Bezsilność była chyba jednym z najgorszych uczuć, jakie mogły towarzyszyć człowiekowi. Świadomość, że dzieje się coś, co jest sprzeczne z twoimi wartościami, bezpieczeństwo twoich bliskich stoi pod znakiem zapytania, a niezależnie od tego, jak bardzo byś się nie starał, masz tylko niewielki wpływ na to, co się wydarzy.
Tak od czasu manifestu czuła się Dani. Bezsilna i słaba. Zdarzało jej się czuć na sobie krzywe spojrzenia innych czarodziejów, dla których oburzeniem było to, że ktoś o nazwisku Longbottom ma status półkrwi. Nie obchodziło ją to zupełnie, wszystko przyjmowała z uśmiechem i spokojem - małżeństwo jej ojca nie było ustawione, a z prawdziwej, szczerej miłości, bez zważania na to co wypada i pasuje. Życzyła sobie dokładnie tego samego. Nie śmiała narzekać i użalać się nad sobą, podczas gdy Voldemort oficjalnie ogłosił, że osoby pochodzenia mugolskiego będą przeżywać piekło na ziemi.
Lubiła opowiadać o swojej pracy, zwłaszcza ludziom, którzy chcieli ją słuchać. W przypadku Aveliny doskonale wiedziała, że ta jest równie mocno zainteresowana wydarzeniami ze szpitala. Tym bardziej, gdy w grę wchodziły eliksiry.
Pokręciła lekko głową.
- Byłaś blisko, ale wyobraź sobie, że był jeszcze bardziej pomysłowy - zaczęła mówić. - Pacjent postanowił zmieszać dwa rodzaje eliksirów. Tłumaczył, że zawsze chciał być dobrze zbudowany, dlatego zakupił po promocyjnej cenie eliksir, który miał sprawić, że urosną mu mięśnie… zapytany gdzie i za jaką kwotę to kupił, za być w świecie nie chciał się przyznać. Okazało się jednak, że skutkiem ubocznym jest utrata włosów, o czym sprzedawca biedaka nie poinformował. Zakupił zatem kolejny eliksir, który miał spowodować porost włosów, a że oba eliksiry smakowały obrzydliwie, postanowił je zmieszać, tak żeby wypić jedną fiolkę, a nie dwie - nie dodała, jak bezsensowne było to działanie. - Był zaskoczony, gdy włosy zaczęły mu rosnąć…wszędzie, poza głową. A mięśnie zamiast rosnąć, zaczęły tracić na sile - zakończyła swoją opowieść lekkim wzruszeniem ramion. Za głupotę trzeba było płacić. Czy głupotą było mieszanie eliksirów niewiadomego pochodzenia, nie wiedząc o tym, w jaką interakcję mogą ze sobą wchodzić? Zdecydowanie tak.
Uniosła zaczepnie brwi.
- Wiesz, jeżeli chcesz pracować w Mungo, myślę że dla ekspertki w dziedzinie eliksirów na pewno znajdzie się etat. Tym bardziej, gdy będzie to osoba z polecenia - uśmiechnęła się do niej, można rzec, że porozumiewawczo. To nie było nieuczciwe, w żadnym wypadku. Po prostu była pewna swojej przyjaciółki i śmiało mogła ją zarekomendować.
Zamilkła i spoważniała, dając możliwość wypowiedzenia na głos tego, co kłębiło się w jej głowie. Wychodziła z założenia, że lepiej było wyrzucić z siebie wszystko i nie pozostawić głowie pola na niedopowiedzenia, nawet jeżeli jej rola ograniczałaby się do "no, też tak mam".
- Przychodzą do Ciebie, bo są pewni jakości eliksirów, jakie wychodzą z twojego kociołka. Chcą mieć pewność, że nie zawiodą... gdy będą ich najbardziej potrzebować - zauważyła łagodnie. Ludzie nie powinni musieć się bać do tego stopnia, by w panice robić zapasy eliksirów leczących. Westchnęła. Zamilkła na moment, zastanawiając się w jakie słowa ubrać swoje myśli.- Nasz świat nigdy nie był spokojny. To działo się już w szkole, w miejscu które powinno być rajem i spełnieniem marzeń. Zawsze znalazł się jakiś idiota, który znajdywał satysfakcję w męczeniu kogoś, kogo pochodzenie mu nie odpowiadało. Mogliśmy z tym walczyć, ale to pomagało tylko na chwilę. W wielu ludziach jest to tak silnie zakorzenione, że ta walka, sprzeciw, nic nie dawaly. I na dobrą sprawę, nie możesz ich za to winić. Tego uczyli się od rodziców, ich rodzice od swoich... i tak dalej i tak dalej - westchnęła. - Ale teraz... teraz boję się, że to zajdzie za daleko. Ci,
którzy ograniczali się do krzywego spojrzenia, poczują przypływ odwagi. A niepochlebny wzrok będzie najmniej szkodliwy, na co będzie ich stać - dodała.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final