Uśmiechnęła się widząc łom w jego dłoni. Jeszcze chwila i będzie mógł go użyć. Pogoda zdecydowanie im sprzyjała. W okolicy było pusto, nie zwrócą na siebie niepotrzebnej uwagi, przynjamniej jak na razie - nie była im ona potrzebna. Dopiero później będą mogli zrobić przedstawienie, którym najlepiej jakby zainteresowali się wszyscy okoliczni mieszkańcy. Musieli się dowiedzieć, że nie warto wspierać mugolaków. Wszystko jednak w swoim czasie.
- Doskonale. Jak już tam wejdziemy, nie zabijaj wszystkich, zostawmy żywą choć jedną osobę, aby mogła opowiedzieć o tym, co im zrobiliśmy. - Bellatrix zależało na tym, żeby po ich czynach pozostał strach, opowieści, które będą powtarzane z ust do ust. Musieli się ich bać, to było dla niej najważniejsze. Mieli być koszmarem, który będzie się im śnił po nocach.
Szybkim, pewnym krokiem zmierzała w stronę sklepu. Mocno trzymała różdżkę w prawej dłoni - gotowa jej użyć, gdy tylko nadaży się do tego okazja. Przepuściła mężczyznę przodem, aby mógł zacząć działać. Wiedziała o tym, że w sklepie powinno znajdować się kilka osób. Na dole mieściło się pomieszczenie, w którym obługiwali klientów, nad nim zaś pomieszczenia mieszkalne - gdzie powinien znaleźć się Frank Sprout ze swoją żoną i rodzicami. Nie do końca wiedziała jeszcze kogo powinni pozostawić przy życiu, zapewne wyjdzie to w czasie ataku - ten kto będzie się stawiał najbardziej przeżyje, aby cierpiał widząc śmierć swoich najbliższych. To sprawiłoby jej największą satysfakcję.
- Powinni być na górze, musimy wejść jak najciszej, żeby ich zaskoczyć, chociaż myślę, że i bez tego udałoby się nam ich pokonać. - Miała mimo wszystko nieco zdrowego rozsądku i wolała niepotrzebnie nie ryzykować.
Obserwowała swojego towarzysza, kiedy podszedł do drzwi. Wiedziała, że ma doświadczenie, co powodowało, że czuła się pewnie, jak przy nikim innym. Dobrze było mieć ze sobą kogoś sprawdzonego, o kim wiedziała, że nic nie będzie w stanie go wystraszyć, a za takiego właśnie miała Greybacka. Wykazywał się zawsze oddaniem, co powodowało, że Black uważała go za najodpowiedniejsze towarzystwo podczas ataków. Wiedziała, że przy nim nic jej nie grozi, nie miała pojęcia skąd wynika to przeświadczenie, ale była tego niemalże pewna.
Nie obchodziło jej specjalnie to, czym się w tym wszystkim kierował. Motywy nie były dla niej istotne - najważniejsze, że wybrał odpowiednią stronę, bo był niezłym nabytkiem dla popleczników Czarnego Pana. Z jego posturą, doświadczeniem mogli sobie poradzić z każdym problemem, który stanąłby na ich drodze. To było istotne, a nie pobudki przez które znalazł się po jedynej słusznej stronie.