06.05.2023, 23:22 ✶
Posłała mu tylko figlarny uśmiech, po którym ciężko było stwierdzić, czy mu uwierzyła, czy nie. Nie mogła się wściekać, nawet gdyby owo porwanie planował, sama to wymyśliła, chociaż doskonale wiedziała, że ledwo wytrzymywał w jej towarzystwie kilka godzin. Wyciąganie okupu trwało chyba dłużej.
- Nie chciał źle. - powtórzyła tylko na jego spojrzenie, nie uciekając spojrzeniem i nie ruszając się nawet o centymetr, chociaż wiadomość o tym, że odjął jej dwa punkty za wstawienie się za jego kolegę, sprawiła, że przez ułamek sekundy na jej twarzy zamiast uśmiechu, widniała smutna mina. - Będę musiała to nadrobić, ale warto je poświęcić dla czyjegoś dobra.
Brzmiała na zdeterminowaną, żeby to zrobić, widocznie do tych punktów była w jakiś sposób przywiązana.
Patrząc na Hjalmara, czuło się, że jest tym człowiekiem, który nie zrobi nic przeciwko sobie, a jednocześnie był na tyle dobry, że nie umiał zostawić nawet najbardziej irytującego stworzenia na świecie samego, na pastwę Islandii. I przez te jego zachowanie, miała ciągle problem z określeniem, czy tak naprawdę się z nią męczył, czy jednak trochę ją lubił. I to kobiety podobno były skomplikowane, a tu taki Niedźwiedź się trafił.
Nie potrzebowali wcale paproci, żeby mieć szczęście, gdyby ktoś zapytał brunetkę,
- Nawet gdybym spadła jeszcze dziesięć razy, próbowałabym dalej. Nie jestem tak zwinna i wysportowana, jak Ty — o sile nie wspominając. - tu przerwała na chwilę, spoglądając na jego ramiona czy dłonie. - Bywam jednak osłem i wierzę, że mogę zrobić wszystko, co sobie wymyślę.
Przypuszczała, że miał wyrobiony odruch, gdy widział, że komuś mogła stać się krzywda i nad tym nie panował, ale tym razem faktycznie tego nie zauważyła, tłumacząc sobie, że spełniał jej prośbę. - Łatwo się od tego uzależnić, nie jestem w stanie znaleźć w sobie żadnej negatywnej emocji. - była to miła odmiana, pewnie teraz nawet woda nie byłaby taka straszna i przez chwilę pomyślała, że powinni wrócić nad tamten strumień, żeby mogła dać mu popalić. Niemniej jednak zgarnęła tylko zagubiony kosmyk włosów za ucho, przenosząc spojrzenie na swoje nogi, które przyjemnie pulsowały od wysiłku. Jutro będzie znacznie gorzej.
- Ja bym nie mogła tak tkwić dziesięć lat Niedźwiadku. Nie chciałabym takiej miłości. - ogniska wciąż zdawały się tlić pełnym ogniem, chociaż kilka domów zdawało się pogrążyć w ciemności, a muzyka nie była już tak skoczna, wciąż jednak wpadała do ucha z podmuchami wiatru. - A Ty? Mógłbyś tkwić tak dziesięć lat w impasie? Oj nie mów tak, to Twój przyjaciel. Co bez Ciebie zrobi? - uniosła brew zadając to pytanie i uśmiechnęła się, odwracając twarz w jego stronę, a potem już atakując go palcami. Wbrew zawiłości i chaosowi swojego sposobu bycia, wyznawała w życiu bardzo proste zasady i kierowała się tym, co znane było od dawna. Głowa naprawdę łatwo zapominała, wyrzucała z siebie rzeczy bledsze, aby zrobić miejsce na nowe. Serce natomiast było czymś, co nigdy nie zawodziło. Na potwierdzenie z jego strony, wzruszyła tylko niewinnie ramionami. Taki już był jej urok, miała te swoje przemyślenia.
