08.05.2023, 17:52 ✶
Środek września był doskonałym momentem na odwiedzenie Turcji. Turystów było ponad połowę mniej, morze wciąż było ciepłe, a temperatura w ciągu dnia sięgała do 26 stopni, a nie powyżej 30 stopni, jak miało to jeszcze miejsce w sierpniu. Dało się czuć na twarzy chłodniejsze podmuchy wiatru, a słońce czasem schowało się za chmurami, zapewniając pełne cienia popołudnia. Posiadłość znajdowała się u podnóży miasteczka oddalonego o kilka kilometrów od jednej z większych i popularniejszych aglomeracji miejskich w kraju, dzięki czemu Pandora miała dużo możliwości na zaplanowanie czasu oraz tego, co chciała mu pokazać. A nie było to łatwe, zważywszy na upodobania i sposób bycia Niedźwiadka. Dom był duży i jasny, wykonany z kamienia z dodatkiem białych dech, miał dwa piętra, a za nim rozciągał się ogród i stajnie. Rozsypane po budynku tarasy pełne były kolorowych kwiatów, podobnie jak przy podwójnych drzwiach tkwiły donice z roślinami. Mieszkali w nim dziadkowie, ich dzieci wraz z rodzicami — wszyscy żyli we względnej harmonii pod jednym dachem, korzystając z wielu udogodnień, o które zadbała głowa rodziny, włącznie z odpowiednim personelem. Nawet jej ojciec — typowy Anglik, który marudził przy wyższych temperaturach, lubił tu przyjeżdżać, jeśli miał czas i spędzać czas w altance ogrodowej czy znajdującej się niewielkim, osobnym budynku na tyłach łaźni. W Turcji wszystko było na pokaz i to był jednej z głównych powodów, dla których strasznie nie lubiła tkwić w domu zbyt długo. Przytłaczał ją, uznawała to wszystko za niepotrzebne. Budynek i bez wszystkich tych udziwnień i dodatku był ładny architektonicznie, ale zginął w nadmiarze kwiatów. Z prawej strony rzucały się w oczy wysokie, kolorowe okna z witraży, które tkwiły tu od kilkudziesięciu lat, przedstawiające jakieś kalejdoskopowe wzory.
Oczywiście uprzedziła o swoim gościu, więc otwierający mu drzwi chłopak, wcale nie był zaskoczony wizytą. Uśmiechnął się szeroko, skłaniając głową na przywitanie i wpuścił go do chłodnego i przestronnego holu, gdzie było jeszcze więcej kwiatów w wazonach oraz donicach, a ściany zdobiły obrazy w złotych ramkach. Drewniane meble były ciężkie i stare, o mosiężnych klameczkach. Na podłodze oczywiście były dywany — dominowała tam czerwień i beże. Widocznie Pandora od razu poinstruowała pracownika, aby ten zaprowadził go do niej do pokoju, bo brunet o dużych, złotawych oczach skierował się w stronę schodów, które prowadziły na wyższe piętra. Jej pokój był na drugim, zresztą ten, który był przygotowany dla Islandczyka również. Mógł czuć na sobie wiele zaciekawionych spojrzeń, ale wszyscy witali się z uśmiechem i gościnnością, niezależnie czy należeli do rodziny, czy do pracowników.
Na korytarzu dało się słyszeć podniesione głosy, za co odprowadzający go chłopak przeprosił tylko za pomocą zakłopotanego uśmiechu i krótkiego komentarza, żeby nie zwracał na to uwagi. Widocznie tego typu dyskusje nie były niczym nowym, zwłaszcza gdy spotkały się dwa silne charaktery o zupełnie różnych podejściach do życia.
- Czemu jesteś taka uparta? Oczywiście, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Co tym razem powiesz ojcu? Jak będziesz taka wybredna, to nigdy Cię nie wydam za mąż. - głos należał do kobiety, stanowczy i o dziwo, przyjemny dla ucha.
- W przeciwieństwie do Ciebie, ojciec ma odrobinę zdrowego rozsądku i przynajmniej próbuje słuchać, co do niego mówię. - drugi głos był mu dobrze znany, chociaż gdy mówiła tak szybko i głośno, dało się słyszeć wdzierający się na siłę akcent.
- Twój ojciec nie ma o tym pojęcia. Mogłabyś przynajmniej spróbować, korona by Ci z głowy nie spadła dziecko. Gdy ja byłam w Twoim wieku, miałaś już dziesięć lat!
