08.05.2023, 20:43 ✶
Gdyby ją zapytał, uznałaby, że jego ukochana Islandia jest znacznie piękniejsza. Były tu pewne miejsca, które zapierały dech w piersiach, ale cała reszta była zbyt rozdmuchana, zbyt świecąca. Chociaż i tak było to lepsze niż ponura Anglia. Spotkanie północy z południem musiało być intensywne i pełne nieprzewidywalnych zdarzeń, tego była pewna, ale kto miał sobie z tym poradzić, jak nie Hjalmar?
Pandora niezbyt często zapraszała gości, tym bardziej tak wyróżniających się sylwetką na tle pozostałych mieszkańców domu. Nic więc dziwnego, że mnóstwo par oczu wpatrywało się w niego z zaintrygowaniem, czasem kokieterią, a czasem i zazdrością — miał cały wachlarz emocji do wyboru. I tego jasne włosy, jasne oczy — wyróżniał się nawet bardziej niż ona, gdy odwiedzała północną krainę.
Chłopak spojrzał na niego z odrobiną rozbawienia i wdzięcznością, otwierając przed nim drzwi i skupiając na nich tym samym uwagę, przerywając dyskusję — całe szczęście, bo jeszcze trochę i brunetka byłaby skłonna zrobić rodzicielce krzywdę, ale żeby nie było, takie rzeczy przechodzą w genach i jej matka zapewne nie raz rozważała zamknięcie jej na jakimś statku na środku oceanu, gdzie nie miałaby wyboru i musiałaby z nią współpracować. Im mniej ze sobą przebywały, tym było chyba lepiej.
Jego widok od razu poprawił jej humor, nawet odechciało się wytykać Ayday tego, że zbyt młodo ją urodziła i teraz miała za swoje, bo czego oczekiwała, jak dziecko wychowywało dziecko? Zlustrowała go wzrokiem z podekscytowaniem, które tak łatwo było dostrzec w jej oczach. Nic więc dziwnego, że chciała matkę udusić, gdy ta jej zablokowała drogę ręką i uniemożliwiła przyzwoite przywitanie się z niedźwiadkiem, nie wspominając o wytykaniu jej ubioru. Jakby miał jakiekolwiek znaczenie! W spodenkach było wygodniej niż w sukienkach, nie musiała się martwić w przypadku niespodzianek w przygotowanym przez nią planie. Islandczyk wyglądał normalnie, jak typowy mężczyzna i zresztą Pani Prewett była przekonana, że u nich to aż tak nie było ważne. Wyglądał schludnie i dobrze, nic więc dziwnego, że kobieta obdarzała go pogodnym uśmiechem, kiedy ją wywaliła do łazienki.
O piciu, paleniu, wapniaczkach na drzewo nie wspominała, bo mogłaby to źle znieść. Wiele o zachowaniach Pandory nie wiedziała lub zwyczajnie nie pozwalała sobie dostrzec, idealizując obraz swojej jedynej córki na tyle, ile umiała. Marzyła o ułożonej i grzecznej dziewczynie, eleganckiej i dumnej, a trafiła na to, co trafiła. Mogło być gorzej?
- Doprawdy? Nie chce mi się wierzyć, musisz mieć na nią dobry wpływ. Dobrze Ci patrzy z oczu chłopcze. - roześmiała się i pokręciła głową z niedowierzaniem, wprawiając w ruch błyszczące kolczyki uwieńczone czerwonymi łezkami. - Nie dziękuj, naprawdę. Niewiele osób Pandorka przyprowadza do domu i dla mnie to sama przyjemność, móc poznać jej znajomych. - przesunęła zielonymi oczami po jego policzkach, wzdychając z zaniepokojeniem. - Layla przygotuje Ci może później kąpiel, a ja zaopatrzę Cię w odpowiednią ochronę przed słońcem, żebyś sobie nic dziecko nie zrobił.
Chwilę później matka już poprawiała jej tą nieszczęsną sukienkę, a ona dostrzegła krytyczne spojrzenie w stronę włosów, ale na szczęście powstrzymała się od komentarza, obdarzając kobietę krótkim uśmiechem, pytającym, czy aby teraz było według niej odpowiednio. Na całe szczęście wyszła, a ta zamknęła za nią drzwi.
