Kiedy jesteś w szkole i musisz wybrać swoją przyszłą karierę, to jakoś ostatnie o czym myślisz to ludzkie tragedie. Wiesz, że gdyby mugole się zawzięli, to mogliby zalać czarodziejów ilością i dlatego takie kluczowe było, by ich świat nie dowiedział się o tym, co jest niedostępne dla nich za zasłoną. Jak wiele z tego tracą. Bo ewentualna wojna byłaby krwawa. Pamiętasz, że czasem zdarza się, że jakiś młody czarodziej przypadkiem zmanifestuje swoją obecność, narobi szkód w otoczeniu i trzeba posprzątać. Posprzątać i wyczyścić niektórym pamięć, a niektórym wyjaśnić co się właściwie dzieje. Czasami jakiemuś czarnoksiężnikowi się skapnie na mugolski świat i trzeba wzywać i aurorów, żeby go spacyfikowali i ich, z Pogotowia, by przywrócili wszystko do stanu sprzed. Tu naprawili, tu zmodyfikowali pamięć, tu kogoś uleczyli… Czasami trzeba zbierać czarodzieja po nieudanej teleportacji. A czasami…
Czasami przybywali do pozornie prostej sprawy, opisanej przykładami z powyżej, by zorientować się, że nic nie jest takie, jakie miało być.
Z początku musieli się wydawać zwykłymi urzędnikami; on w garniturze, uczesany i schludny, i ona – w zgrabnej ciemnej spódnicy, wsadzonej weń beżowej koszuli i żakiecie, z długimi włosami zaplecionymi w idealny dobierany warkocz. Wiedzieli jak wtopić się w tło mugoli, a nawet i pośród czarodziejów ze swoimi strojami nie wyglądali jak na dziwaków.
I po co było to wszystko? Po co jedni mieszali się w świat drugich, a drudzy w świat tych pierwszych? Lestrange mogła nie być fanką mugoli, choć przecież sama wybrała dla siebie tę pracę (dla większego dobra!), ale widząc ogrom tragedii, jaka wydarzyła się w tym domu, i to wcale nie z winy mugoli, a na nieszczęście czarodzieja, to jakoś… Poruszało to jej serce. To chyba ze względu na te biedne dzieci, które niczego nie rozumiały, a stały się ofiarami.
Z mugolakami to tak chyba właśnie było. Te problemy. Jedną nogą tu, drugą nogą tam i nigdzie całkowicie. Zamiast zrozumieć, że kiedy jesteś czarodziejem, to wypadałoby porzucić stare życie, bo trudno będzie wyjaśnić pewne rzeczy i mugole zaczną coś podejrzewać – to nie. Musieli ciągle wracać i mieszać. I później mieliśmy taką tragedię jak ta.
I ktoś musiał wyjaśnić tej mugolce co jest grane. Że ma syna czarodzieja. Że pójdzie do szkoły magii. Że nie jest dziwadłem. Że to co tu się stało to paskudny wypadek i że uzdrowiciele zaraz uleczą jej synka i zobaczą co da się zrobić z jej… partnerem. Że wszystko wróci do… Nie. Że nic nie wróci do normy. I że trzeba złapać ojca jednego z jej dzieci. To było ich zadanie – ogarnąć ten… syf. Ulysses naprawiał pokój dziecka, Victoria zajmowała się salonem. I psychologicznym dramatem.
To nie była szybka, czysta robota. Nie, skoro musieli wzywać na pomoc uzdrowicieli i aurorów.
- Dziecko zostało uleczone, facet jest w rękach uzdrowicieli, a matka jest w szoku. Zaczęło do niej docierać – i trochę nią wstrząsnęło. Victoria westchnęła i oddała część ciężaru swojego ciała ścianie. - Ja też. Bezmyślny kretyn – i nie chodziło wcale o to, że dorobił im roboty, bo Victoria wolała siedzieć za biurkiem. Wcale nie wolała. Po prostu temu wszystkiemu można było zapobiec, gdyby tylko ktoś myślał mózgiem a nie… inną częścią ciała. - Nie masz czasami wrażenia, że lepiej by było, gdyby oni zostawili nas w spokoju, a my ich? – wyrwało jej się, kiedy zapatrzyła się w ścianę naprzeciwko, ukołysana… nienaturalną ciszą tego domu.