- Nie spadła, bo w przeciwieństwie do Ciebie, jej nie noszę. No i widzisz, jak Ci to wyszło?
Gdy drzwi się otworzyły, obydwie zamilkły i spojrzały w ich stronę — Pandora w swoich obciętych na krótko dzwonach, które pozbawione nogawek sięgały jej połowy uda i jasnej koszulce jakiegoś mugolskiego zespołu, za dużej o kilka rozmiarów, umorusana na policzku oraz dłoniach smarem z tkwiącym za uchem ołówkiem, oraz małym śrubokrętem. Stojąca naprzeciw niej kobieta nie była stara — na upartego można było nazwać je siostrami, bo jej matka przesadnie dbała o zachowywanie młodości. Ubrana w elegancką sukienkę i z kokiem, miała na sobie makijaż oraz mnóstwo biżuterii.
Twarz Prewettówny momentalnie złagodniała i obdarzyła go szerokim uśmiechem, jakby niedowierzająco w to, że faktycznie zdecydował się Turcję odwiedzić i nawet ruszyła w jego stronę, ale matka zasłoniła jej drogę ręką, na no ta ściągnęła brwi i spojrzała na nią zaskoczona.
- Pandora, jeśli nie umiesz się zachowywać, jak młoda dama, to idź i przynajmniej się doprowadź do porządku i ubierz, jak jedna. Co Twój przyjaciel sobie pomyśli?
- Zapewniam Cię, że jemu to nie robi różnicy. I doprowadziłabym się do ładu, gdybyś nie robiła mi od czterdziestu minut wywodu, mamo. - stwierdziła zgodnie z prawdą, bo miała przecież w planach pozbycia się tego smaru z rąk.
- Mnie robi. I kochanie.. - nawet nie musiała odwracać w stronę córki głowy, aby dostrzec, że brała w rękę kolejną koszulkę, która leżała luźno na krześle. - Nie ubieraj się proszę, jak pracownik mugolskiej budowy lub gość szemranych klubów. Masz mnóstwo odpowiednich strojów.
Dziewczyna zacisnęła usta, kręcąc głową z niedowierzaniem i uniosła dłonie, poruszając palcami, tak jakby miała swoją matkę za chwilę udusić. Była okropna! Wywróciła oczami, następnie posyłając mu przepraszające spojrzenie i zgarnęła pierwszy lepszy materiał z wieszaka, który wystawał z uchylonej szafy, kierując się następie do należącej do pokoju łazienki.
- Musisz jej wybaczyć, mój Drogi. Jest niesforna, ale to dobra dziewczyna. - kobieta podeszła do niego z uśmiechem, przyglądając mu się badawczo zielonymi oczyma. Miała surowe spojrzenie, ale nie wydawała się przesadnie straszną kobietą, przynajmniej dla gości. Władcza aura nieco przygasła.- Mam nadzieję, że nie sprawiła Ci zbyt dużo kłopotów. I dziękuje, że się nią zająłeś, gdy była na jednej z tych swoich.. Wycieczek. Opowiadała mi trochę o Tobie. Poleciłam przygotować Ci gościnną sypialnię, czuj się proszę, jak u siebie. Potem przyślę Ci kogoś, żebyś nie musiał się niczym przejmować. Podróż Ci dobrze minęła?
Od razu mówiła do niego na Ty, zupełnie nie przejmując się faktem, że widziała go pierwszy raz na oczy. Gdy drzwi od łazienki otworzyły się gwałtownie, Ayday odwróciła głowę i zmierzyła córkę wzrokiem, wzdychając ciężko i podchodząc do niej, poprawiła jej sukienkę.
- Ileż byłoby łatwiej moje dziecko, gdybyś była chłopcem. Pamiętaj, o ósmej. Nie spóźnij się.
- Taką mamy umowę, jakie mam wyjście? Godzina, nie dłużej.
- Oczywiście Twój przyjaciel może również do nas dołączyć. Zejdziecie do ogrodu na herbatę?
- Nie.
Kobieta machnęła ręką na córkę, powracając do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się pogodnie, kierując jednocześnie w stronę drzwi. - Mam nadzieję, że później będziemy mieli okazję porozmawiać. Layla potem będzie do Twojej dyspozycji.