- Nie mów mi, że rzuciła na Ciebie ten swój urok i jeszcze ją polubiłeś? - rzuciła jeszcze z pytającym i pełnym zwątpienia głosem, zerkając w jego kierunku, trzymając dłoń na drewnianych drzwiach. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz zwyczajnie nie mogła się powstrzymać, żeby go nie przytulić na przywitanie, co jej wcześniej brutalnie przerwano. Na jego słowa prychnęła z niezadowoleniem, robiąc smutną miną. - To niedobrze. - zauważyła krótko, a potem jej uwagę przykuł tkwiący przy szyi rzemyk. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że pozbawił ją jednego z jej ulubionych śrubokrętów, o którym całkiem zapomniała. Przesunęła palcami po jego szyi, wysuwając niedźwiadka i jak kiedyś, dotykając go w nos. - Cały czas go nosisz! - uśmiechnęła się do niego promiennie, podnosząc wzrok z wysokości jego torsu i odchylając nieco głowę do tyłu, aby odszukać błękitnych oczu. Jak stała tak blisko, różnica wzrostu była bardziej odczuwalna.
Zamrugała zaskoczona jego słowami, rozchylając nieco usta. Jakby zabrał jej zabawkę, zabronił czegoś lub chciał zabrać na jedno z wielkich przyjęć, których nie lubiła. - Nie chcesz..? - powtórzyła jeszcze z odrobiną nadziei, którą jednak szybko rozwiał. Był gościem, nie mogła mu odmówić. Chrząknęła, obracając wisiorkiem w palcach z odrobiną zaniepokojenia. Czy on był świadomy, jak oni się wszyscy na niego rzucą? Pandora przy całej swojej rodzinie była aniołem, całkowicie znośnym. - Oczywiście, pójdziemy. - dodała zaraz, nim odwróciła głowę w stronę drzwi.
Czego innego mogła się spodziewać jak tego skrzypienia?
- Pozwól, że dam Ci przedsmak ogrodu, mój Niedźwiadku. - szepnęła tylko z nieprzyzwoicie figlarnym, odrobinę złośliwym uśmieszkiem, odkładając grzecznie wisiorek na jego tors, po czym odsunęła się bezgłośnie i podeszła do drzwi. Złapała za klamkę, przykładając ucho do drewna i uśmiechnęła się pod nosem, słysząc stłumione szepty. Wyjątkowo mogły się jej przydać one wszystkie. Gwałtownie otworzyła drzwi, a do środka wpadły trzy dziewczęta z piskiem, próbując się nie przewrócić. Za nimi weszły jeszcze dwie, w tym jedna z ciążowym brzuchem. Pandora skrzyżowała ręce na piersiach, przesuwając po ich twarzach wzrokiem.
- Mogłyście zapukać. - rzuciła do tych trzech, niezwykle do siebie podobnych. Były młodsze od nich, ubrane w gustowne sukienki, które podkreślały ich pełne kształty. Miały mnóstwo biżuterii i długie, czarne włosy zaplecione w finezyjne koki z warkoczy. Dwie pozostałe były odrobinę starsze, jedna z nich miała kasztanowe włosy i jasne oczy, a ta z brzuszkiem, trochę rudawe pasma, puszczone luzem na ramiona. Były obydwie skromniej ubrane, chociaż wciąż miały mnóstwo świecidełek i pełen makijaż. - Ale że was dwie te diabły wyciągnęły, to naprawdę jestem zaskoczona. Nie powinnaś tyle chodzić Ismet.
- Oh nie gniewaj się! Byłyśmy ciekawe. - odpowiedziała jej jedna z rzekomych diabłów, prostując się i uśmiechając się ślicznie. Wszystkie trzy wbijały wzrok w Islandczyka, a Pandora zaśmiała się pod nosem, przenosząc na niego błyszczące spojrzenie.
- Hjalmar - moje kuzynki. Deniz, Hayat i Zehra. A te dwie to Ismet i Su.
Oparła się o ścianę, przymykając drzwi i obserwowała z rozbawieniem, jak trzy dziewczęta podeszły do niego, zasypując go całym gradem pytań, a także komentując to, jak ładne miał oczy i jasne włosy. Jedna nawet nieśmiało próbowała przesunąć palcami po jego ramieniu.
