06.05.2023, 15:56 ✶
Czy to nie była forma ucieczki od dyskusji? Nie zamierzała jednak się z nim droczyć i go prowokować, kontynuując jakiś mało ważny i średnio ważny temat, skoro miała ich jeszcze tyle w zanadrzu. Zdawała sobie sprawę, że balansowała na cienkiej linii i wystarczył drobny podmuch wiatru, aby obudzić uśpionego miśka. Nie chciała mieć go na sumieniu, ale z drugiej strony liczyła po cichu, że po spędzeniu z nią odrobiny czasu, nie będzie się już denerwował aż tak łatwo.
Tylko ona byłaby skłonna dać się porwać, żeby ktoś wyłudził od jej rodziny galeony i nie miałaby o to żadnych pretensji. Ba, nawet pomogłaby wybrać najodpowiedniejsze do wypowiadania słowa, aby zyskał jak najwięcej. - Naprawdę to rozważasz, co? - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem na jego nagłą otwartość i szeroki uśmiech, który sugerował niecne plany, a jednocześnie był jednym z niewielu tak beztroskich i szczerych, które u niego widziała.
- Kiedy kogoś lubisz lub na kimś Ci zależy, to się o niego troszczysz i nie masz nad tym żadnej kontroli. Tak po prostu jest. Odpuść mu tym razem, proszę? W ramach Lithy! - uniosła jego dłoń wyżej, ściskając ją mocno i nachylając się do przodu, spojrzała mu w oczy, nie mogąc powstrzymać szerokiego, uwydatniającego dołeczki uśmiechu, licząc na to, że kolega tym razem będzie bezpieczny i jego relacja z rudowłosą również. Gdyby zastanowiła się głębiej nad jego założeniem o wychowaniu innych, może i by się trochę zgodziła, bo ludzie uczyli się siebie wzajemnie i mogli na siebie wpływać, ale czy jednocześnie nie ucinało to skrzydeł? Każdy powinien sam wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Hjalmar nie wyglądał jej na złośliwego, nie podejrzewała go zupełnie o to, że mógłby zaprosić dziewczynę, którą lubił jego kompan tylko po to, aby utrzeć mu nosa.
- Dobra, zapomnijmy o paproci. - uniosła dłonie w obronnym geście na wyraz jego oczu, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, zatapiając się na chwilę we własnych myślach.
Im dłużej z nim przebywała, tym było łatwiej, tworzyła sobie małą instrukcję obsługi, podpartą obserwacjami emocji i gestów, na które sobie pozwalał. Instynktownie wiedziała, że jej braku wiary w jego słowa nie odbierał wcale źle, bo przecież dotyczyły tylko jednej i konkretnej sytuacji, a nie całości ich relacji. Nie mogłaby nie ufać komuś, kto tyle razy jej pomógł i kto dobrowolnie spędzał z nią jeden z najhuczniej obchodzonych w roku. Owszem, groził jej i straszył, ale prędzej ona by nauczyła się pływać, niż cokolwiek by jej zrobił na poważnie. Nawet gdyby doprowadziła go na kraniec wściekłości, prędzej pewnie uderzyłby w drzewo lub ją zostawił na środku wrzosowiska, niż zepchnął z tego fiordu. - No chyba w to nie wątpiłeś, jak w moje zdolności wspinaczki, co? - zapytała z uniesionymi brwiami, przybierając poważny ton głosu, a przynajmniej próbując.
Zawsze warto było próbować nowych rzeczy i patrzeć z innej perspektywy, próbując zrozumieć zdanie lub położenie innych. W przypadku używek nie było inaczej, nawet jakby się rozpłakała od szczypiącego dymu, nie odpuściłaby. Poniekąd ją przejrzał, ale Pandorze chodziło bardziej o udowadnianie, że ludzie byli niesamowici i mogli osiągnąć wszystko, jeśli tylko włożyli w to trochę serca, pracy i wysiłku. Nie chciała robić innym na złość, chociaż jej upartość mogłaby tak czasem odbierana. - To działa szybciej, niż gorzałka.- zauważyła, będąc chyba trochę pod wrażeniem tego, jak łatwo reagowało na mieszankę jej ciało oraz umysł. Trochę jakby była na haju, ale wciąż jeszcze panowała nad rozbieganymi myślami. Nie wyglądała na przejętą kaszlem czy wilgotnymi oczami.