- Tylko czasem! Zwykle jesteś u...ujmujący. - ugryzła się w język, zanim powiedziała uroczy, bo jeszcze zrzuciłby ją z tego drzewa, myśląc, że ujmuje to jego wizerunkowi. A wcale tak nie było, bo to się nie wykluczało. - Zadajesz mi bardzo dużo pytań. - przedrzeźniła go trochę z uśmieszkiem, bo sam jej tak powiedział, gdy się poznali. A teraz role się odwróciły, co Pandorze wcale nie przeszkadzało. - Oczywiście, jeśli mi pozwolisz. - dodała dla bezpieczeństwa, nie chcąc być tak nachalną. Gdyby zapytał, dlaczego sobie wybrała właśnie go jego do poznawania, byłoby bardzo ciężko znaleźć jej odpowiednie słowa, bo po prostu tak jej podpowiadał instynkt i zwyczajnie chciała. Aż dziwne, że nie zauważył wcześniej, jak umiał ją okręcić tak, że zgadzała się na to, co jej mówił i to praktycznie bez żadnej dyskusji.
- Źrebię? Naprawdę widzisz we mnie dziecko, aż tak mocno?- zapytała, próbując brzmieć na oburzoną, ale niezbyt jej to wychodziło. Czekoladowe ślepia powolnie przesuwały się po jego twarzy, bo z miała naprawdę dobry widok z pozycji, w której tkwili. Była troszkę niesforna, ale żeby od razu do źrebaka? Jego rozdawanie konstelacji było jednak urocze i chyba przede wszystkim cieszyła się z faktu, że jej słuchał i w jakiś sposób go zainteresowała, nawet jeśli tylko pod wpływem procentów i fajki. - Myślałam, że jesteś ode mnie starszy. - przyznała szczerze, wbijając sobie do głowy datę, którą jej podał. - Przygotuję Ci to i wyślę, chyba że będziesz chciał się ze mną zobaczyć, to wtedy dam Ci do rąk własnych. Zajmie mi to kilka tygodni, ale się postaram. - rzuciła z pewnym siebie uśmiechem.
Faktycznie zapomniała o wisiorku, gdy robiła sobie z niego poduszkę i szybko poczuła nacisk na plecach. Wydała z siebie ciche "oh" i odsunęła się delikatnie, wsuwając dłoń za siebie i szukając po omacku drewnianego miśka, którego potem uniosła nieco do góry i gdy znów wygodnie się oparła, pozwoliła mu opaść, częściowo na własne ramię. Teraz przynajmniej żadnemu z nich nie przeszkadzał. - Jakby Ci było niewygodnie, to mi po prostu powiedz. - zakomunikowała mu jeszcze, posyłając krótkie spojrzenie i wygodnie oparła głowę o ramię Nordgersima, spoglądając w stronę nieba. Chociaż zostawiła w spokoju jego rękę, wciąż stukała o jej górę palcami w rytm pewnie jakieś lecącej w jej głowie melodyjki, być może z Lithy.
Wcale nie było to takie proste i oczywiste, jak mu się wydawało. Pandora widziała wiele miejsc, często robiła wszystko, aby tylko nie tkwić w domu i tym bardziej, nie tkwić w Londynie, bo obydwa te miejsca były duszące. Islandia miała w sobie coś unikalnego, coś śpiewającego o wolności, gdy przechodziło się między drzewami i nie umiała o tym zapomnieć, odkąd wtedy to poczuła. Była tu nikim, nikt jej nie prosił o przysługi czy wstawiennictwo u ojca, nikt jej nie słodził i nie próbował kupić jej uwagi czymś, co jej w ogóle nie obchodziło. Miała chyba starą duszę, zupełnie odporną na te wszystkie materialistyczne wygody współczesnego świata. - Żartujesz sobie ze mnie? - ściągnęła brwi na jego słowa, nie ruszając się jednak z miejsca, nie spoglądając tym razem w jego kierunku. - Po pierwsze — zamarzłabym bez Ciebie i w życiu nie wyszła z tego lasu, a po drugie, pokazałeś mi jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu. Jak mogłabym Ci nie podziękować?
Nie przekonałby jej żadnymi słowami, że było inaczej, po prostu nie widział tego w ten sam sposób, który dostrzegała to ona. Nie miała mu za złe wariatki, nie miała mu za złe niczego, co jej kiedykolwiek powiedział i prawdę mówiąc, przejmowała się bardziej tym, że go denerwowała, niż tym, że mógł ją czasem obrażać.
