07.05.2023, 11:30 ✶
Staruszka poprawiła sposób, w jaki trzymała laskę i przestała się trząść. Towarzyszące wam dziecko natomiast trzęsło się o wiele bardziej niż poprzednio. Rozmowy dorosłych, w tym część dorosłych leżących w bezruchu, niebędących szeroko komentowanymi, chociaż coś było z nimi ewidentnie nie tak. To doświadczenie było z pewnością traumatyczne, dlatego właśnie dziecko nie mówiło nic – jedynie zeszklone oczy, kiedy wpatrywał się w potencjalnie obłąkaną staruszkę, zdradzały, że wciąż przeżywało w środku wiele emocji. Emocji, na które zdecydowanie nie było gotowe.
Giovanni bezbłędnie wyczarował magiczne nosze pod leżącą na ziemi kobietą, a potem – już nic. Różdżka nawet nie wydała dźwięku.
- Może ja... doprecyzuję – powiedział mężczyzna, widząc skrzywienie Amandy. Czerwień z jego policzków nie zniknęła, nawet w obliczu tak silnego zagrożenia. – Wyciągnął mnie pan – to mówił do Giovanniego – spod tego stołu, bo żem tam trafił właśnie w wyniku nieudanej teleportacji. Straciłem też trochę włosów z tyłu głowy, ale to mniejsza strata niż życie. Coś tutaj dzieje się nie tak – machnął różdżką dwa razy. Za pierwszym razem wydostała się z niej lekka mgiełka, za drugim razem nic. – Normalnie, to by mnie za drugim razem chociaż pierdol... – urwał, patrząc na Amandę – uderzyło w twarz, a teraz nic. Macham patykiem jak idiota, chociaż dla niego pewnie wyglądam jak idiota w obu przypadkach. – Poprawił sposób, w jaki podtrzymywał mugola w pozycji stojącej. – Jak ten Voldemort tu przybył, to całkiem możliwe, że stracił przy okazji jedną brew.
Staruszka zdawała się go nie słuchać, wciąż wpatrując się w nicość.
- Zgaduję, że nikomu się nie udało – powiedziała, mając tu na myśli wyczarowanie patronusa. – W takim razie spróbujcie przynajmniej skupić się na czymś dobrym, bo – kierowała to w stronę Fergusa, chociaż nie spojrzała na niego ani na moment – tym, co one lubią widzieć w ludziach, jest strach. Żerują na nim jak boginy. – Złapała Amandę za ramię, tak jakby nie potrzebowała oczu, aby wyczuć jej obecność. – Mam na imię Linda – przedstawiła się wreszcie – a nie staruszka – dodała nieco żartobliwie, chociaż w tych okolicznościach zabrzmiało to dosyć złowrogo.
- I-i t-t-ta-k ich ich p-paan zz-os-tta-wi? – Załkało dziecko, zaciskając palce na koszuli Giovanniego. Martwe ciała nie drgnęły nawet, jedynie zrywający się wiatr łopotał brudnymi, zakrwawionymi ubraniami. Na moment odwróciło się w stronę polany, gdzie pracownicy Ministerstwa toczyli swoje walki i zobaczył, jak jeden z Aurorów pchnięty silnym zaklęciem wpada w czarny ogień i znika za jego ścianą. Szybko odwrócił spojrzenie.
Jeżeli zechcieliście spojrzeć w las, zobaczyliście, że wciąż znajdowali się tam jacyś ludzie. Ciemne sylwetki snuły się pomiędzy drzewami tu i ówdzie. Bezpośrednia, wytyczona przez kapłanów droga do Doliny Godryka dymiła się, sugerując, że rozprzestrzeniał się tam ogień. Mogliście ją jednak pominąć. Ziemia pomiędzy drzewami i tak była wydeptana przez bawiących się. Szczególnie w Beltane czarodzieje lubili omijać główne ścieżki, wytyczając alternatywne szlaki do Doliny, w której korzystali z sieci fiuu.
Giovanni bezbłędnie wyczarował magiczne nosze pod leżącą na ziemi kobietą, a potem – już nic. Różdżka nawet nie wydała dźwięku.
- Może ja... doprecyzuję – powiedział mężczyzna, widząc skrzywienie Amandy. Czerwień z jego policzków nie zniknęła, nawet w obliczu tak silnego zagrożenia. – Wyciągnął mnie pan – to mówił do Giovanniego – spod tego stołu, bo żem tam trafił właśnie w wyniku nieudanej teleportacji. Straciłem też trochę włosów z tyłu głowy, ale to mniejsza strata niż życie. Coś tutaj dzieje się nie tak – machnął różdżką dwa razy. Za pierwszym razem wydostała się z niej lekka mgiełka, za drugim razem nic. – Normalnie, to by mnie za drugim razem chociaż pierdol... – urwał, patrząc na Amandę – uderzyło w twarz, a teraz nic. Macham patykiem jak idiota, chociaż dla niego pewnie wyglądam jak idiota w obu przypadkach. – Poprawił sposób, w jaki podtrzymywał mugola w pozycji stojącej. – Jak ten Voldemort tu przybył, to całkiem możliwe, że stracił przy okazji jedną brew.
Staruszka zdawała się go nie słuchać, wciąż wpatrując się w nicość.
- Zgaduję, że nikomu się nie udało – powiedziała, mając tu na myśli wyczarowanie patronusa. – W takim razie spróbujcie przynajmniej skupić się na czymś dobrym, bo – kierowała to w stronę Fergusa, chociaż nie spojrzała na niego ani na moment – tym, co one lubią widzieć w ludziach, jest strach. Żerują na nim jak boginy. – Złapała Amandę za ramię, tak jakby nie potrzebowała oczu, aby wyczuć jej obecność. – Mam na imię Linda – przedstawiła się wreszcie – a nie staruszka – dodała nieco żartobliwie, chociaż w tych okolicznościach zabrzmiało to dosyć złowrogo.
- I-i t-t-ta-k ich ich p-paan zz-os-tta-wi? – Załkało dziecko, zaciskając palce na koszuli Giovanniego. Martwe ciała nie drgnęły nawet, jedynie zrywający się wiatr łopotał brudnymi, zakrwawionymi ubraniami. Na moment odwróciło się w stronę polany, gdzie pracownicy Ministerstwa toczyli swoje walki i zobaczył, jak jeden z Aurorów pchnięty silnym zaklęciem wpada w czarny ogień i znika za jego ścianą. Szybko odwrócił spojrzenie.
Jeżeli zechcieliście spojrzeć w las, zobaczyliście, że wciąż znajdowali się tam jacyś ludzie. Ciemne sylwetki snuły się pomiędzy drzewami tu i ówdzie. Bezpośrednia, wytyczona przez kapłanów droga do Doliny Godryka dymiła się, sugerując, że rozprzestrzeniał się tam ogień. Mogliście ją jednak pominąć. Ziemia pomiędzy drzewami i tak była wydeptana przez bawiących się. Szczególnie w Beltane czarodzieje lubili omijać główne ścieżki, wytyczając alternatywne szlaki do Doliny, w której korzystali z sieci fiuu.