07.05.2023, 21:46 ✶
Twarz jej złagodniała, odetchnęła głębiej. Było jej trochę źle z tym że dała się ponieść przez taką pierdołę, ale działało to na nią, jak płachta na byka. - Radzisz sobie z chaosem. - zauważyła pogodniej, nie chcąc znów mówić czegokolwiek na temat niesprawiedliwości względem płci lub wpychania swoich dzieci w ramiona zupełnie obcych ludzi. W przeciwieństwie do niego, związek jej rodziców nie było aż tak kolorowy. Połączył ich seks i przyciąganie, ale gdy zostali już małżeństwem, dużo czasu zajęło im dotarcie się, głównie przez różnice kulturowe. Zarówno jej matka, jak i ojciec mieli silne charaktery, lubili władze oraz dobrobyt i jedno chciało kontrolować drugie. Z czasem było łatwiej, ale nie była przekonana, czy ich miłość jest jakaś wielka, czy po prostu są razem, bo młodo i szybko z nią wpadli. Tak, jak Nordgersim chciałby dla siebie tego, co widział u matki i ojca, tak Pandora wręcz przeciwnie, nie wyobrażała sobie życia w ten sposób. Zgodziłaby się jednak, że posiadanie dzieci młodo wcale nie było dobre, bo przecież sami wtedy byli dziećmi i powinni byli korzystać z życia, a nie zmieniać pieluchy. Niedźwiadek nie miał jeszcze chyba okazji doświadczyć zazdrosnej kobiety lub po prostu tego nie chciał zauważyć.
- Troszkę to dobry początek, mogę coś z tym zrobić. - stwierdziła całkiem zadowolona, przyglądając się temu, jak określić siłę tej sympatii. Cóż, przynajmniej nie chciał jej już utopić i uznała to za olbrzymi sukces i rozwój w ich relacji. Paskudnie trzymał ją w niepewności, a potem dziwił się, że wykorzystywała jego taktyki przeciwko jemu? - Cieszę się, że to słyszę. - przyznała zgodnie z prawdą, czując jakąś ulgę i mając wrażenie, że ktoś zdjął jej z ramion ciężar. Naprawdę nie chciała, żeby żałował wybrania jej, zamiast swoich kolegów. Ona sama była zachwycona i byłoby naprawdę źle, gdyby dobra zabawa była jednostronna.
Mogła bezkarnie mu "chłopcować"i grać dorosłą, ale niezbyt to do niej pasowało i nie była pewna, czy na dłuższą metę umiałaby komukolwiek matkować oraz mówić, jak powinien żyć. Dopóki jednak brał pod uwagę i słyszał zakaz dotyczący umierania lub robienia sobie krzywdy, było wszystko w porządku. - Z czasem może nawet polubisz mnie słuchać!
Rzuciła całkiem optymistycznie, bo wszystko dostrzegała przez różowe okulary, co jego papieros tylko spotęgował. Pewnie nawet w topieniu się znalazłaby teraz coś dobrego i pozytywnego, gdyby musiała.
Może trochę uwierzyła w te jego groźby, ale pewnie nie potrwa to długo. Pewnie doznałaby szoku, widząc, jak bawił się ze swoją bandą i jak rozwiązywali problemy po męsku. Wiedziała, że był nerwowy, ale niedźwiadka w furii jeszcze nie miała okazji widzieć — takiej nieokiełznanej, bo małą to pewnie i przy niej zdążył już trzy razy przejść. Całkiem dobrze to zniósł, gdyby się nad tym zastanowić. Wciąż żyła, rozmawiali ze sobą i na dodatek sprawił, że widziała kolejne, zapierające dech w piersiach miejsca. Uśmiechnęła się na widok jego uśmiechu, kręcąc głową, bo co miała innego zrobić.