- Będziesz mógł sobie wybrać, ale dodam coś od siebie. - odpowiedziała tajemniczo, odchylając głowę i spoglądając na niego, kiedy to na pozbawionej zwykle emocji twarzy, zatańczyła chłopięca wręcz iskra, która znalazła pewnie najwięcej ujścia w jego oczach. Gwiazdy świeciły jasno, ale nie mogła dostrzec, jaki odcień niebieskiego miały teraz tęczówki mężczyzny. Gdy odwrócił głowę, ich spojrzenia się spotkały i uśmiechnęła się mimowolnie, wciąż zastanawiając się, co takiego wymyśli, poza aktorką lub modelką. - Tak, to mój największy talent Ci Islandczycy, szczególnie tacy, których zwierzęcym totemem jest niedźwiedź lub wilk. - przyznała poważnie, nawet puszczając mu oczko, a gdy wspomniał o marze, kiwnęła głową. - Punkt dla Ciebie! To jedna z rzeczy, którą się zajmuję, ale nie tylko Abraksanami, mam też papiery na inne zwierzęta. Jeszcze dwa!
Pochwaliła go, gdy pił i wysunęła dłoń, gdy skończył, samej biorąc kolejnego łyka. W butelce niewiele już zostało, a gorzałka coraz łatwiej wchodziła, coraz silniej działała. Zwilżyła usta w zamyśleniu, pozbywając się z nich resztek alkoholu. - O jednym Ci już nawet mówiłam, dziś i jak się poznaliśmy. Trzeci może być zaskakujący, ale ma związek z hmmm narzędziami? Żaden ze mnie kowal, ale też umiem coś stworzyć. To Ci pomoże? - opuściła butelkę na dół, kładąc ją pomiędzy ich nogami, a potem uniesioną dłonią, przesunęła po drewnianym miśku, naciskając jego nos. Cały czas byłą pod wrażeniem dokładności, z jaką oddał go tamten dziadek. - Tak sobie myślę.. Wiesz, dopiero teraz będę mogła odwiedzić Islandię w okolicach Świąt zimowych, ale... - westchnęła, nie bardzo wiedząc, jak przewidzieć reakcję na jej kolejne słowa. Pociągnęła nieco wisiorek, zmuszając go nieco, aby na nią spojrzał, bo rzemyk zacisnął się delikatnie na skórze szyi. Zacisnęła drewnianą ozdobę w palcach i podniosła wzrok ku górze, powolnie przesuwając po jego twarzy. - Co byś powiedział, żeby odwiedzić Turcję we wrześniu? Dziadka dom jest odrobinę.. Duszący, jednak mogłabym Ci to i owo pokazać poza nim. I mogłabym Ci dać wtedy Twoją mapę.
Chyba nie zamierzała puszczać przedmiotu, dopóki jej nie odpowie.
- Nie chciał źle. - powtórzyła tylko na jego spojrzenie, nie uciekając spojrzeniem i nie ruszając się nawet o centymetr, chociaż wiadomość o tym, że odjął jej dwa punkty za wstawienie się za jego kolegę, sprawiła, że przez ułamek sekundy na jej twarzy zamiast uśmiechu, widniała smutna mina. - Będę musiała to nadrobić, ale warto je poświęcić dla czyjegoś dobra.
Brzmiała na zdeterminowaną, żeby to zrobić, widocznie do tych punktów była w jakiś sposób przywiązana.
Patrząc na Hjalmara, czuło się, że jest tym człowiekiem, który nie zrobi nic przeciwko sobie, a jednocześnie był na tyle dobry, że nie umiał zostawić nawet najbardziej irytującego stworzenia na świecie samego, na pastwę Islandii. I przez te jego zachowanie, miała ciągle problem z określeniem, czy tak naprawdę się z nią męczył, czy jednak trochę ją lubił. I to kobiety podobno były skomplikowane, a tu taki Niedźwiedź się trafił.
Nie potrzebowali wcale paproci, żeby mieć szczęście, gdyby ktoś zapytał brunetkę,
- Nawet gdybym spadła jeszcze dziesięć razy, próbowałabym dalej. Nie jestem tak zwinna i wysportowana, jak Ty — o sile nie wspominając. - tu przerwała na chwilę, spoglądając na jego ramiona czy dłonie. - Bywam jednak osłem i wierzę, że mogę zrobić wszystko, co sobie wymyślę.
Przypuszczała, że miał wyrobiony odruch, gdy widział, że komuś mogła stać się krzywda i nad tym nie panował, ale tym razem faktycznie tego nie zauważyła, tłumacząc sobie, że spełniał jej prośbę. - Łatwo się od tego uzależnić, nie jestem w stanie znaleźć w sobie żadnej negatywnej emocji. - była to miła odmiana, pewnie teraz nawet woda nie byłaby taka straszna i przez chwilę pomyślała, że powinni wrócić nad tamten strumień, żeby mogła dać mu popalić. Niemniej jednak zgarnęła tylko zagubiony kosmyk włosów za ucho, przenosząc spojrzenie na swoje nogi, które przyjemnie pulsowały od wysiłku. Jutro będzie znacznie gorzej.