- Może chciałbyś pójść ze mną wieczorem na przyjęcie? - zapytała Zehir, zgarniając kokieteryjnie pasmo włosów za ucho i prostując plecy, aby wyeksponować swój naszyjnik, a Deniz szturchnęła ją z łokcia, przepychając się do przodu. Cała trojka była siedemnastym, a dziewiętnastym rokiem życia.
- Może wolałbyś ze mną?
Ciekawe, czy nadal będzie chciał iść na herbatkę? Ismet spojrzała na Pandorę z niedowierzaniem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a blondynem, trzymając dłoń na swoim brzuchu. Su się nie odzywała, chichocząc czasem, cała zarumieniona.
- Mój brat mówił, że wieczorem chce go zabrać na piwo i do dzielnicy zabaw. - oznajmiła Hayat, krzyżując ręce na piersiach. Była najniższa, nieco drobniejsza od swoich sióstr. - Więc możesz iść ze mną, a później z nimi. Naprawdę mieszkasz na Islandii? I umiesz walczyć? Pewnie dlatego masz takie mięśnie!
- Ciotka znowu Cię zmusiła? - szepnęła w jej kierunku rudowłosa, wzdychając ciężko. Była żoną jej ulubionego kuzyna, więc tym samym, jedną z ulubionych osób Pandory. Nie była też Turczynką jak pozostałe. Czekoladowe spojrzenie przesunęło się z osaczonego miśka na dziewczynę i wzruszyła ramionami, przytakując, a potem jedynie objęła ją ręką, dając całusa w polik.
- Nie przejmuj się tym.
- Nie powinnaś go uratować przed nimi? Wiesz, że nie odpuszczą.
- Może i powinnam. - odszepnęła z westchnięciem, odsuwając się od dziewczyny ostrożnie. Podeszła do swoich kuzynek, stając między nimi, a Hjalmarem, odsuwając pewnym ruchem ich dłonie. Przekręciła głową na bok, przyglądając im się karcąco.
- Nie możecie być takie nachalne i być takimi egoistkami. Trochę szacunku. A poza tym, to mój gość i wcale nie powiedziałam, że się nim podzielę. - wzruszyła ramionami, odwracając głowę przez ramię i patrząc na niego, uśmiechnęła się niewinnie. - Chyba że by chciał?
Pandora niezbyt często zapraszała gości, tym bardziej tak wyróżniających się sylwetką na tle pozostałych mieszkańców domu. Nic więc dziwnego, że mnóstwo par oczu wpatrywało się w niego z zaintrygowaniem, czasem kokieterią, a czasem i zazdrością — miał cały wachlarz emocji do wyboru. I tego jasne włosy, jasne oczy — wyróżniał się nawet bardziej niż ona, gdy odwiedzała północną krainę.
Chłopak spojrzał na niego z odrobiną rozbawienia i wdzięcznością, otwierając przed nim drzwi i skupiając na nich tym samym uwagę, przerywając dyskusję — całe szczęście, bo jeszcze trochę i brunetka byłaby skłonna zrobić rodzicielce krzywdę, ale żeby nie było, takie rzeczy przechodzą w genach i jej matka zapewne nie raz rozważała zamknięcie jej na jakimś statku na środku oceanu, gdzie nie miałaby wyboru i musiałaby z nią współpracować. Im mniej ze sobą przebywały, tym było chyba lepiej.
Jego widok od razu poprawił jej humor, nawet odechciało się wytykać Ayday tego, że zbyt młodo ją urodziła i teraz miała za swoje, bo czego oczekiwała, jak dziecko wychowywało dziecko? Zlustrowała go wzrokiem z podekscytowaniem, które tak łatwo było dostrzec w jej oczach. Nic więc dziwnego, że chciała matkę udusić, gdy ta jej zablokowała drogę ręką i uniemożliwiła przyzwoite przywitanie się z niedźwiadkiem, nie wspominając o wytykaniu jej ubioru. Jakby miał jakiekolwiek znaczenie! W spodenkach było wygodniej niż w sukienkach, nie musiała się martwić w przypadku niespodzianek w przygotowanym przez nią planie. Islandczyk wyglądał normalnie, jak typowy mężczyzna i zresztą Pani Prewett była przekonana, że u nich to aż tak nie było ważne. Wyglądał schludnie i dobrze, nic więc dziwnego, że kobieta obdarzała go pogodnym uśmiechem, kiedy ją wywaliła do łazienki.
