08.05.2023, 19:57 ✶
- Hej, postaraj się tam nie patrzeć - Zwróciłam się teraz do przerażonego chłopca, który był prawdopodobnie świadkiem kolejnej z wielu śmierci podczas tegorocznych obchodów Beltane. Współczułam mu i nie wyobrażałam sobie nawet, z jaką traumą będzie musiał teraz żyć. - Byłeś wcześniej z rodzicami? Wiesz może, gdzie ich zgubiłeś? - Spytałam go jeszcze, zastanawiając się, gdzie mogą znajdować się jego opiekunowie. Miałam nadzieję, że przez dzisiejsze wydarzenia nie zostanie sierotą, choć obawiałam się, że to bardzo możliwe.
Będąc w Paryżu, moja wiedza o poplecznikach Czarnego Pana była ograniczona. Ograniczała się tylko do tego, co czytałam w tamtejszych magicznych gazetach. Nie sądziłam, że odważą się zasiać chaos podczas obchodów Beltane.
Kiedy Giovanni mówił o tym, żeby skupić się na przyjaznych wspomnieniach i dał przykład szkockiej szkoły, spojrzałam się mimowolnie i wymownie w stronę Fergusa. Jego obecność mogła przeszkadzać mi w rzuceniu Patronusa i miałam szczerą nadzieję, że jest przynajmniej tego świadom.
Zdecydowałam się mimo wszystko znowu spróbować wyczarować Patronusa. Starałam przypomnieć się duszącą atmosferę szklarni mojego ojca, jak razem zajmowaliśmy się wtedy roślinami i małym kociołkiem na palniku. Miałam wtedy może z dziewięć/dziesięć lat? Na pewno były to czasy przed Hogwartem. Te, które wspominam ciepło.
Nieważne od efektu, zaczęłam teraz kroczyć z Lindą w kierunku lasu:
- To nie jest zwykła rzeź, prawda? Jeżeli on tu jest, to musi mieć w tym jakiś większy cel... - Zwróciłam się do staruszki, która pomimo grubego bielma na gałkach ocznych, zdawała się widzieć więcej, niż my wszyscy razem wzięci. Byłam ciekawa jej zdania. Może domyślała się lub jakimś cudem wiedziała, po co się tutaj zjawili. Obecność tego, którego imienia nie wolno wymawiać, nie napawała mnie optymizmem.
[Rzut na kształtowanie w celu wyczarowania patronusa - owcy]
Będąc w Paryżu, moja wiedza o poplecznikach Czarnego Pana była ograniczona. Ograniczała się tylko do tego, co czytałam w tamtejszych magicznych gazetach. Nie sądziłam, że odważą się zasiać chaos podczas obchodów Beltane.
Kiedy Giovanni mówił o tym, żeby skupić się na przyjaznych wspomnieniach i dał przykład szkockiej szkoły, spojrzałam się mimowolnie i wymownie w stronę Fergusa. Jego obecność mogła przeszkadzać mi w rzuceniu Patronusa i miałam szczerą nadzieję, że jest przynajmniej tego świadom.
Zdecydowałam się mimo wszystko znowu spróbować wyczarować Patronusa. Starałam przypomnieć się duszącą atmosferę szklarni mojego ojca, jak razem zajmowaliśmy się wtedy roślinami i małym kociołkiem na palniku. Miałam wtedy może z dziewięć/dziesięć lat? Na pewno były to czasy przed Hogwartem. Te, które wspominam ciepło.
Nieważne od efektu, zaczęłam teraz kroczyć z Lindą w kierunku lasu:
- To nie jest zwykła rzeź, prawda? Jeżeli on tu jest, to musi mieć w tym jakiś większy cel... - Zwróciłam się do staruszki, która pomimo grubego bielma na gałkach ocznych, zdawała się widzieć więcej, niż my wszyscy razem wzięci. Byłam ciekawa jej zdania. Może domyślała się lub jakimś cudem wiedziała, po co się tutaj zjawili. Obecność tego, którego imienia nie wolno wymawiać, nie napawała mnie optymizmem.
[Rzut na kształtowanie w celu wyczarowania patronusa - owcy]
Rzut O 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!