Gdy kobieta zniknęła za drzwiami, Pandora podbiegła i je zamknęła, marudząc coś pod nosem po turecku, prawdopodobnie pytając bogów, dlaczego jej matka musi być akurat tak nieznośna.
- Nie słuchaj jej, nie przejmuj się nią, ignoruj ją. - poinstruowała go ze wzruszeniem ramion, a zirytowaną wcześniej twarz rozjaśnił już znacznie bardziej pasujący do Pandory uśmiech. - A więc jednak się trochę za mną stęskniłeś? - zapytała zadziornie, poprawiając ramiączka od prostej, białej sukienki, którą złapała z szafy, a potem podbiegła do niego, przytulając go na przywitanie. Wciąż z tym śrubokrętem za uchem, którego zapomniała wyjąć. - Nie chcesz iść na tę herbatę, prawda? - zapytała jeszcze z nadzieją w głosie, opadając na całe stopy, bo wcześniej musiała stanąć na palcach, żeby dosięgnąć i przesuwając rękoma z jego szyi, na ramiona.
Pokój Pandory był dużym pomieszczeniem o kształcie prostokąta i był tak samo chaotyczny, jak ona. W prawym krańcu od drzwi znajdowało się łóżko otoczone jasnym baldachimem i ze skrzynią w nogach, a przy nim wejście na uchylony taras. Nad nim tkwiła przybita do ściany półka, gdzie mógł dostrzec mnóstwo drobiazgów — wliczając w to wianek, który jej zrobił, a także pluszową owcę. Przy łóżku stały również nocne szafki, na których tkwiły stosy książek. W oknie obok wejścia na balkon stał teleskop, a naprzeciw niego były drzwi prowadzące do łazienki. Poza tym w pokoju znajdowało się również narożne biurko pełne przedmiotów w różnym stadium budowy oraz narzędzi, nad którym ściana pełna była rysunków. Przy ścianie stała drabina, obok niej wysoki regał, pełen książek. Miała niewielką toaletkę, gdzie poza małą szkatułką i szczotką do włosów, również tkwiły książki, nawet taka o Islandii. Jeden z parapetów został przerobiony na siedzisko pełne poduch, a przy nim znajdował się niewielki stolik. Było tu kilka kwiatów w kolorowych donicach i w przeciwieństwie do reszty domu, miała drewnianą podłogę z niewielkim dywanikiem przy łóżku. Gdyby spojrzał do góry, dostrzegłby pomalowany na granatowo sufit, na którym były narysowane gwiazdy i podpisane białą farbą konstelację, a także księżyc. Gdzieś zza regału wyglądała głowa pegaza, również narysowana czarną farbą na ścianie.
Pandora wbijała w niego wzrok, widocznie się nad czymś zastanawiając. Bo przecież wiedziała, jak nieznośna mogła być jej rodzina (jakby sama taka nie była) i musiała znaleźć najlepsze rozwiązanie, żeby mu tego oszczędzić. Nie wspominając już o tym, że była pewna obaw odnośnie do tematów, które mogły poruszyć jej kuzyni oraz kuzynki. Słysząc skrzypnięcie, ściągnęła brwi i odwróciła twarz w stronę drzwi. - Prywatność w tym domu nie istnieje. Merlin mi świadkiem, że kiedyś ich zabije. Nie przejmuj się, jak się stąd wydostaniemy, to będzie lepiej.
Oczywiście uprzedziła o swoim gościu, więc otwierający mu drzwi chłopak, wcale nie był zaskoczony wizytą. Uśmiechnął się szeroko, skłaniając głową na przywitanie i wpuścił go do chłodnego i przestronnego holu, gdzie było jeszcze więcej kwiatów w wazonach oraz donicach, a ściany zdobiły obrazy w złotych ramkach. Drewniane meble były ciężkie i stare, o mosiężnych klameczkach. Na podłodze oczywiście były dywany — dominowała tam czerwień i beże. Widocznie Pandora od razu poinstruowała pracownika, aby ten zaprowadził go do niej do pokoju, bo brunet o dużych, złotawych oczach skierował się w stronę schodów, które prowadziły na wyższe piętra. Jej pokój był na drugim, zresztą ten, który był przygotowany dla Islandczyka również. Mógł czuć na sobie wiele zaciekawionych spojrzeń, ale wszyscy witali się z uśmiechem i gościnnością, niezależnie czy należeli do rodziny, czy do pracowników.
