Pulsujący ból nie był nie do zniesienia, potrzebowałeś jednak pomocy uzdrowiciela.
Nie chciałeś zabić uwięzionego Śmierciożercy, co było z pewnością godne pochwały, ale towarzyszący wam stwór miał na ten temat inne zdanie. Ryknął ociężale. Widział, że jego cel jest unieruchomiony, zamachnął się ramienną ręką i postanowił go najzwyczajniej w świecie zgnieść – trzepnąć jak karalucha – nie zważał przy tym na waszą obecność tuż obok. Był w tej czynności powolny i ociężały – mieliście więc szansę uciec (jedna akcja na ucieczkę z pola, w które uderzy ręka, dwie na odbiegnięcie na tyle daleko, aby być całkowicie bezpiecznym od ewentualnych odłamków), ale mogliście też uwolnić Śmierciożercę z tej pułapki i pozwolić mu przeżyć.
Oboje nie biorą już udziału w tej sesji.
Zniknęli z waszych oczu już dawno, ale zniknęło z nich również światło katalizatora. Moglibyście gdybać na temat tego, gdzie udali się później, ale, prawdę mówiąc, nie mieliście na to zbyt wiele przestrzeni – wasz przeciwnik nie należał do osób, które można było zlekceważyć. Fala nieudanych akcji Brenny nie miała jednak znaczenia w obliczu wyjątkowo udanej pułapki, w jaką wpakował Śmierciożercę Atreus. Widzieliście, jak Śmierciożerca próbował rozproszyć pokrywające go kamieniem zaklęcie, ale bezskutecznie. Zaklął głośno, szperał jeszcze w kieszeni, ale ostatecznie na nic się to zdało – twarda skorupa pokryła jego ciało.
Atreusie, ręka bolała cię niesamowicie. Teraz kiedy mogłeś odetchnąć, bezpieczny od kolejnych próbujących zabić ciebie i twoich towarzyszy zaklęć, miałeś ułamek czasu na obejrzenie swoich obrażeń. Nie mogłeś ruszać palcami jednej ręki, rzucanie zaklęć drugą wychodziło ci koślawo. Do tego byłeś poparzony. Skóra na przedramionach i brodzie piekła cię strasznie i chociaż nie czułeś, że są to oparzenia rozległe – było to po prostu nieprzyjemne. Pulsujący ból nie był nie do zniesienia, potrzebowałeś jednak pomocy uzdrowiciela.
Nie chciałeś zabić uwięzionego Śmierciożercy, co było z pewnością godne pochwały, ale towarzyszący wam stwór miał na ten temat inne zdanie. Ryknął ociężale. Widział, że jego cel jest unieruchomiony, zamachnął się ramienną ręką i postanowił go najzwyczajniej w świecie zgnieść – trzepnąć jak karalucha – nie zważał przy tym na waszą obecność tuż obok. Był w tej czynności powolny i ociężały – mieliście więc szansę uciec (jedna akcja na ucieczkę z pola, w które uderzy ręka, dwie na odbiegnięcie na tyle daleko, aby być całkowicie bezpiecznym od ewentualnych odłamków), ale mogliście też uwolnić Śmierciożercę z tej pułapki i pozwolić mu przeżyć.
Rzuty: tutaj.