Miał rację, nie umiała brać pod uwagę złych scenariuszy, chłonąc to, co było dobre i pięknie z momentu, który trwał. Pewnie przestałaby, gdyby zwrócił jej uwagę, bo miał w sobie chyba talent do okiełznania chaosu bez specjalnego wysiłku, a gdyby dowiedziała się o tym jej własna matka, pewnie wykupiłaby od niego instrukcje. Wykręciła nieco palce, przymykając jedno oko i obserwując chwilę jeszcze migoczący punkt na niebie, który był chyba jedną z gwiazd w konstelacji lutni, aby zaraz obrócić się w jego stronę i robić zdjęcie jemu. Jego reakcja i na pozowanie sprawiły, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Przytaknęła, jednak nie odpowiedziała od razu, słuchając tego, co mówił o parze z festynu. Opuściła dłonie, wzdychając ciężko, stukając palcami nieco powyżej kolan, które przez zniszczenie i podwiązanie sukienki były odsłonięte. - Myślisz, że bardzo się na niego wściekła? Przecież wie, że się przyjaźnicie i że byłam z Tobą. - zaczęła nieco zaniepokojona, patrząc na migoczące w oddali światła wioski. - Często tak się dzieje, że ludzie boją się powiedzieć o tym, czego chcą i nie umieją złapać tego w palce. Ze strachu lub z braku wiary w siebie. Mam nadzieję, że im się uda, bo ładnie razem wyglądali i patrzyła na niego w taki sposób, że powinien wiedzieć. Dobrze, że się za nim wstawiasz. - przerwała, podnosząc na niego wzrok i przyglądając się jego twarzy, uśmiechnęła się łagodnie. Na tym drzewie miał całkiem inne oblicze niż na trawie. - Kocham zbierać momenty i wspomnienia, ale nie takie zwykłe. Bo wiesz. - uniosła dłoń, wysuwając palec w stronę jego głowy, dotykając nim lewego krańca czoła.- Głowa łatwo zapomina, ale jeśli przeżywasz coś całym sobą, tak, że reaguje na to serce. - przesunęła dłoń niżej, dotykając teraz jego torsu, mniej więcej w miejscu, gdzie miał serce. - To ono nigdy nie zapomina. Zabije w ten sam sposób, gdy będą odpowiednie okoliczności. To są chwile, które definiują to, jaki jesteś i poniekąd Twoje życie. Brzmi trochę ckliwie, co?
Była tak rozluźniona od papierosa, bo znów się roześmiała, jakby z własnej głupoty i pokręciła na siebie głową. Problem z takimi rzeczami był taki, że wydobywał z człowieka to, co ten chciał ukryć. Pandora przypominała sobie zwykle, że jednak była dziewczyną i bywała czasem nieśmiała, czasem nawet się czegoś przestraszyła lub brakowało jej słów, czego bardzo nie lubiła i tłamsiła głęboko w sobie. Wyraz jej oczu mógł świadczyć o tym, że była jednak dumna, że tak o niej powiedział, ale nie mógł tego dostrzec. Ona też nie widziała, jak pokręcił na jej rozpuszczenie zdewastowanego warkocza. W to, że Prewettówna dobrze się bawiła, nie powinien wątpić. - I co? - powtórzyła za nim nieco zaskoczona, że chciał to kontynuować. Przygryzła dolną wargę, ciągle patrząc gdzieś przed siebie i zastanawiając się, czy mu uwierzyć. Zawsze ją przecież oceniał. - Jesteś okropny, bo wykorzystujesz to, że słabo mi idzie odmawianie Ci. - westchnęła ciężko, odwracając twarz w jego stronę. - I pomyślałam, że w ten sposób będę mogła trochę lepiej Cię poznać.