- Sam mówiłeś, że mam mówić mniej? - zauważyła z rozbawieniem na jego reakcję i lustrowanie jej wzrokiem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może odrobinę wykorzystywała jego własne słowa przeciwko niemu, ale za te jego nauczki, trochę mu się należało. - Prawda jest taka, że gadam więcej, gdy jestem zdenerwowana lub wystraszona. Zapytałeś mnie dzisiaj, czy się nie boję i prawda jest taka, że jesteś typem człowieka, który dodaje innym odwagi, bo sam masz jej tyle, że jest zaraźliwa. A powinnam wrócić do słowotoków? - zapytała jeszcze, unosząc brew i przekręcając głowę z zaciekawieniem, nieco zaskoczona słowami padającymi z jego ust. Myślała, że nie lubił, gdy tak gadała i gadała, że cenił sobie ciszę. Mogła przestać się zupełnie powstrzymywać, ale czy wtedy znów by się tak łatwo nie denerwował? Z drugiej jednak strony, jak tak chwilę się nad tym zastanowiła, wciąż mówiła mu, to co chciała i jak chciała, pomijając owce i kilka spraw, które go jawnie doprowadzały do szału. - Oczywiście, że byś dał. - przyznała mu z delikatnym wzruszeniem ramion, wciąż trzymając głowę wygodnie na jego ramieniu. Znał się na ludziach. - Próbowałam raz coś zrobić w kuźni, ale powiedzmy, że nie miałam na to odpowiedniego nauczyciela. Co chwile mi zabierał wszystko z rąk z obawy przed tym, że sobie coś zrobię i moi rodzice się wściekną. Lubię pracować, robić coś własnymi rękoma. Tak? Chętnie porozmawiałabym z nim na ten temat, umagicznianie przedmiotów daje nam nieskończone możliwości. - ożywiła się nieco na wzmiankę o tym, że jego ojciec również się tym interesował. Sama miała mnóstwo szkiców czy projektów, które na pewno byłoby łatwiej stworzyć, gdyby umiała sama wykuwać elementy lub miała dobrego kowala. - Masz jeszcze trochę czasu, zresztą, możesz ją odebrać, kiedy chcesz. Ona nie ma terminu ważności.
Obiad z Mary by na pewno nie przeszedł, zresztą jej klacz nie dałaby się wcale łatwo upolować. Miała temperament godny swojej właścicielki, tylko była przy tym bardziej złośliwa i nerwowa.
- Oh, więc to moja wina? - zapytała zaskoczona, podnosząc na niego spojrzenie i próbowała nawet przez chwilę być poważna, ale jego zakłopotanie na twarzy było tak urocze, że uśmiechnęła się jedynie, kręcąc głową. - Nie chcę się Ciebie pozbyć. Uznajmy, że to był dodatek do Twojej nagrody, taki ode mnie. Mam tak już nigdy nie robić?
Zdawała sobie sprawę, że czasem mogła być intensywna i zaskakiwała ludzi, ale naprawdę, nie umiała się powstrzymywać. Sam też był sobie winien, gdy czasem na nią spojrzał w taki, a nie inny sposób. Wtedy po prostu chciała zamknąć jego kolegom usta, a teraz po prostu miała ochotę dać mu całusa, nie było to żadną tajemnicą. Wcale nie chciała zgrywać bohatera, nie spodziewała się aż takiego zaskoczenia z jego strony. - Udało mi się sprawić, że zapamiętasz? - zapytała jeszcze z błyskiem w oczach, nawiązując do ich wcześniej rozmowy o ludzkiej pamięci.
Nie miała pojęcia, jakim cudem się nie połamał i nie wywalił, była szczerym wrażeniem i chwilę się tak gapiła z góry, zastanawiając się, jak powinna z tego drzewa zejść. Jej koordynacja nie była tak dobra, jak przy wchodzeniu i podobnie, jak u niego, miała opóźnione reakcje. Gdyby spadła, chociaż z połowy wysokości. Nie dowie się, dopóki nie spróbuję. Zebrała myśli i resztki swojej energii, zabierając się za zejście — nie tak spektakularne, jak jego. - Żebym Cię połamała?! Zwariowałeś chyba. I skąd pomysł, że się boję? - odpowiedziała mu, trzymając się rękoma jakieś nieszczęsnej gałęzi, przeklinając w myślach te nieszczęsną sukienkę i przysięgając sobie, że zajmie się ćwiczeniami, jak tylko wróci do codzienności i wyjdzie z Islandii, bo po dzisiejszym wieczorze, następne dwa dni będzie z pewnością umierała na mięśnie. Szło jej naprawdę przyzwoicie przez kilka sekund, gdy jeszcze miała w sobie tyle uporu i samozaparcia, żeby nie pozwolić mięśniom drżeć, ale potem było tylko gorzej. Przeklęła pod nosem bardzo brzydko i po turecku, czując, jak nie może utrzymać samej siebie i zastanawiając się, czy wpadnie może w krzaki, czy na ziemie z epickim hukiem, który podniesie do lotu stada koczujących dookoła ptaków. Zanim odruchowo zacisnęła powieki, czując błogą siłę przyciągania — oceniła, że była gdzieś w okolicach połowy tego nieszczęsnego drzewa.