O piciu, paleniu, wapniaczkach na drzewo nie wspominała, bo mogłaby to źle znieść. Wiele o zachowaniach Pandory nie wiedziała lub zwyczajnie nie pozwalała sobie dostrzec, idealizując obraz swojej jedynej córki na tyle, ile umiała. Marzyła o ułożonej i grzecznej dziewczynie, eleganckiej i dumnej, a trafiła na to, co trafiła. Mogło być gorzej?
- Doprawdy? Nie chce mi się wierzyć, musisz mieć na nią dobry wpływ. Dobrze Ci patrzy z oczu chłopcze. - roześmiała się i pokręciła głową z niedowierzaniem, wprawiając w ruch błyszczące kolczyki uwieńczone czerwonymi łezkami. - Nie dziękuj, naprawdę. Niewiele osób Pandorka przyprowadza do domu i dla mnie to sama przyjemność, móc poznać jej znajomych. - przesunęła zielonymi oczami po jego policzkach, wzdychając z zaniepokojeniem. - Layla przygotuje Ci może później kąpiel, a ja zaopatrzę Cię w odpowiednią ochronę przed słońcem, żebyś sobie nic dziecko nie zrobił.
Chwilę później matka już poprawiała jej tą nieszczęsną sukienkę, a ona dostrzegła krytyczne spojrzenie w stronę włosów, ale na szczęście powstrzymała się od komentarza, obdarzając kobietę krótkim uśmiechem, pytającym, czy aby teraz było według niej odpowiednio. Na całe szczęście wyszła, a ta zamknęła za nią drzwi.
- Nie mów mi, że rzuciła na Ciebie ten swój urok i jeszcze ją polubiłeś? - rzuciła jeszcze z pytającym i pełnym zwątpienia głosem, zerkając w jego kierunku, trzymając dłoń na drewnianych drzwiach. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz zwyczajnie nie mogła się powstrzymać, żeby go nie przytulić na przywitanie, co jej wcześniej brutalnie przerwano. Na jego słowa prychnęła z niezadowoleniem, robiąc smutną miną. - To niedobrze. - zauważyła krótko, a potem jej uwagę przykuł tkwiący przy szyi rzemyk. Zupełnie nie przeszkadzało jej, że pozbawił ją jednego z jej ulubionych śrubokrętów, o którym całkiem zapomniała. Przesunęła palcami po jego szyi, wysuwając niedźwiadka i jak kiedyś, dotykając go w nos. - Cały czas go nosisz! - uśmiechnęła się do niego promiennie, podnosząc wzrok z wysokości jego torsu i odchylając nieco głowę do tyłu, aby odszukać błękitnych oczu. Jak stała tak blisko, różnica wzrostu była bardziej odczuwalna.
Zamrugała zaskoczona jego słowami, rozchylając nieco usta. Jakby zabrał jej zabawkę, zabronił czegoś lub chciał zabrać na jedno z wielkich przyjęć, których nie lubiła. - Nie chcesz..? - powtórzyła jeszcze z odrobiną nadziei, którą jednak szybko rozwiał. Był gościem, nie mogła mu odmówić. Chrząknęła, obracając wisiorkiem w palcach z odrobiną zaniepokojenia. Czy on był świadomy, jak oni się wszyscy na niego rzucą? Pandora przy całej swojej rodzinie była aniołem, całkowicie znośnym. - Oczywiście, pójdziemy. - dodała zaraz, nim odwróciła głowę w stronę drzwi.
Czego innego mogła się spodziewać jak tego skrzypienia?
- Pozwól, że dam Ci przedsmak ogrodu, mój Niedźwiadku. - szepnęła tylko z nieprzyzwoicie figlarnym, odrobinę złośliwym uśmieszkiem, odkładając grzecznie wisiorek na jego tors, po czym odsunęła się bezgłośnie i podeszła do drzwi. Złapała za klamkę, przykładając ucho do drewna i uśmiechnęła się pod nosem, słysząc stłumione szepty. Wyjątkowo mogły się jej przydać one wszystkie. Gwałtownie otworzyła drzwi, a do środka wpadły trzy dziewczęta z piskiem, próbując się nie przewrócić. Za nimi weszły jeszcze dwie, w tym jedna z ciążowym brzuchem. Pandora skrzyżowała ręce na piersiach, przesuwając po ich twarzach wzrokiem.