Pandora nie miała chyba wielu rzeczy czy talentów, które mogłyby kogoś interesować, ale mierzwiło ją strasznie, że nie miała, w jaki sposób mu się odwdzięczyć. Spożyte trunki tylko nakręcały w jej głowie mechanizm szukania rozwiązania na ten problem, aż w końcu uznała, że wykorzysta to, co po prostu umie. I nie wybierze przypadkowych gwiazd, tylko takie, które mogłyby mu się ewentualnie przydać. Wskazywały drogę, porę roku, półkulę i współrzędne. Tyle razy tworzyła o nich mapy lub oglądała je pod teleskopem, że nie mogła ich pomylić. Parsknęła pod nosem, kręcąc głową delikatnie. - Obawiam się, że nie ma osiołka, ale jest źrebię i pegaz. - zacisnęła na chwilę usta, spojrzeniem przeszukując niebo. - Konstelacja Źrebięcia jest mała i bez teleskopu jest za wcześnie, żebym Ci ją pokazała, ale ta jasna gwiazda-To Alfa z gwiazdozbioru Andromedy, najjaśniejsza w jej układzie i zaraz obok masz konstelację Pegaza.
Odwróciła głowę w jego stronę, zerkając przez ramię i ze wciąż zawieszoną ręką Hjalmara i swoją, które wskazywały na migoczący na niebie punkt. Trudno było stwierdzić, czy ona była bardziej zaskoczona, czy on, bo tkwiła chwilę w milczeniu, czując na ramieniu jego podbródek, jakby nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie znosił Astronomii. - Wiesz, że mogłabym odtworzyć Ci mapę nieba i tego, co się na nim działo, gdy się urodziłeś?
Zapytała w końcu, poniekąd zastanawiając się nad tym, jakie mogły wtedy górować konstelację. Polaris na pewno dominował, ale co z resztą? Gdy wręczył jej butelkę, wcale się nie odsunęła, przeciwnie — podsunęła się nieco wyżej, przywierając plecami do jego torsu i opierając głowę nieco w okolicach ramienia, odkręciła butelkę, robiąc kilka łyków. Zaschło jej w ustach, ale też nie chciała przesadzić z ilością gwiezdnych informacji. Opuściła więc jego dłoń, przyglądając się jej, podczas gdy wypita wódka rozchodziła się ciepłem po ciele.
Wzruszyła delikatnie ramionami na jego pytanie, bo przecież wcale go nie okłamała, gdy zapytał wcześniej, ale istniał też cień szansy, że nie powiedziała całej prawdy, zachowując coś dla siebie. W jednej dłoni trzymała butelkę, drugą zdecydowała się odłożyć dłoń blondyna na jego nogę. - Przez te wilki, przez atmosferę, przez ciekawość, przez niebo i może też dlatego, że nikt tu nie ocenia innych, nie patrzy przez pryzmat nazwiska i oczekiwań. - zamilkła na chwilę, odchylając głowę i przekręcając się nieco, aby na niego spojrzeć, zanim zaciągnęła się ostatnim dymem z papierosa. - No i chciałam Ci podziękować, jeszcze Cię spotkać. - dodała, potem już pozwalając, aby dym wypełnił jej płuca. Przez chwilę zakręciło się jej w głowie, ale przymknęła oczy, nie dając po sobie tego poznać.
Wypuściła dym, który trzymała trochę za długo w ustach, obserwując, jak znika w powietrzu. Nie miała pojęcia, jak zejdzie z tego drzewa, ale nie dał jej długo nad tym kontemplować, skupiając jej uwagę swoim śmiechem i pytaniem. Otwierała usta, aby coś powiedzieć, jednak chciał zgadywać i jedynie kiwnęła głową, szczerze zaintrygowana. Bo co mógł jej wybrać? Wróżbitę? Może pracę w jakieś gazecie? Astronoma? Zamrugała zaskoczona perspektywą spoglądania na nią, jak na modelkę, czy aktorkę, bo Pandora zupełnie nie skupiała się na tym, jak wyglądała i nigdy przez myśl jej nie przeszło, że ktoś mógłby stwierdzić, że nadawała się do takiej pracy. - Próbuj dalej. Jak zgadniesz, to będzie nagroda. - odpowiedziała jedynie rozbawiona, nie spuszczając z niego wzroku i bezczelnie korzystając z metod, których sam używał. Wystarczyło, że zgadnie dwa na trzy z jej głównych zajęć.