- Ja bym nie mogła tak tkwić dziesięć lat Niedźwiadku. Nie chciałabym takiej miłości. - ogniska wciąż zdawały się tlić pełnym ogniem, chociaż kilka domów zdawało się pogrążyć w ciemności, a muzyka nie była już tak skoczna, wciąż jednak wpadała do ucha z podmuchami wiatru. - A Ty? Mógłbyś tkwić tak dziesięć lat w impasie? Oj nie mów tak, to Twój przyjaciel. Co bez Ciebie zrobi? - uniosła brew zadając to pytanie i uśmiechnęła się, odwracając twarz w jego stronę, a potem już atakując go palcami. Wbrew zawiłości i chaosowi swojego sposobu bycia, wyznawała w życiu bardzo proste zasady i kierowała się tym, co znane było od dawna. Głowa naprawdę łatwo zapominała, wyrzucała z siebie rzeczy bledsze, aby zrobić miejsce na nowe. Serce natomiast było czymś, co nigdy nie zawodziło. Na potwierdzenie z jego strony, wzruszyła tylko niewinnie ramionami. Taki już był jej urok, miała te swoje przemyślenia.
- Tylko czasem! Zwykle jesteś u...ujmujący. - ugryzła się w język, zanim powiedziała uroczy, bo jeszcze zrzuciłby ją z tego drzewa, myśląc, że ujmuje to jego wizerunkowi. A wcale tak nie było, bo to się nie wykluczało. - Zadajesz mi bardzo dużo pytań. - przedrzeźniła go trochę z uśmieszkiem, bo sam jej tak powiedział, gdy się poznali. A teraz role się odwróciły, co Pandorze wcale nie przeszkadzało. - Oczywiście, jeśli mi pozwolisz. - dodała dla bezpieczeństwa, nie chcąc być tak nachalną. Gdyby zapytał, dlaczego sobie wybrała właśnie go jego do poznawania, byłoby bardzo ciężko znaleźć jej odpowiednie słowa, bo po prostu tak jej podpowiadał instynkt i zwyczajnie chciała. Aż dziwne, że nie zauważył wcześniej, jak umiał ją okręcić tak, że zgadzała się na to, co jej mówił i to praktycznie bez żadnej dyskusji.
- Źrebię? Naprawdę widzisz we mnie dziecko, aż tak mocno?- zapytała, próbując brzmieć na oburzoną, ale niezbyt jej to wychodziło. Czekoladowe ślepia powolnie przesuwały się po jego twarzy, bo z miała naprawdę dobry widok z pozycji, w której tkwili. Była troszkę niesforna, ale żeby od razu do źrebaka? Jego rozdawanie konstelacji było jednak urocze i chyba przede wszystkim cieszyła się z faktu, że jej słuchał i w jakiś sposób go zainteresowała, nawet jeśli tylko pod wpływem procentów i fajki. - Myślałam, że jesteś ode mnie starszy. - przyznała szczerze, wbijając sobie do głowy datę, którą jej podał. - Przygotuję Ci to i wyślę, chyba że będziesz chciał się ze mną zobaczyć, to wtedy dam Ci do rąk własnych. Zajmie mi to kilka tygodni, ale się postaram. - rzuciła z pewnym siebie uśmiechem.
Faktycznie zapomniała o wisiorku, gdy robiła sobie z niego poduszkę i szybko poczuła nacisk na plecach. Wydała z siebie ciche "oh" i odsunęła się delikatnie, wsuwając dłoń za siebie i szukając po omacku drewnianego miśka, którego potem uniosła nieco do góry i gdy znów wygodnie się oparła, pozwoliła mu opaść, częściowo na własne ramię. Teraz przynajmniej żadnemu z nich nie przeszkadzał. - Jakby Ci było niewygodnie, to mi po prostu powiedz. - zakomunikowała mu jeszcze, posyłając krótkie spojrzenie i wygodnie oparła głowę o ramię Nordgersima, spoglądając w stronę nieba. Chociaż zostawiła w spokoju jego rękę, wciąż stukała o jej górę palcami w rytm pewnie jakieś lecącej w jej głowie melodyjki, być może z Lithy.