Spadanie było przyjemne, ale nie poczuła gwałtownego uderzenia, raczej łapiące ją ręce i sama odruchowo się go złapała, czując subtelne drżenie dłoni od wysiłku. - Naprawdę mnie złapałeś. - zauważyła nieco zaskoczona, unosząc powieki i lekkim ruchem głowy, pozbyła się włosów, które wpadły jej na twarz. - Mogłam zrobić Ci krzywdę.- dodała jeszcze spokojnym tonem głosu, jakby to w tym wszystkim było najgorszą rzeczą, nie ewentualnie obicie pleców, czy złamanie kończyny, gdyby wpadła w krzaki. - Dziękuje. - dodała jednak ciszej, uśmiechając się w jego kierunku z nutą zawstydzenia, bo była święcie przekonana, że da radę zejść z tego drzewa sama. Trzeźwa Pandora nie byłaby tego taka pewna.
- Wiesz, że jestem na absolutnej granicy? - stwierdziła bardziej niż zapytała, rozbawionym głosem, przyglądając mu się chwilę, zanim odwiązała zapleciony w kołtun materiał sukienki, który stworzyła przed wspinaczką. Teraz miała rozdarcie do połowy uda, ale nie miało to żadnego znaczenia, lżej było w ten sposób iść. Poprawiła też materiał jego koszuli, przez chwilę zastanawiając się, czy może nie byłoby lepiej zdjąć swojego pierwotnego stroju i zrobić sobie z jego garderoby nową sukienkę, bo i tak sięgałaby względnie przyzwoicie, do połowy uda. Uniosła dłoń, stukając palcami po wargach w zastanowieniu, biorąc w wolną dłoń butelkę. Nie szkodzi, że chwilę temu mówiła coś na temat stanu swojej trzeźwości, bo od razu zrobiła łyka, zostawiając wciąż tego drugiego. Pozbyła się z ust resztek wódki. - Niedługo powinno świtać. - stwierdziła, podnosząc wzrok na niebo, wciąż czując drżenie w dłoniach od wysiłku.
- Troszkę to dobry początek, mogę coś z tym zrobić. - stwierdziła całkiem zadowolona, przyglądając się temu, jak określić siłę tej sympatii. Cóż, przynajmniej nie chciał jej już utopić i uznała to za olbrzymi sukces i rozwój w ich relacji. Paskudnie trzymał ją w niepewności, a potem dziwił się, że wykorzystywała jego taktyki przeciwko jemu? - Cieszę się, że to słyszę. - przyznała zgodnie z prawdą, czując jakąś ulgę i mając wrażenie, że ktoś zdjął jej z ramion ciężar. Naprawdę nie chciała, żeby żałował wybrania jej, zamiast swoich kolegów. Ona sama była zachwycona i byłoby naprawdę źle, gdyby dobra zabawa była jednostronna.
Mogła bezkarnie mu "chłopcować"i grać dorosłą, ale niezbyt to do niej pasowało i nie była pewna, czy na dłuższą metę umiałaby komukolwiek matkować oraz mówić, jak powinien żyć. Dopóki jednak brał pod uwagę i słyszał zakaz dotyczący umierania lub robienia sobie krzywdy, było wszystko w porządku. - Z czasem może nawet polubisz mnie słuchać!