Tylko ona byłaby skłonna dać się porwać, żeby ktoś wyłudził od jej rodziny galeony i nie miałaby o to żadnych pretensji. Ba, nawet pomogłaby wybrać najodpowiedniejsze do wypowiadania słowa, aby zyskał jak najwięcej. - Naprawdę to rozważasz, co? - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem na jego nagłą otwartość i szeroki uśmiech, który sugerował niecne plany, a jednocześnie był jednym z niewielu tak beztroskich i szczerych, które u niego widziała.
- Kiedy kogoś lubisz lub na kimś Ci zależy, to się o niego troszczysz i nie masz nad tym żadnej kontroli. Tak po prostu jest. Odpuść mu tym razem, proszę? W ramach Lithy! - uniosła jego dłoń wyżej, ściskając ją mocno i nachylając się do przodu, spojrzała mu w oczy, nie mogąc powstrzymać szerokiego, uwydatniającego dołeczki uśmiechu, licząc na to, że kolega tym razem będzie bezpieczny i jego relacja z rudowłosą również. Gdyby zastanowiła się głębiej nad jego założeniem o wychowaniu innych, może i by się trochę zgodziła, bo ludzie uczyli się siebie wzajemnie i mogli na siebie wpływać, ale czy jednocześnie nie ucinało to skrzydeł? Każdy powinien sam wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Hjalmar nie wyglądał jej na złośliwego, nie podejrzewała go zupełnie o to, że mógłby zaprosić dziewczynę, którą lubił jego kompan tylko po to, aby utrzeć mu nosa.
- Dobra, zapomnijmy o paproci. - uniosła dłonie w obronnym geście na wyraz jego oczu, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, zatapiając się na chwilę we własnych myślach.
Im dłużej z nim przebywała, tym było łatwiej, tworzyła sobie małą instrukcję obsługi, podpartą obserwacjami emocji i gestów, na które sobie pozwalał. Instynktownie wiedziała, że jej braku wiary w jego słowa nie odbierał wcale źle, bo przecież dotyczyły tylko jednej i konkretnej sytuacji, a nie całości ich relacji. Nie mogłaby nie ufać komuś, kto tyle razy jej pomógł i kto dobrowolnie spędzał z nią jeden z najhuczniej obchodzonych w roku. Owszem, groził jej i straszył, ale prędzej ona by nauczyła się pływać, niż cokolwiek by jej zrobił na poważnie. Nawet gdyby doprowadziła go na kraniec wściekłości, prędzej pewnie uderzyłby w drzewo lub ją zostawił na środku wrzosowiska, niż zepchnął z tego fiordu. - No chyba w to nie wątpiłeś, jak w moje zdolności wspinaczki, co? - zapytała z uniesionymi brwiami, przybierając poważny ton głosu, a przynajmniej próbując.
Zawsze warto było próbować nowych rzeczy i patrzeć z innej perspektywy, próbując zrozumieć zdanie lub położenie innych. W przypadku używek nie było inaczej, nawet jakby się rozpłakała od szczypiącego dymu, nie odpuściłaby. Poniekąd ją przejrzał, ale Pandorze chodziło bardziej o udowadnianie, że ludzie byli niesamowici i mogli osiągnąć wszystko, jeśli tylko włożyli w to trochę serca, pracy i wysiłku. Nie chciała robić innym na złość, chociaż jej upartość mogłaby tak czasem odbierana. - To działa szybciej, niż gorzałka.- zauważyła, będąc chyba trochę pod wrażeniem tego, jak łatwo reagowało na mieszankę jej ciało oraz umysł. Trochę jakby była na haju, ale wciąż jeszcze panowała nad rozbieganymi myślami. Nie wyglądała na przejętą kaszlem czy wilgotnymi oczami.