Wcale nie było to takie proste i oczywiste, jak mu się wydawało. Pandora widziała wiele miejsc, często robiła wszystko, aby tylko nie tkwić w domu i tym bardziej, nie tkwić w Londynie, bo obydwa te miejsca były duszące. Islandia miała w sobie coś unikalnego, coś śpiewającego o wolności, gdy przechodziło się między drzewami i nie umiała o tym zapomnieć, odkąd wtedy to poczuła. Była tu nikim, nikt jej nie prosił o przysługi czy wstawiennictwo u ojca, nikt jej nie słodził i nie próbował kupić jej uwagi czymś, co jej w ogóle nie obchodziło. Miała chyba starą duszę, zupełnie odporną na te wszystkie materialistyczne wygody współczesnego świata. - Żartujesz sobie ze mnie? - ściągnęła brwi na jego słowa, nie ruszając się jednak z miejsca, nie spoglądając tym razem w jego kierunku. - Po pierwsze — zamarzłabym bez Ciebie i w życiu nie wyszła z tego lasu, a po drugie, pokazałeś mi jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu. Jak mogłabym Ci nie podziękować?
Nie przekonałby jej żadnymi słowami, że było inaczej, po prostu nie widział tego w ten sam sposób, który dostrzegała to ona. Nie miała mu za złe wariatki, nie miała mu za złe niczego, co jej kiedykolwiek powiedział i prawdę mówiąc, przejmowała się bardziej tym, że go denerwowała, niż tym, że mógł ją czasem obrażać.
- Będziesz mógł sobie wybrać, ale dodam coś od siebie. - odpowiedziała tajemniczo, odchylając głowę i spoglądając na niego, kiedy to na pozbawionej zwykle emocji twarzy, zatańczyła chłopięca wręcz iskra, która znalazła pewnie najwięcej ujścia w jego oczach. Gwiazdy świeciły jasno, ale nie mogła dostrzec, jaki odcień niebieskiego miały teraz tęczówki mężczyzny. Gdy odwrócił głowę, ich spojrzenia się spotkały i uśmiechnęła się mimowolnie, wciąż zastanawiając się, co takiego wymyśli, poza aktorką lub modelką. - Tak, to mój największy talent Ci Islandczycy, szczególnie tacy, których zwierzęcym totemem jest niedźwiedź lub wilk. - przyznała poważnie, nawet puszczając mu oczko, a gdy wspomniał o marze, kiwnęła głową. - Punkt dla Ciebie! To jedna z rzeczy, którą się zajmuję, ale nie tylko Abraksanami, mam też papiery na inne zwierzęta. Jeszcze dwa!
Pochwaliła go, gdy pił i wysunęła dłoń, gdy skończył, samej biorąc kolejnego łyka. W butelce niewiele już zostało, a gorzałka coraz łatwiej wchodziła, coraz silniej działała. Zwilżyła usta w zamyśleniu, pozbywając się z nich resztek alkoholu. - O jednym Ci już nawet mówiłam, dziś i jak się poznaliśmy. Trzeci może być zaskakujący, ale ma związek z hmmm narzędziami? Żaden ze mnie kowal, ale też umiem coś stworzyć. To Ci pomoże? - opuściła butelkę na dół, kładąc ją pomiędzy ich nogami, a potem uniesioną dłonią, przesunęła po drewnianym miśku, naciskając jego nos. Cały czas byłą pod wrażeniem dokładności, z jaką oddał go tamten dziadek. - Tak sobie myślę.. Wiesz, dopiero teraz będę mogła odwiedzić Islandię w okolicach Świąt zimowych, ale... - westchnęła, nie bardzo wiedząc, jak przewidzieć reakcję na jej kolejne słowa. Pociągnęła nieco wisiorek, zmuszając go nieco, aby na nią spojrzał, bo rzemyk zacisnął się delikatnie na skórze szyi. Zacisnęła drewnianą ozdobę w palcach i podniosła wzrok ku górze, powolnie przesuwając po jego twarzy. - Co byś powiedział, żeby odwiedzić Turcję we wrześniu? Dziadka dom jest odrobinę.. Duszący, jednak mogłabym Ci to i owo pokazać poza nim. I mogłabym Ci dać wtedy Twoją mapę.
Chyba nie zamierzała puszczać przedmiotu, dopóki jej nie odpowie.