Oczy medyka rozbłysły, gdy uzyskał od ciemnowłosego mężczyzny całkiem solidne wyjaśnienie tego, co się właściwie tego stało. Kiedy jednak zdał sobie sprawę z tego, że tutaj utknęli, nagle zatęsknił za błądzeniem bez większego celu po lesie. Tam przynajmniej mieli większą szansę na powrót na znajome tereny, a teraz byli zamknięci w czyjejś chacie. Zazgrzytał zębami, ocierając jedną dłoń o drugą.
— Trochę to zjebane. I manipulacyjne — skomentował wyjaśnienia Williama. Skierował krzywy wzrok na ghoula. — Myślicie, że to mogła być jakaś pułapka, czy po prostu potrzebował towarzystwa? To wszystko wydaje się jakieś dziwne.
Od ducha dowiedzieli się, że pomieszkująca tu wiedźma nie należała do najbardziej pozytywnych postaci w okolicy, więc kto wie? Może nie tylko przeklęła Grimesa, łącząc jego nie-życie nierozerwalnie ze swoją własną egzystencją, ale także wykorzystywała go do tego, ab zwabiał do jej chaty kolejne ofiary? Może Vivienne też była w to włączona, mniej lub bardziej świadomie? Plan ten miał wiele dziur, jednak w tym momencie Cameron ich nie dostrzegał. Chciał przede wszystkim wrócić na polanę, do swoich bliskich i upewnić się, że wszystkimi z nimi w porządku. Wolał nie dopatrywać się problemów w logice działania wiedźmy. Było tu tyle osób, że rozwodzenie się nad jej motywacją mogło tylko przynieść spór i zero logicznych wniosków, które by im jakoś pomogły.
Zmarszczył brwi, gdy blondynka momentalnie się wycofała. Czyżby widok tak dużej grupy osób w jednym miejscu ją wystraszył? Dłonie Camerona wystrzeliły do góry, jakby chciał pokazać, że wcale nie ma złych zamiarów. Poza tym, czy te oczy mogły kłamać? Pośród całej tej zbieraniny wyglądał prawdopodobnie na najbardziej niewinnego, nawet jeśli wyglądał nieco nieswojo po całej akcji z wiatrem.
— To chyba nie będzie takie łatwe — rzucił, gdy Mackenzie chwyciła za klamkę. — Nie trafiliśmy tutaj bez powodu. Ten wiatr, czy cokolwiek się odjebało na Beltane...
Potem wszystko potoczyło się stosunkowo szybko: wianek pokazał swoją prawdziwą naturę, sprawiając, że ghoul zaczął krwawić, a do środka wpadła jakaś kobieta w towarzystwie kolejnego mężczyzny. Na jej widok Cameron automatycznie odskoczył w bok, przestraszony tym, że znowu komuś udało się wejść do środka. Nastawiał się, że zaraz oberwą zaklęciem i zostaną zamienieni w świnki morskie lub coś gorszego, jednak zamiast tego wiedźma dopadła do swojego kochanka, wyzywając ich od morderców. Lupin rzucił w stronę Nory alarmujące spojrzenie, wyraźnie sądząc, że ta będzie miała jakiś plan. Kobieta jednak schowała się za Williamem. To ci dopiero przywództwo.
Jego towarzysze (Mackenzie i Perseusz) najwidoczniej nie mieli zamiaru czekać, aż gniew czarownicy obróci się przeciwko nim i spróbowali ją w jakiś sposób spacyfikować. Pod wpływem chwili, sądząc, że jest to wyśmienity pomysł, który na pewno zapewni im bezpieczeństwo, Cameron zrobił to samo i rzucił się do kobiety. Nie zamierzał jej jednak zdzielić po głowie, a zamiast tego spróbował zablokować jej dłonie za plecami w taki sposób, aby nie mogła sięgnąć po różdżkę lub wykonywać gwałtownych ruchów.
Slaby sukces...