Rzuciła całkiem optymistycznie, bo wszystko dostrzegała przez różowe okulary, co jego papieros tylko spotęgował. Pewnie nawet w topieniu się znalazłaby teraz coś dobrego i pozytywnego, gdyby musiała.
Może trochę uwierzyła w te jego groźby, ale pewnie nie potrwa to długo. Pewnie doznałaby szoku, widząc, jak bawił się ze swoją bandą i jak rozwiązywali problemy po męsku. Wiedziała, że był nerwowy, ale niedźwiadka w furii jeszcze nie miała okazji widzieć — takiej nieokiełznanej, bo małą to pewnie i przy niej zdążył już trzy razy przejść. Całkiem dobrze to zniósł, gdyby się nad tym zastanowić. Wciąż żyła, rozmawiali ze sobą i na dodatek sprawił, że widziała kolejne, zapierające dech w piersiach miejsca. Uśmiechnęła się na widok jego uśmiechu, kręcąc głową, bo co miała innego zrobić.
- Sam mówiłeś, że mam mówić mniej? - zauważyła z rozbawieniem na jego reakcję i lustrowanie jej wzrokiem, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Może odrobinę wykorzystywała jego własne słowa przeciwko niemu, ale za te jego nauczki, trochę mu się należało. - Prawda jest taka, że gadam więcej, gdy jestem zdenerwowana lub wystraszona. Zapytałeś mnie dzisiaj, czy się nie boję i prawda jest taka, że jesteś typem człowieka, który dodaje innym odwagi, bo sam masz jej tyle, że jest zaraźliwa. A powinnam wrócić do słowotoków? - zapytała jeszcze, unosząc brew i przekręcając głowę z zaciekawieniem, nieco zaskoczona słowami padającymi z jego ust. Myślała, że nie lubił, gdy tak gadała i gadała, że cenił sobie ciszę. Mogła przestać się zupełnie powstrzymywać, ale czy wtedy znów by się tak łatwo nie denerwował? Z drugiej jednak strony, jak tak chwilę się nad tym zastanowiła, wciąż mówiła mu, to co chciała i jak chciała, pomijając owce i kilka spraw, które go jawnie doprowadzały do szału. - Oczywiście, że byś dał. - przyznała mu z delikatnym wzruszeniem ramion, wciąż trzymając głowę wygodnie na jego ramieniu. Znał się na ludziach. - Próbowałam raz coś zrobić w kuźni, ale powiedzmy, że nie miałam na to odpowiedniego nauczyciela. Co chwile mi zabierał wszystko z rąk z obawy przed tym, że sobie coś zrobię i moi rodzice się wściekną. Lubię pracować, robić coś własnymi rękoma. Tak? Chętnie porozmawiałabym z nim na ten temat, umagicznianie przedmiotów daje nam nieskończone możliwości. - ożywiła się nieco na wzmiankę o tym, że jego ojciec również się tym interesował. Sama miała mnóstwo szkiców czy projektów, które na pewno byłoby łatwiej stworzyć, gdyby umiała sama wykuwać elementy lub miała dobrego kowala. - Masz jeszcze trochę czasu, zresztą, możesz ją odebrać, kiedy chcesz. Ona nie ma terminu ważności.
Obiad z Mary by na pewno nie przeszedł, zresztą jej klacz nie dałaby się wcale łatwo upolować. Miała temperament godny swojej właścicielki, tylko była przy tym bardziej złośliwa i nerwowa.
- Oh, więc to moja wina? - zapytała zaskoczona, podnosząc na niego spojrzenie i próbowała nawet przez chwilę być poważna, ale jego zakłopotanie na twarzy było tak urocze, że uśmiechnęła się jedynie, kręcąc głową. - Nie chcę się Ciebie pozbyć. Uznajmy, że to był dodatek do Twojej nagrody, taki ode mnie. Mam tak już nigdy nie robić?