Miał rację, nie umiała brać pod uwagę złych scenariuszy, chłonąc to, co było dobre i pięknie z momentu, który trwał. Pewnie przestałaby, gdyby zwrócił jej uwagę, bo miał w sobie chyba talent do okiełznania chaosu bez specjalnego wysiłku, a gdyby dowiedziała się o tym jej własna matka, pewnie wykupiłaby od niego instrukcje. Wykręciła nieco palce, przymykając jedno oko i obserwując chwilę jeszcze migoczący punkt na niebie, który był chyba jedną z gwiazd w konstelacji lutni, aby zaraz obrócić się w jego stronę i robić zdjęcie jemu. Jego reakcja i na pozowanie sprawiły, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Przytaknęła, jednak nie odpowiedziała od razu, słuchając tego, co mówił o parze z festynu. Opuściła dłonie, wzdychając ciężko, stukając palcami nieco powyżej kolan, które przez zniszczenie i podwiązanie sukienki były odsłonięte. - Myślisz, że bardzo się na niego wściekła? Przecież wie, że się przyjaźnicie i że byłam z Tobą. - zaczęła nieco zaniepokojona, patrząc na migoczące w oddali światła wioski. - Często tak się dzieje, że ludzie boją się powiedzieć o tym, czego chcą i nie umieją złapać tego w palce. Ze strachu lub z braku wiary w siebie. Mam nadzieję, że im się uda, bo ładnie razem wyglądali i patrzyła na niego w taki sposób, że powinien wiedzieć. Dobrze, że się za nim wstawiasz. - przerwała, podnosząc na niego wzrok i przyglądając się jego twarzy, uśmiechnęła się łagodnie. Na tym drzewie miał całkiem inne oblicze niż na trawie. - Kocham zbierać momenty i wspomnienia, ale nie takie zwykłe. Bo wiesz. - uniosła dłoń, wysuwając palec w stronę jego głowy, dotykając nim lewego krańca czoła.- Głowa łatwo zapomina, ale jeśli przeżywasz coś całym sobą, tak, że reaguje na to serce. - przesunęła dłoń niżej, dotykając teraz jego torsu, mniej więcej w miejscu, gdzie miał serce. - To ono nigdy nie zapomina. Zabije w ten sam sposób, gdy będą odpowiednie okoliczności. To są chwile, które definiują to, jaki jesteś i poniekąd Twoje życie. Brzmi trochę ckliwie, co?
Była tak rozluźniona od papierosa, bo znów się roześmiała, jakby z własnej głupoty i pokręciła na siebie głową. Problem z takimi rzeczami był taki, że wydobywał z człowieka to, co ten chciał ukryć. Pandora przypominała sobie zwykle, że jednak była dziewczyną i bywała czasem nieśmiała, czasem nawet się czegoś przestraszyła lub brakowało jej słów, czego bardzo nie lubiła i tłamsiła głęboko w sobie. Wyraz jej oczu mógł świadczyć o tym, że była jednak dumna, że tak o niej powiedział, ale nie mógł tego dostrzec. Ona też nie widziała, jak pokręcił na jej rozpuszczenie zdewastowanego warkocza. W to, że Prewettówna dobrze się bawiła, nie powinien wątpić. - I co? - powtórzyła za nim nieco zaskoczona, że chciał to kontynuować. Przygryzła dolną wargę, ciągle patrząc gdzieś przed siebie i zastanawiając się, czy mu uwierzyć. Zawsze ją przecież oceniał. - Jesteś okropny, bo wykorzystujesz to, że słabo mi idzie odmawianie Ci. - westchnęła ciężko, odwracając twarz w jego stronę. - I pomyślałam, że w ten sposób będę mogła trochę lepiej Cię poznać.
