30.10.2022, 15:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.11.2022, 01:01 przez Morgana le Fay.)
Daphne była osobną kategorią, o której nie chciała teraz myśleć. Nękała ją od jakiegoś czasu najróżniejszymi historiami, zawracała głowę udaniem się do uzdrowiciela, doprowadzała niemalże na skraj wytrzymałości, ględząc wciąż i wciąż o potomku.
Aż się sama sobie dziwiła, że jeszcze nie wyrzuciła teściowej przez okno.
W każdym razie, nie oznaczało to, że chciała podzielić się z nią tą nowiną, wręcz przeciwnie – obawiała się, iż matka Perseusa, mając potwierdzenie, stanie się jeszcze bardziej nie do zniesienia… i rozniesie wieść dalej, uniemożliwiając dyskretne załatwienie sprawy.
O ile się na to zdecyduje.
- Jeszcze jest czas – odparła cicho, unosząc w końcu spojrzenie na męża. Podparła głowę ręką, wpatrując się w niego beznamiętnie, aczkolwiek… poczuła przypływ wdzięczności. Że sam to zasugerował. Że dawał jej przestrzeń na podjęcie decyzji, zamiast zamknąć w klatce i odciąć możliwość pozbycia się problemu, gdyby tak właśnie wybrała.
Niemniej na razie musiała to jeszcze przemyśleć, tak z kilka razy. Czy potraktować to jako znak – skoro zażywane eliksiry nie zadziałały – i uznać, że tak miało być? Czy jednak skupić się w pełni na planach i powiększyć rodzinę w wyznaczonym czasie? A może – i tak by było chyba najlepiej – problem jednak rozwiąże się sam?
- Wiesz… pamiętam, co ci obiecałam. Zakładałam wprawdzie, że dopiero za parę lat, po stażu, ale... – zawahała się, obróciła drugą dłonią filiżankę, nie decydując się nadal na upicie choćby łyku – Muszę jeszcze przemyśleć.
Aż się sama sobie dziwiła, że jeszcze nie wyrzuciła teściowej przez okno.
W każdym razie, nie oznaczało to, że chciała podzielić się z nią tą nowiną, wręcz przeciwnie – obawiała się, iż matka Perseusa, mając potwierdzenie, stanie się jeszcze bardziej nie do zniesienia… i rozniesie wieść dalej, uniemożliwiając dyskretne załatwienie sprawy.
O ile się na to zdecyduje.
- Jeszcze jest czas – odparła cicho, unosząc w końcu spojrzenie na męża. Podparła głowę ręką, wpatrując się w niego beznamiętnie, aczkolwiek… poczuła przypływ wdzięczności. Że sam to zasugerował. Że dawał jej przestrzeń na podjęcie decyzji, zamiast zamknąć w klatce i odciąć możliwość pozbycia się problemu, gdyby tak właśnie wybrała.
Niemniej na razie musiała to jeszcze przemyśleć, tak z kilka razy. Czy potraktować to jako znak – skoro zażywane eliksiry nie zadziałały – i uznać, że tak miało być? Czy jednak skupić się w pełni na planach i powiększyć rodzinę w wyznaczonym czasie? A może – i tak by było chyba najlepiej – problem jednak rozwiąże się sam?
- Wiesz… pamiętam, co ci obiecałam. Zakładałam wprawdzie, że dopiero za parę lat, po stażu, ale... – zawahała się, obróciła drugą dłonią filiżankę, nie decydując się nadal na upicie choćby łyku – Muszę jeszcze przemyśleć.
226/1333