08.05.2023, 23:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2023, 23:20 przez Pandora Prewett.)
Pandora była święcie przekonana, że jej matka wymieniłaby ją na Nordgersima bez mrugnięcia okiem, gdyby jej to zaproponować. Zawsze chciała mieć syna, uważając, że z chłopami było mniej problemu, gdy przeskoczyli okres buntu i że dużo bardziej polegali na swoich rodzicielkach, niż córki. Pozwalali im wybrać sobie żonę, słuchali ich i szanowali bardziej, niż ojców — przynajmniej tak było w Turcji i w głowie Pani Prewett. Żaden więc list z Drumstrangu nie byłby jej straszny. Z brunetką było też tak, że im bardziej się na nią naciskało, gdy czegoś nie chciała zrobić, to było pewne, że zrobi na przekór.
Może lepiej, że Ayday żyła w błogiej nieświadomości na pewne tematy, ale jednocześnie Turczynka wykazywała się doskonałą intuicją i niestety, dość często miała rację, jeśli chodziło o ludzi. Tym bardziej stwierdziłaby, że ma na jej córkę dobry wpływ, gdyby zobaczyła, jak sobie umiał z nią poradzić, niekiedy lepiej, niż ona i wyciągał z Pandory to, co ona ciągle próbowała. Posłała mu jeszcze uśmiech, zanim ku zadowoleniu swojej pociechy wyszła.
- Ona ma taki dar, że każdego do siebie przekona i każdy ją ma za ucieleśnienie anioła. A to diabeł wcielony, naprawdę. - wyjaśniła mu z westchnięciem, pełna obaw, że mężczyzna ulegnie tej wiedźmie. Uśmiechnęła się łagodnie na widok jego zmieszania, uznając, że może jeszcze nie było za późno i cały czas miał się względem jej matki na baczności. - Wiem. Nie przyjechałbyś, gdybyś nie chciał. - kontynuowała cicho z figlarnym błyskiem w oczach, pozbywając się prychnięcia i smutku z twarzy. Trudno było jej udawać podkuwki, gdy naprawdę cieszyła się, że przyjechał. Kątem oka zerknęła, jak jej narzędzie ląduje na łóżku, sprawnie wrzucone między kołyszące się elementy cienkiego baldachimu. - Za trzy punkty. - stwierdziła lekko, wracając spojrzeniem do ozdoby, którą się bawiła. To niesamowite, jakimi drobiazgami sprawiał jej przyjemność, wywoływał tę minę małej dziewczynki, która zobaczyła najfajniejszą rzecz na świecie. - Czytałam, że to ważne, aby mieć coś wspólnego z duchowym opiekunem ze zwierzęcego świata. Powinnam Ci jeszcze zrobić bransoletkę z wilkiem. Ciesze się, że go nosisz. - przyznała ciszej, przyciskając delikatnie miśka do klatki piersiowej Islandczyka. Miał mu przynieść szczęście, trochę może pilnować i odrobinkę kojarzyć się z Lithą, którą spędzili razem. Pandora bardzo lubiła wracać do tamtej nocy, miała dużo czasu, patrząc przez pryzmat jej problemów ze spaniem.
Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, którą ułożył na jej ramieniu i westchnęła cicho, przytakując. I znów ją przekonywał z dziecinną łatwością, chociaż nie był pewnie świadomy tego, co go czeka. - Martwię się po prostu o Ciebie. To.. Intensywna i duża gromada. Nie chciałabym, żebyś mi uciekł, bo jeszcze ni Ci nie pokazałam.
Sama herbata nie byłaby taka zła, nawet w towarzystwie jej matki, ale Merlin jeden wiedział, kogo ta kobieta wyciągnęła już do Altanki, wiedząc doskonale, że istniało prawdopodobieństwo wyciągnięcia do niej również gościa swojej córki. Na pewno miała mnóstwo niewygodnych pytań w rękawie. - Latem pije zwykle herbatę na dworze, w altance na ogrodzie. Jest tam cień, dużo kwiatów i miejsca.