Pandora nie miała chyba wielu rzeczy czy talentów, które mogłyby kogoś interesować, ale mierzwiło ją strasznie, że nie miała, w jaki sposób mu się odwdzięczyć. Spożyte trunki tylko nakręcały w jej głowie mechanizm szukania rozwiązania na ten problem, aż w końcu uznała, że wykorzysta to, co po prostu umie. I nie wybierze przypadkowych gwiazd, tylko takie, które mogłyby mu się ewentualnie przydać. Wskazywały drogę, porę roku, półkulę i współrzędne. Tyle razy tworzyła o nich mapy lub oglądała je pod teleskopem, że nie mogła ich pomylić. Parsknęła pod nosem, kręcąc głową delikatnie. - Obawiam się, że nie ma osiołka, ale jest źrebię i pegaz. - zacisnęła na chwilę usta, spojrzeniem przeszukując niebo. - Konstelacja Źrebięcia jest mała i bez teleskopu jest za wcześnie, żebym Ci ją pokazała, ale ta jasna gwiazda-To Alfa z gwiazdozbioru Andromedy, najjaśniejsza w jej układzie i zaraz obok masz konstelację Pegaza.
Odwróciła głowę w jego stronę, zerkając przez ramię i ze wciąż zawieszoną ręką Hjalmara i swoją, które wskazywały na migoczący na niebie punkt. Trudno było stwierdzić, czy ona była bardziej zaskoczona, czy on, bo tkwiła chwilę w milczeniu, czując na ramieniu jego podbródek, jakby nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie znosił Astronomii. - Wiesz, że mogłabym odtworzyć Ci mapę nieba i tego, co się na nim działo, gdy się urodziłeś?
Zapytała w końcu, poniekąd zastanawiając się nad tym, jakie mogły wtedy górować konstelację. Polaris na pewno dominował, ale co z resztą? Gdy wręczył jej butelkę, wcale się nie odsunęła, przeciwnie — podsunęła się nieco wyżej, przywierając plecami do jego torsu i opierając głowę nieco w okolicach ramienia, odkręciła butelkę, robiąc kilka łyków. Zaschło jej w ustach, ale też nie chciała przesadzić z ilością gwiezdnych informacji. Opuściła więc jego dłoń, przyglądając się jej, podczas gdy wypita wódka rozchodziła się ciepłem po ciele.
Wzruszyła delikatnie ramionami na jego pytanie, bo przecież wcale go nie okłamała, gdy zapytał wcześniej, ale istniał też cień szansy, że nie powiedziała całej prawdy, zachowując coś dla siebie. W jednej dłoni trzymała butelkę, drugą zdecydowała się odłożyć dłoń blondyna na jego nogę. - Przez te wilki, przez atmosferę, przez ciekawość, przez niebo i może też dlatego, że nikt tu nie ocenia innych, nie patrzy przez pryzmat nazwiska i oczekiwań. - zamilkła na chwilę, odchylając głowę i przekręcając się nieco, aby na niego spojrzeć, zanim zaciągnęła się ostatnim dymem z papierosa. - No i chciałam Ci podziękować, jeszcze Cię spotkać. - dodała, potem już pozwalając, aby dym wypełnił jej płuca. Przez chwilę zakręciło się jej w głowie, ale przymknęła oczy, nie dając po sobie tego poznać.
Wypuściła dym, który trzymała trochę za długo w ustach, obserwując, jak znika w powietrzu. Nie miała pojęcia, jak zejdzie z tego drzewa, ale nie dał jej długo nad tym kontemplować, skupiając jej uwagę swoim śmiechem i pytaniem. Otwierała usta, aby coś powiedzieć, jednak chciał zgadywać i jedynie kiwnęła głową, szczerze zaintrygowana. Bo co mógł jej wybrać? Wróżbitę? Może pracę w jakieś gazecie? Astronoma? Zamrugała zaskoczona perspektywą spoglądania na nią, jak na modelkę, czy aktorkę, bo Pandora zupełnie nie skupiała się na tym, jak wyglądała i nigdy przez myśl jej nie przeszło, że ktoś mógłby stwierdzić, że nadawała się do takiej pracy. - Próbuj dalej. Jak zgadniesz, to będzie nagroda. - odpowiedziała jedynie rozbawiona, nie spuszczając z niego wzroku i bezczelnie korzystając z metod, których sam używał. Wystarczyło, że zgadnie dwa na trzy z jej głównych zajęć.