Nic nie poszło po jej myśli. Czuła, że włosy się jej palą, po raz kolejny tego dnia emocje zaczynały przejmować nad nią władzę, starała się nad nimi zapanować, żeby nie dołożyć sobie i swoim towarzyszom kłopotu. Nie miała pojęcia jednak, co się wydarzy. Klątwa zawsze była niewiadomą, walczyła ze sobą z nadzieją, że się jej uda.
Sukces!
Poczuła szarpnięcie. Została zrzucona ze swojej miotły, uderzyła o ziemię, a nieprzyjemny ból zaczął rozchodzić się po jej ciele. Leżała na ziemi, spoglądała na swoją miotłę, która wyglądała wyjątkowo wrogo. - Leć do domu Zniczu. - Miała nadzieję, że jej posłucha, jak zawsze słuchała. Nic tu więcej z nią nie zadziała.
Nie zwlekała jednak. Wiedziała, że są w dupie, ten jeden czarnoksiężnik bawił się tu z nimi niczym z dziećmi. Zaczęła czołgać się po ziemi, w stronę ich wroga. Wkurwił ją niemiłosiernie, nie myślała za bardzo o tym, co robi. W końcu była bardzo porwyczym człowiekiem, łatwo było ją wyprowadzić z równowagi.
Następnie próbowała się podnieść jednym, szybkim ruchem i wskoczyć w śmierciożercę z wyciągniętą pięścią.
Sukces!