08.05.2023, 21:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2023, 21:42 przez Elliott Malfoy.)
Dopił swoje wino w sporym łyku. To smakowało mu już jedynie korzennymi przyprawami. Alkohol stawał się, z wiekiem, sposobem, w który radził sobie z potrzebą trzymania kontroli nad wszystkim - swoimi myślami, ruchami, poczynaniami innych. Był zgubnym kołem ratunkowym, a raczej jego fatamorganą. Odstawił kubek, przypominając swojemu zdrowemu rozsądkowi, że od czasu do czasu należy się powstrzymać, nawet jeżeli chęć stracenia świadomości jest silniejsza od wszystkiego innego.
Wrócił spojrzeniem do siostry. Rozmowa była trudna, a raczej należała do takich, ktora budziła wszystkie niepewności, jakie chciał zabić znieczulicą i wmawianiem sobie, że reputacja rodziny jest silna wystarczająco, aby nikt nie zrzucił go ze stołka. Niestety, paranoiczne, a w tym wypadku raczej (o dziwo) trzeźwo logiczne, myśli podpowiadały inaczej.
- Młodość jawi się w odcieniach bieli i czerni. Życie jest szare, opowiadanie się po stronie jakiejkolwiek innej niż własnego interesu nie przynosi zbyt wiele. Wiernym można byś sobie, swojemu interesowi i rodzinie. A nie głośno wykrzykiwanym poglądom. - opowiedział się za neutralnością, za tym, co ojciec zdawał się głosić przez większość jego młodości, a o czym teraz, pod naporem ciemnych chmur postulatów Czarnego Pana zdawał się zapominać. Podporządkowywał się swojemu własnemu ego, zgorzknieniu, zazdrości. Elliott to widział, bo każde z tych uczuć były mu bardzo znane, zmagał się z ich poskromieniem praktycznie całe życie, chcąc w oczach rodziciela jawić się kimś więcej niż tylko nieudolnym synem, w ktorym pokłada się nadzieje z zasady. Teraz widział, że było to zbędne, bo starszy Malfoy, jak mógł usłyszeć w słowach siostry i na niedzielnych obiadkach, gubił się we własnej pysze, przekładając ją ponad interes rodu, interes swojej własnej przyszłości.
Wolał nie wypowiadać tych wszystkich myśli na głos, Eunice miała swoją przyszłość do przeżycia, chciał aby ta byłą wolna od tego typu zmartwień, ale z takimi nastrojami było to niemożliwe. Nie mogł jej ochronić od świata, w którym żyła, nie mógł też niczego narzucić. Każdy drążył swoja własną ścieżkę.
- Przeszłość nas kształtuje, ale nie możemy w niej żyć. Wszystko idzie do przodu i, aby nie utonąć, musimy się czasem dostosować, a nie za wszelką cenę trzymać się znajomego gruntu, który płonie - odparł enigmatycznie, w przenośni - Oczywiście mam tu na myśli ojca, który nie potrafi się pogodzić z rzeczywistością i tylko bardziej w niej tonie. Nie powinnaś się tym przejmować. Po prostu nie wplątuj się w nic głupiego - westchnął, nieco bardziej ludzko niż wcześniej prowadził rozmowę i wstał z kanapy.
- No ale, żeby nie wplątywać się w nic głupiego, trzeba też się najpierw wyspać - tym sposobem zachęcił ją do udania się na górę, gdzie obydwoje mogli udać się na spoczynek, jeżeli oczywiście chciała i była na to gotowa.
Wrócił spojrzeniem do siostry. Rozmowa była trudna, a raczej należała do takich, ktora budziła wszystkie niepewności, jakie chciał zabić znieczulicą i wmawianiem sobie, że reputacja rodziny jest silna wystarczająco, aby nikt nie zrzucił go ze stołka. Niestety, paranoiczne, a w tym wypadku raczej (o dziwo) trzeźwo logiczne, myśli podpowiadały inaczej.
- Młodość jawi się w odcieniach bieli i czerni. Życie jest szare, opowiadanie się po stronie jakiejkolwiek innej niż własnego interesu nie przynosi zbyt wiele. Wiernym można byś sobie, swojemu interesowi i rodzinie. A nie głośno wykrzykiwanym poglądom. - opowiedział się za neutralnością, za tym, co ojciec zdawał się głosić przez większość jego młodości, a o czym teraz, pod naporem ciemnych chmur postulatów Czarnego Pana zdawał się zapominać. Podporządkowywał się swojemu własnemu ego, zgorzknieniu, zazdrości. Elliott to widział, bo każde z tych uczuć były mu bardzo znane, zmagał się z ich poskromieniem praktycznie całe życie, chcąc w oczach rodziciela jawić się kimś więcej niż tylko nieudolnym synem, w ktorym pokłada się nadzieje z zasady. Teraz widział, że było to zbędne, bo starszy Malfoy, jak mógł usłyszeć w słowach siostry i na niedzielnych obiadkach, gubił się we własnej pysze, przekładając ją ponad interes rodu, interes swojej własnej przyszłości.
Wolał nie wypowiadać tych wszystkich myśli na głos, Eunice miała swoją przyszłość do przeżycia, chciał aby ta byłą wolna od tego typu zmartwień, ale z takimi nastrojami było to niemożliwe. Nie mogł jej ochronić od świata, w którym żyła, nie mógł też niczego narzucić. Każdy drążył swoja własną ścieżkę.
- Przeszłość nas kształtuje, ale nie możemy w niej żyć. Wszystko idzie do przodu i, aby nie utonąć, musimy się czasem dostosować, a nie za wszelką cenę trzymać się znajomego gruntu, który płonie - odparł enigmatycznie, w przenośni - Oczywiście mam tu na myśli ojca, który nie potrafi się pogodzić z rzeczywistością i tylko bardziej w niej tonie. Nie powinnaś się tym przejmować. Po prostu nie wplątuj się w nic głupiego - westchnął, nieco bardziej ludzko niż wcześniej prowadził rozmowę i wstał z kanapy.
- No ale, żeby nie wplątywać się w nic głupiego, trzeba też się najpierw wyspać - tym sposobem zachęcił ją do udania się na górę, gdzie obydwoje mogli udać się na spoczynek, jeżeli oczywiście chciała i była na to gotowa.
Koniec sesji
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