Wood słuchała uważnie tego, co mówiła Brenna. Jej słowa miały sens. W końcu przyjemnych wspomnień mogły mieć bez liku, jednak tylko niektóre z nich były dość silne, aby nadawały się na wyczarowanie patronusa. Sama zauważyła, że jej łatwiej to przychodziło, gdy myślała o swoich najbliższych. W końcu oni byli ciągle w jej życiu, łączyło się z tym dużo silniejsze uczucie niż chwilowe szczęście, które mogła stracić w każdej chwili.
- Masz rację Brenna, chyba dokładnie tak jest. Bardziej działa to, co jest stałe, nie chwilowe. - Postanowiła jeszcze skomentować jej słowa. W sumie zadowolona była z tych ćwiczeń, poczuła się pewniej, może w przyszłości dzięki temu uda jej się wyjść cało z jakichś skomplikowanych sytuacji, wierzyła, że przyniesie to oczekiwane efekty.
- Tak, też mam takie wrażenie. Nie zapomniałam jednak jak to działa, mimo, że nie korzystam często z takich zaklęć. - Dobrze było mieć świadomość, że nadal, gdzieś tam w środku to siedzi i jest w stanie korzystać z tego rodzaju magii.
Obserwowała, jak Longbottom pozbywa się krzaków, które sama wcześniej wyczarowała. Heath czuła satysfakcję, choć pojawiło się też zmęczenie. Zaklęcia z których korzystały nie należały do tych, które przychodziły lekko. Korzystały z sił witalnych, które przecież miały pewne ograniczenia. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i zaśnie. Trochę ją to wyczerpało, choć trening wcale nie trwał długo.
- Zrobiłam się nieco senna, poza tym wszystko w najlepszym porządku. Dziękuję za ten trening Brenna. - Bo naprawdę go potrzebowała.
Wzięła od niej połowę czekolady, którą zjadła dosyć szybko. Potrzebowała energii, a cukier w końcu powodował pobudzenie także przezornie wciągnęła całą połówkę niemalże jednym kęsem.
Oddaliły się spacerem w stronę wyjścia z lasu. Dzień dopiero się zaczynał, a one musiały jeszcze wrócić do pracy.