Pomyślała sobie, że może w nocy lub jutro wyciągnie go na taką herbatę do swojej ulubionej części ogrodu, gdzie nie kręciło się tak wiele osób. Może mu się spodoba? W końcu Islandia była dzika i wolna, zupełnie inna niż to, czego doświadczał w tym nieszczęsnym domu.
Prawda była taka, że ona praktycznie nie umiała się gniewać, a do tego znała te potworki od małego i wiedziała, iż nie odpuszczą. Zrobią wszystko, aby wykorzystać okazję do zasypiania go pytaniami oraz swoim urokiem osobistym, zapewne kojarząc blondyna z tymi swoimi książkami dla nastolatek, które czytały.
Mimowolnie brew jej drgnęła, gdy jedna z dziewcząt przesunęła mu ramieniu, ale przecież to tylko młoda kuzyna. W oczach Pandory były wciąż dziećmi, jakimiś dziesięć lat za młodymi, żeby w ogóle próbować z nim flirtować. Su była cicho i przyglądała się zaciekawiona, a Ismet miała już męża, a do tego dziecko w drodze. Miała dwadzieścia trzy lata i Prewettówna uznała ją za znak z nieba, gdy kuzyn przedstawił ją podczas przyjęcia zaręczynowego, bo od razu złapały wspólny język. Stuknęła palcami w swoje ramiona, trzymając ręce skrzyżowane pod biustem. Skoro chciał iść na tę herbatkę, powinien zdobyć doświadczenie, przedsmak tego, co czaiło się w korytarzach tego budynku. Miała dużą rodzinę, intensywną, ale przecież go uprzedzała. Zacisnęła usta, powstrzymując śmiech, gdy przekrzykiwały się o zaproszenie go, próbując oczarować. Jego spojrzenie, a także słowa rudowłosej sprawiły, że ruszyła się z miejsca, oddzielając go od małych sępów.
Ona zupełnie się z nimi nie cackała, bo gdyby dała sobie wejść na głowę, zrobiłyby z nią, co chciały — tak już było wcześniej, zanim odrobinę zmądrzała. Nie zmieniało to jednak faktu, że miała mnóstwo zastrzeżeń do sposobu ich wychowania. Na jego słowa ściągnęła brwi, przyglądając mu się badawczo, gdy przestała spoglądać na nieco zaskoczone nastolatki, z których dwie wyraźnie się zawstydziły.
Naprawdę udajesz, że nie rozumiesz?
Pięknie wybrnął, naprawdę. Przymknęła na chwilę oczy, powstrzymując parsknięcie śmiechem i chrząknęła, opierając teraz dłoń na biodrze, a drugą wskazując na Zehir.
- Ty moja Panno, o ile pamiętam, jesteś zaręczona z synem sędziego, w którym byłaś tak zakochana. Sio. - wygoniła ją bez skrupułów ruchem dłoni, a ta prychnęła, tupnęła, zawstydziła się i wyszła, marudząc coś pod nosem o tym, że jest, że może kochać wielu ludzi jednocześnie. Czekoladowe tęczówki utkwiły spojrzenie w Hayat. - Ty jesteś dziesięć lat za młoda, aby rozmawiać o tej dzielnicy i słuchać rozmów Twojego ojca. Nie powiem mu nic, ale jeśli nie chcesz skończyć, jak stara panna, nie poruszaj tego tematu.
- Czyli tak, jak Ty?
- Powiedzmy. - machnęła ręką zupełnie nieprzejętą pyskówką dziewczyny i ją również wygoniła, tym razem odrobinę popychając w stronę drzwi. Gdy spojrzała na Deniz, ta jedynie wzruszyła ramionami i sama wyszła. - Mądra dziewczynka. Wy możecie zostać, jeśli chcecie.
Uśmiechnęła się do pozostałych dwóch, skupiając spojrzenie na tej młodszej. Miała nieodparte wrażenie, że chciała cos jej powiedzieć. Pandora westchnęła, cofając się pół kroku i obróciła, przyglądając się mu z rozbawionym uśmiechem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, chociaż jej Ismet roześmiała się, kręcąc głową. - Pertraktować ze mną? Zapierające dech w piersiach? Naprawdę? A potem udajesz, że nie mówisz po angielsku?