Na korytarzu dało się słyszeć podniesione głosy, za co odprowadzający go chłopak przeprosił tylko za pomocą zakłopotanego uśmiechu i krótkiego komentarza, żeby nie zwracał na to uwagi. Widocznie tego typu dyskusje nie były niczym nowym, zwłaszcza gdy spotkały się dwa silne charaktery o zupełnie różnych podejściach do życia.
- Czemu jesteś taka uparta? Oczywiście, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Co tym razem powiesz ojcu? Jak będziesz taka wybredna, to nigdy Cię nie wydam za mąż. - głos należał do kobiety, stanowczy i o dziwo, przyjemny dla ucha.
- W przeciwieństwie do Ciebie, ojciec ma odrobinę zdrowego rozsądku i przynajmniej próbuje słuchać, co do niego mówię. - drugi głos był mu dobrze znany, chociaż gdy mówiła tak szybko i głośno, dało się słyszeć wdzierający się na siłę akcent.
- Twój ojciec nie ma o tym pojęcia. Mogłabyś przynajmniej spróbować, korona by Ci z głowy nie spadła dziecko. Gdy ja byłam w Twoim wieku, miałaś już dziesięć lat!
- Nie spadła, bo w przeciwieństwie do Ciebie, jej nie noszę. No i widzisz, jak Ci to wyszło?
Gdy drzwi się otworzyły, obydwie zamilkły i spojrzały w ich stronę — Pandora w swoich obciętych na krótko dzwonach, które pozbawione nogawek sięgały jej połowy uda i jasnej koszulce jakiegoś mugolskiego zespołu, za dużej o kilka rozmiarów, umorusana na policzku oraz dłoniach smarem z tkwiącym za uchem ołówkiem, oraz małym śrubokrętem. Stojąca naprzeciw niej kobieta nie była stara — na upartego można było nazwać je siostrami, bo jej matka przesadnie dbała o zachowywanie młodości. Ubrana w elegancką sukienkę i z kokiem, miała na sobie makijaż oraz mnóstwo biżuterii.
Twarz Prewettówny momentalnie złagodniała i obdarzyła go szerokim uśmiechem, jakby niedowierzająco w to, że faktycznie zdecydował się Turcję odwiedzić i nawet ruszyła w jego stronę, ale matka zasłoniła jej drogę ręką, na no ta ściągnęła brwi i spojrzała na nią zaskoczona.
- Pandora, jeśli nie umiesz się zachowywać, jak młoda dama, to idź i przynajmniej się doprowadź do porządku i ubierz, jak jedna. Co Twój przyjaciel sobie pomyśli?
- Zapewniam Cię, że jemu to nie robi różnicy. I doprowadziłabym się do ładu, gdybyś nie robiła mi od czterdziestu minut wywodu, mamo. - stwierdziła zgodnie z prawdą, bo miała przecież w planach pozbycia się tego smaru z rąk.
- Mnie robi. I kochanie.. - nawet nie musiała odwracać w stronę córki głowy, aby dostrzec, że brała w rękę kolejną koszulkę, która leżała luźno na krześle. - Nie ubieraj się proszę, jak pracownik mugolskiej budowy lub gość szemranych klubów. Masz mnóstwo odpowiednich strojów.
Dziewczyna zacisnęła usta, kręcąc głową z niedowierzaniem i uniosła dłonie, poruszając palcami, tak jakby miała swoją matkę za chwilę udusić. Była okropna! Wywróciła oczami, następnie posyłając mu przepraszające spojrzenie i zgarnęła pierwszy lepszy materiał z wieszaka, który wystawał z uchylonej szafy, kierując się następie do należącej do pokoju łazienki.
- Musisz jej wybaczyć, mój Drogi. Jest niesforna, ale to dobra dziewczyna. - kobieta podeszła do niego z uśmiechem, przyglądając mu się badawczo zielonymi oczyma. Miała surowe spojrzenie, ale nie wydawała się przesadnie straszną kobietą, przynajmniej dla gości. Władcza aura nieco przygasła.- Mam nadzieję, że nie sprawiła Ci zbyt dużo kłopotów. I dziękuje, że się nią zająłeś, gdy była na jednej z tych swoich.. Wycieczek. Opowiadała mi trochę o Tobie. Poleciłam przygotować Ci gościnną sypialnię, czuj się proszę, jak u siebie. Potem przyślę Ci kogoś, żebyś nie musiał się niczym przejmować. Podróż Ci dobrze minęła?