Zdawała sobie sprawę, że czasem mogła być intensywna i zaskakiwała ludzi, ale naprawdę, nie umiała się powstrzymywać. Sam też był sobie winien, gdy czasem na nią spojrzał w taki, a nie inny sposób. Wtedy po prostu chciała zamknąć jego kolegom usta, a teraz po prostu miała ochotę dać mu całusa, nie było to żadną tajemnicą. Wcale nie chciała zgrywać bohatera, nie spodziewała się aż takiego zaskoczenia z jego strony. - Udało mi się sprawić, że zapamiętasz? - zapytała jeszcze z błyskiem w oczach, nawiązując do ich wcześniej rozmowy o ludzkiej pamięci.
Nie miała pojęcia, jakim cudem się nie połamał i nie wywalił, była szczerym wrażeniem i chwilę się tak gapiła z góry, zastanawiając się, jak powinna z tego drzewa zejść. Jej koordynacja nie była tak dobra, jak przy wchodzeniu i podobnie, jak u niego, miała opóźnione reakcje. Gdyby spadła, chociaż z połowy wysokości. Nie dowie się, dopóki nie spróbuję. Zebrała myśli i resztki swojej energii, zabierając się za zejście — nie tak spektakularne, jak jego. - Żebym Cię połamała?! Zwariowałeś chyba. I skąd pomysł, że się boję? - odpowiedziała mu, trzymając się rękoma jakieś nieszczęsnej gałęzi, przeklinając w myślach te nieszczęsną sukienkę i przysięgając sobie, że zajmie się ćwiczeniami, jak tylko wróci do codzienności i wyjdzie z Islandii, bo po dzisiejszym wieczorze, następne dwa dni będzie z pewnością umierała na mięśnie. Szło jej naprawdę przyzwoicie przez kilka sekund, gdy jeszcze miała w sobie tyle uporu i samozaparcia, żeby nie pozwolić mięśniom drżeć, ale potem było tylko gorzej. Przeklęła pod nosem bardzo brzydko i po turecku, czując, jak nie może utrzymać samej siebie i zastanawiając się, czy wpadnie może w krzaki, czy na ziemie z epickim hukiem, który podniesie do lotu stada koczujących dookoła ptaków. Zanim odruchowo zacisnęła powieki, czując błogą siłę przyciągania — oceniła, że była gdzieś w okolicach połowy tego nieszczęsnego drzewa.
Spadanie było przyjemne, ale nie poczuła gwałtownego uderzenia, raczej łapiące ją ręce i sama odruchowo się go złapała, czując subtelne drżenie dłoni od wysiłku. - Naprawdę mnie złapałeś. - zauważyła nieco zaskoczona, unosząc powieki i lekkim ruchem głowy, pozbyła się włosów, które wpadły jej na twarz. - Mogłam zrobić Ci krzywdę.- dodała jeszcze spokojnym tonem głosu, jakby to w tym wszystkim było najgorszą rzeczą, nie ewentualnie obicie pleców, czy złamanie kończyny, gdyby wpadła w krzaki. - Dziękuje. - dodała jednak ciszej, uśmiechając się w jego kierunku z nutą zawstydzenia, bo była święcie przekonana, że da radę zejść z tego drzewa sama. Trzeźwa Pandora nie byłaby tego taka pewna.
- Wiesz, że jestem na absolutnej granicy? - stwierdziła bardziej niż zapytała, rozbawionym głosem, przyglądając mu się chwilę, zanim odwiązała zapleciony w kołtun materiał sukienki, który stworzyła przed wspinaczką. Teraz miała rozdarcie do połowy uda, ale nie miało to żadnego znaczenia, lżej było w ten sposób iść. Poprawiła też materiał jego koszuli, przez chwilę zastanawiając się, czy może nie byłoby lepiej zdjąć swojego pierwotnego stroju i zrobić sobie z jego garderoby nową sukienkę, bo i tak sięgałaby względnie przyzwoicie, do połowy uda. Uniosła dłoń, stukając palcami po wargach w zastanowieniu, biorąc w wolną dłoń butelkę. Nie szkodzi, że chwilę temu mówiła coś na temat stanu swojej trzeźwości, bo od razu zrobiła łyka, zostawiając wciąż tego drugiego. Pozbyła się z ust resztek wódki. - Niedługo powinno świtać. - stwierdziła, podnosząc wzrok na niebo, wciąż czując drżenie w dłoniach od wysiłku.