Mówiła na tyle cicho, że tylko on mógł o tym angielskim usłyszeć.
- Też bym na jego miejscu się wycofała. - podeszła do nich, spoglądając na swoją kuzynkę, wciąż śmiejącymi się oczami, a potem przyjrzała się Hjalmar. - Podekscytowały się, bo jesteś wysoki i masz jasne włosy, nie gniewaj się na nie. Przechodzą etap fascynacji książkami romantycznymi. Jeśli chcesz, możesz dołączyć do mnie, mojego męża i moich kuzynów przy stoliku, Su też z nami usiądzie. Aczkolwiek przypuszczam, że w godzinę z wielu atrakcji nie skorzystasz, bo moja urocza kuzynka dłużej tam nie będzie tkwiła.
Objęła Pandorę ramieniem, na co ta wywróciła oczami, bo przypomniała sobie układ z tym diabłem. Jej matką.
- Moja mama wydaje dziś małe przyjęcie, muszę się pokazać na chwilę, bo ojca nie będzie. Wymyśliła sobie to wczoraj rano i myślałam, że się wykręcę, ale wyrzuciła mi naszą umowę i nie mam wyboru. Jeśli masz ochotę zobaczyć, jak wyglądają nudne i nadmuchane spotkania towarzyskie, Layla przygotuje Ci koszule i frak. - wyjaśniła mu ze spokojem, przyglądając się jego twarzy. Szła tam oczywiście za karę, jako ta krowa na wystawę i sprzedaż, co mu kiedyś wspominała, bo jedyną jej rolą było ładnie przez godzinę wyglądać i mało się odzywać, żeby matka mogła ją przedstawiać nudnym ludziom. - Potem i tak mam dla nas inne plany.
- Pójdę trochę odpocząć, bawcie się dobrze.
- Pandora? - Su podeszła do niej, ciągnąc ją za rękę i sugerując, aby się nachyliła. Po zdradzeniu jej małego sekretu na ucho zawstydziła się bardzo i odwróciła wzrok. - Mogłabyś?
- Oczywiście. Upewnij się proszę, że Ismet dotrze bezpiecznie do siebie.- pogłaskała ją po głowie i gdy obydwie wyszły, zamknęła za nimi drzwi, tym razem na kluczyk, licząc na odrobinę spokoju. Przywarła plecami do drzwi, prostując dłonie i głowę, podnosząc na niego wzrok. - To co, idziemy na herbatkę, czy mogę Cię porwać ze sobą?
Może lepiej, że Ayday żyła w błogiej nieświadomości na pewne tematy, ale jednocześnie Turczynka wykazywała się doskonałą intuicją i niestety, dość często miała rację, jeśli chodziło o ludzi. Tym bardziej stwierdziłaby, że ma na jej córkę dobry wpływ, gdyby zobaczyła, jak sobie umiał z nią poradzić, niekiedy lepiej, niż ona i wyciągał z Pandory to, co ona ciągle próbowała. Posłała mu jeszcze uśmiech, zanim ku zadowoleniu swojej pociechy wyszła.
- Ona ma taki dar, że każdego do siebie przekona i każdy ją ma za ucieleśnienie anioła. A to diabeł wcielony, naprawdę. - wyjaśniła mu z westchnięciem, pełna obaw, że mężczyzna ulegnie tej wiedźmie. Uśmiechnęła się łagodnie na widok jego zmieszania, uznając, że może jeszcze nie było za późno i cały czas miał się względem jej matki na baczności. - Wiem. Nie przyjechałbyś, gdybyś nie chciał. - kontynuowała cicho z figlarnym błyskiem w oczach, pozbywając się prychnięcia i smutku z twarzy. Trudno było jej udawać podkuwki, gdy naprawdę cieszyła się, że przyjechał. Kątem oka zerknęła, jak jej narzędzie ląduje na łóżku, sprawnie wrzucone między kołyszące się elementy cienkiego baldachimu. - Za trzy punkty. - stwierdziła lekko, wracając spojrzeniem do ozdoby, którą się bawiła. To niesamowite, jakimi drobiazgami sprawiał jej przyjemność, wywoływał tę minę małej dziewczynki, która zobaczyła najfajniejszą rzecz na świecie. - Czytałam, że to ważne, aby mieć coś wspólnego z duchowym opiekunem ze zwierzęcego świata. Powinnam Ci jeszcze zrobić bransoletkę z wilkiem. Ciesze się, że go nosisz. - przyznała ciszej, przyciskając delikatnie miśka do klatki piersiowej Islandczyka. Miał mu przynieść szczęście, trochę może pilnować i odrobinkę kojarzyć się z Lithą, którą spędzili razem. Pandora bardzo lubiła wracać do tamtej nocy, miała dużo czasu, patrząc przez pryzmat jej problemów ze spaniem.
Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, którą ułożył na jej ramieniu i westchnęła cicho, przytakując. I znów ją przekonywał z dziecinną łatwością, chociaż nie był pewnie świadomy tego, co go czeka. - Martwię się po prostu o Ciebie. To.. Intensywna i duża gromada. Nie chciałabym, żebyś mi uciekł, bo jeszcze ni Ci nie pokazałam.
Sama herbata nie byłaby taka zła, nawet w towarzystwie jej matki, ale Merlin jeden wiedział, kogo ta kobieta wyciągnęła już do Altanki, wiedząc doskonale, że istniało prawdopodobieństwo wyciągnięcia do niej również gościa swojej córki. Na pewno miała mnóstwo niewygodnych pytań w rękawie. - Latem pije zwykle herbatę na dworze, w altance na ogrodzie. Jest tam cień, dużo kwiatów i miejsca.
Pomyślała sobie, że może w nocy lub jutro wyciągnie go na taką herbatę do swojej ulubionej części ogrodu, gdzie nie kręciło się tak wiele osób. Może mu się spodoba? W końcu Islandia była dzika i wolna, zupełnie inna niż to, czego doświadczał w tym nieszczęsnym domu.
Prawda była taka, że ona praktycznie nie umiała się gniewać, a do tego znała te potworki od małego i wiedziała, iż nie odpuszczą. Zrobią wszystko, aby wykorzystać okazję do zasypiania go pytaniami oraz swoim urokiem osobistym, zapewne kojarząc blondyna z tymi swoimi książkami dla nastolatek, które czytały.
Mimowolnie brew jej drgnęła, gdy jedna z dziewcząt przesunęła mu ramieniu, ale przecież to tylko młoda kuzyna. W oczach Pandory były wciąż dziećmi, jakimiś dziesięć lat za młodymi, żeby w ogóle próbować z nim flirtować. Su była cicho i przyglądała się zaciekawiona, a Ismet miała już męża, a do tego dziecko w drodze. Miała dwadzieścia trzy lata i Prewettówna uznała ją za znak z nieba, gdy kuzyn przedstawił ją podczas przyjęcia zaręczynowego, bo od razu złapały wspólny język. Stuknęła palcami w swoje ramiona, trzymając ręce skrzyżowane pod biustem. Skoro chciał iść na tę herbatkę, powinien zdobyć doświadczenie, przedsmak tego, co czaiło się w korytarzach tego budynku. Miała dużą rodzinę, intensywną, ale przecież go uprzedzała. Zacisnęła usta, powstrzymując śmiech, gdy przekrzykiwały się o zaproszenie go, próbując oczarować. Jego spojrzenie, a także słowa rudowłosej sprawiły, że ruszyła się z miejsca, oddzielając go od małych sępów.
Ona zupełnie się z nimi nie cackała, bo gdyby dała sobie wejść na głowę, zrobiłyby z nią, co chciały — tak już było wcześniej, zanim odrobinę zmądrzała. Nie zmieniało to jednak faktu, że miała mnóstwo zastrzeżeń do sposobu ich wychowania. Na jego słowa ściągnęła brwi, przyglądając mu się badawczo, gdy przestała spoglądać na nieco zaskoczone nastolatki, z których dwie wyraźnie się zawstydziły.
Naprawdę udajesz, że nie rozumiesz?
Pięknie wybrnął, naprawdę. Przymknęła na chwilę oczy, powstrzymując parsknięcie śmiechem i chrząknęła, opierając teraz dłoń na biodrze, a drugą wskazując na Zehir.