Od razu mówiła do niego na Ty, zupełnie nie przejmując się faktem, że widziała go pierwszy raz na oczy. Gdy drzwi od łazienki otworzyły się gwałtownie, Ayday odwróciła głowę i zmierzyła córkę wzrokiem, wzdychając ciężko i podchodząc do niej, poprawiła jej sukienkę.
- Ileż byłoby łatwiej moje dziecko, gdybyś była chłopcem. Pamiętaj, o ósmej. Nie spóźnij się.
- Taką mamy umowę, jakie mam wyjście? Godzina, nie dłużej.
- Oczywiście Twój przyjaciel może również do nas dołączyć. Zejdziecie do ogrodu na herbatę?
- Nie.
Kobieta machnęła ręką na córkę, powracając do niego spojrzeniem i uśmiechnęła się pogodnie, kierując jednocześnie w stronę drzwi. - Mam nadzieję, że później będziemy mieli okazję porozmawiać. Layla potem będzie do Twojej dyspozycji.
Gdy kobieta zniknęła za drzwiami, Pandora podbiegła i je zamknęła, marudząc coś pod nosem po turecku, prawdopodobnie pytając bogów, dlaczego jej matka musi być akurat tak nieznośna.
- Nie słuchaj jej, nie przejmuj się nią, ignoruj ją. - poinstruowała go ze wzruszeniem ramion, a zirytowaną wcześniej twarz rozjaśnił już znacznie bardziej pasujący do Pandory uśmiech. - A więc jednak się trochę za mną stęskniłeś? - zapytała zadziornie, poprawiając ramiączka od prostej, białej sukienki, którą złapała z szafy, a potem podbiegła do niego, przytulając go na przywitanie. Wciąż z tym śrubokrętem za uchem, którego zapomniała wyjąć. - Nie chcesz iść na tę herbatę, prawda? - zapytała jeszcze z nadzieją w głosie, opadając na całe stopy, bo wcześniej musiała stanąć na palcach, żeby dosięgnąć i przesuwając rękoma z jego szyi, na ramiona.
Pokój Pandory był dużym pomieszczeniem o kształcie prostokąta i był tak samo chaotyczny, jak ona. W prawym krańcu od drzwi znajdowało się łóżko otoczone jasnym baldachimem i ze skrzynią w nogach, a przy nim wejście na uchylony taras. Nad nim tkwiła przybita do ściany półka, gdzie mógł dostrzec mnóstwo drobiazgów — wliczając w to wianek, który jej zrobił, a także pluszową owcę. Przy łóżku stały również nocne szafki, na których tkwiły stosy książek. W oknie obok wejścia na balkon stał teleskop, a naprzeciw niego były drzwi prowadzące do łazienki. Poza tym w pokoju znajdowało się również narożne biurko pełne przedmiotów w różnym stadium budowy oraz narzędzi, nad którym ściana pełna była rysunków. Przy ścianie stała drabina, obok niej wysoki regał, pełen książek. Miała niewielką toaletkę, gdzie poza małą szkatułką i szczotką do włosów, również tkwiły książki, nawet taka o Islandii. Jeden z parapetów został przerobiony na siedzisko pełne poduch, a przy nim znajdował się niewielki stolik. Było tu kilka kwiatów w kolorowych donicach i w przeciwieństwie do reszty domu, miała drewnianą podłogę z niewielkim dywanikiem przy łóżku. Gdyby spojrzał do góry, dostrzegłby pomalowany na granatowo sufit, na którym były narysowane gwiazdy i podpisane białą farbą konstelację, a także księżyc. Gdzieś zza regału wyglądała głowa pegaza, również narysowana czarną farbą na ścianie.
Pandora wbijała w niego wzrok, widocznie się nad czymś zastanawiając. Bo przecież wiedziała, jak nieznośna mogła być jej rodzina (jakby sama taka nie była) i musiała znaleźć najlepsze rozwiązanie, żeby mu tego oszczędzić. Nie wspominając już o tym, że była pewna obaw odnośnie do tematów, które mogły poruszyć jej kuzyni oraz kuzynki. Słysząc skrzypnięcie, ściągnęła brwi i odwróciła twarz w stronę drzwi. - Prywatność w tym domu nie istnieje. Merlin mi świadkiem, że kiedyś ich zabije. Nie przejmuj się, jak się stąd wydostaniemy, to będzie lepiej.