- Mogłyście zapukać. - rzuciła do tych trzech, niezwykle do siebie podobnych. Były młodsze od nich, ubrane w gustowne sukienki, które podkreślały ich pełne kształty. Miały mnóstwo biżuterii i długie, czarne włosy zaplecione w finezyjne koki z warkoczy. Dwie pozostałe były odrobinę starsze, jedna z nich miała kasztanowe włosy i jasne oczy, a ta z brzuszkiem, trochę rudawe pasma, puszczone luzem na ramiona. Były obydwie skromniej ubrane, chociaż wciąż miały mnóstwo świecidełek i pełen makijaż. - Ale że was dwie te diabły wyciągnęły, to naprawdę jestem zaskoczona. Nie powinnaś tyle chodzić Ismet.
- Oh nie gniewaj się! Byłyśmy ciekawe. - odpowiedziała jej jedna z rzekomych diabłów, prostując się i uśmiechając się ślicznie. Wszystkie trzy wbijały wzrok w Islandczyka, a Pandora zaśmiała się pod nosem, przenosząc na niego błyszczące spojrzenie.
- Hjalmar - moje kuzynki. Deniz, Hayat i Zehra. A te dwie to Ismet i Su.
Oparła się o ścianę, przymykając drzwi i obserwowała z rozbawieniem, jak trzy dziewczęta podeszły do niego, zasypując go całym gradem pytań, a także komentując to, jak ładne miał oczy i jasne włosy. Jedna nawet nieśmiało próbowała przesunąć palcami po jego ramieniu.
- Może chciałbyś pójść ze mną wieczorem na przyjęcie? - zapytała Zehir, zgarniając kokieteryjnie pasmo włosów za ucho i prostując plecy, aby wyeksponować swój naszyjnik, a Deniz szturchnęła ją z łokcia, przepychając się do przodu. Cała trojka była siedemnastym, a dziewiętnastym rokiem życia.
- Może wolałbyś ze mną?
Ciekawe, czy nadal będzie chciał iść na herbatkę? Ismet spojrzała na Pandorę z niedowierzaniem, wędrując spojrzeniem pomiędzy nią a blondynem, trzymając dłoń na swoim brzuchu. Su się nie odzywała, chichocząc czasem, cała zarumieniona.
- Mój brat mówił, że wieczorem chce go zabrać na piwo i do dzielnicy zabaw. - oznajmiła Hayat, krzyżując ręce na piersiach. Była najniższa, nieco drobniejsza od swoich sióstr. - Więc możesz iść ze mną, a później z nimi. Naprawdę mieszkasz na Islandii? I umiesz walczyć? Pewnie dlatego masz takie mięśnie!
- Ciotka znowu Cię zmusiła? - szepnęła w jej kierunku rudowłosa, wzdychając ciężko. Była żoną jej ulubionego kuzyna, więc tym samym, jedną z ulubionych osób Pandory. Nie była też Turczynką jak pozostałe. Czekoladowe spojrzenie przesunęło się z osaczonego miśka na dziewczynę i wzruszyła ramionami, przytakując, a potem jedynie objęła ją ręką, dając całusa w polik.
- Nie przejmuj się tym.
- Nie powinnaś go uratować przed nimi? Wiesz, że nie odpuszczą.
- Może i powinnam. - odszepnęła z westchnięciem, odsuwając się od dziewczyny ostrożnie. Podeszła do swoich kuzynek, stając między nimi, a Hjalmarem, odsuwając pewnym ruchem ich dłonie. Przekręciła głową na bok, przyglądając im się karcąco.
- Nie możecie być takie nachalne i być takimi egoistkami. Trochę szacunku. A poza tym, to mój gość i wcale nie powiedziałam, że się nim podzielę. - wzruszyła ramionami, odwracając głowę przez ramię i patrząc na niego, uśmiechnęła się niewinnie. - Chyba że by chciał?