- Ty moja Panno, o ile pamiętam, jesteś zaręczona z synem sędziego, w którym byłaś tak zakochana. Sio. - wygoniła ją bez skrupułów ruchem dłoni, a ta prychnęła, tupnęła, zawstydziła się i wyszła, marudząc coś pod nosem o tym, że jest, że może kochać wielu ludzi jednocześnie. Czekoladowe tęczówki utkwiły spojrzenie w Hayat. - Ty jesteś dziesięć lat za młoda, aby rozmawiać o tej dzielnicy i słuchać rozmów Twojego ojca. Nie powiem mu nic, ale jeśli nie chcesz skończyć, jak stara panna, nie poruszaj tego tematu.
- Czyli tak, jak Ty?
- Powiedzmy. - machnęła ręką zupełnie nieprzejętą pyskówką dziewczyny i ją również wygoniła, tym razem odrobinę popychając w stronę drzwi. Gdy spojrzała na Deniz, ta jedynie wzruszyła ramionami i sama wyszła. - Mądra dziewczynka. Wy możecie zostać, jeśli chcecie.
Uśmiechnęła się do pozostałych dwóch, skupiając spojrzenie na tej młodszej. Miała nieodparte wrażenie, że chciała cos jej powiedzieć. Pandora westchnęła, cofając się pół kroku i obróciła, przyglądając się mu z rozbawionym uśmiechem, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie, chociaż jej Ismet roześmiała się, kręcąc głową. - Pertraktować ze mną? Zapierające dech w piersiach? Naprawdę? A potem udajesz, że nie mówisz po angielsku?
Mówiła na tyle cicho, że tylko on mógł o tym angielskim usłyszeć.
- Też bym na jego miejscu się wycofała. - podeszła do nich, spoglądając na swoją kuzynkę, wciąż śmiejącymi się oczami, a potem przyjrzała się Hjalmar. - Podekscytowały się, bo jesteś wysoki i masz jasne włosy, nie gniewaj się na nie. Przechodzą etap fascynacji książkami romantycznymi. Jeśli chcesz, możesz dołączyć do mnie, mojego męża i moich kuzynów przy stoliku, Su też z nami usiądzie. Aczkolwiek przypuszczam, że w godzinę z wielu atrakcji nie skorzystasz, bo moja urocza kuzynka dłużej tam nie będzie tkwiła.
Objęła Pandorę ramieniem, na co ta wywróciła oczami, bo przypomniała sobie układ z tym diabłem. Jej matką.
- Moja mama wydaje dziś małe przyjęcie, muszę się pokazać na chwilę, bo ojca nie będzie. Wymyśliła sobie to wczoraj rano i myślałam, że się wykręcę, ale wyrzuciła mi naszą umowę i nie mam wyboru. Jeśli masz ochotę zobaczyć, jak wyglądają nudne i nadmuchane spotkania towarzyskie, Layla przygotuje Ci koszule i frak. - wyjaśniła mu ze spokojem, przyglądając się jego twarzy. Szła tam oczywiście za karę, jako ta krowa na wystawę i sprzedaż, co mu kiedyś wspominała, bo jedyną jej rolą było ładnie przez godzinę wyglądać i mało się odzywać, żeby matka mogła ją przedstawiać nudnym ludziom. - Potem i tak mam dla nas inne plany.
- Pójdę trochę odpocząć, bawcie się dobrze.
- Pandora? - Su podeszła do niej, ciągnąc ją za rękę i sugerując, aby się nachyliła. Po zdradzeniu jej małego sekretu na ucho zawstydziła się bardzo i odwróciła wzrok. - Mogłabyś?
- Oczywiście. Upewnij się proszę, że Ismet dotrze bezpiecznie do siebie.- pogłaskała ją po głowie i gdy obydwie wyszły, zamknęła za nimi drzwi, tym razem na kluczyk, licząc na odrobinę spokoju. Przywarła plecami do drzwi, prostując dłonie i głowę, podnosząc na niego wzrok. - To co, idziemy na herbatkę, czy mogę Cię porwać ze sobą?