09.05.2023, 19:26 ✶
Diabeł nie był taki straszny, jakim go malowała. Postrzegała kobietę zupełnie inaczej, koloryzowała ze złości i przekory, gdy matka chciała próbować podejmować za nią decyzję i układać jej życie. Miała swoje własne, po co więc wyciągała ręce po to, które po swojemu chciała przeżyć jej córka? Nie umiała zrozumieć, że takie po prostu były czasy i zwyczaje. Gdyby Nordgersim jej powiedział, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i są do siebie podobne, mogłaby się zapowietrzyć ze zbulwersowania i odjąć mu kilka punktów. Bo w jej oczach wcale tak nie było, różniło je praktycznie wszystko. Pandora po prostu nie chciałaby być jak swoja matka.
- Przecież to droczenie się działa w dwie strony. - zauważyła niewinnie, powstrzymując chęć przytulenia go raz jeszcze w ramach rekompensaty. Pewnie chciałby, aby owe mruknięcia wyglądały groźnie, ale w rzeczywistości były rozczulające, idealnie wpasowujące się w to, co sobą reprezentował. Nie zastanawiała się wcześniej, ile osób przed nią miało okazję oglądać uroczego miśka, zamiast wściekłego grizzly? Był rzecz jasna twardym i odważnym człowiekiem o ponadprzeciętnych zdolnościach fizycznych, ale miał takie dobre serce i bywał tak rozkosznie nieśmiały, że zachwycała się tym za każdym razem od nowa, mocniej. - Oczywiście, zabiegany i po prostu zapomniałeś go zdjąć. - przyznała mu poważnie, unosząc na chwilę brwi. Wcale nie wierzyła w to, aby zbyt wiele zajęć skłoniło go do trzymania rzemyka z miśkiem przy sobie. I myśl ta sprawiała, że była naprawdę zadowolona, nie biorąc zupełnie pod uwagę oceanu czy zrzucania z klifu, bo chociaż używał już wcześniej tego typu gróźb, zupełnie o tym zapomniała.
- Prędzej by Cię przytłoczyli i zwariowałbyś od tego, na kogo patrzeć, gdy do Ciebie mówią lub gdy Cię gdzieś chcą zabrać. Jednak Ty mnie pilnowałeś i broniłeś na Islandii, to ja będę robiła to tutaj. Równowarta wymiana. - odpowiedziała w końcu ze znacznie mniej zmartwionym wyrazem twarzy i mniejszą ilością niechęci do tej całej herbatki. Gdyby był na miejscu jej ojciec lub dziadek, byłoby zupełnie inaczej. Bez nich ledwo jej matka panowała nad swoją rodziną. - Nie możesz mi mówić takich rzeczy, kiedy tak na mnie patrzysz. - rzuciła jednie, unosząc dłonie od jego ciała do swoich policzków i pokręciła z niedowierzaniem głową, cofając się pół kroku. - Mogę dodać ogrodową herbatę do programu, na jego krańcu jest znacznie ładniej, niż w tej nieszczęsnej altance.
Nie było problemem spełnić jego zachcianek lub zaspokoić ciekawości, jeśli takowe miał — niezależnie, czy odnosiły się do zwyczajów, spożywanych herbat, jedzenia czy spędzania czasu z jej rodziną.
Były bezwzględne i drapieżne, bo ogólnie rzecz biorąc kobiety z południa miały znacznie więcej temperamentu niż nawet te z Londynu. Wiązało się to z przekonaniem, że od setek lat to one w gruncie rzeczy rządziły w domostwach, w większości manipulując mężami i chcąc po cichu brać udział w politycznych potyczkach. Wiele tego wciąż w nich tkwiło, chociaż czasy nauczyły je odrobiny pokory, zwłaszcza gdy Turcja otworzyła się na inne kraje oraz ich zwyczaje — zdaniem Pandory znacznie ciekawsze, niż jej własne. Przegranie przez nie jednej potyczki wcale nie znaczyło, że mu odpuszczą, zwłaszcza gdy wpatrywały się w niego, jak w obrazek, co nie uszło uwadze brunetki, ale skwitowała to jedynie westchnięciem. Długo jej zajęło umiejętne ustawianie ich do pionu, bo przez wiele lat -, zwłaszcza gdy były młodsze, wchodziły jej na głowę i mogły robić, co tylko chciały. Zawsze była ulubioną kuzynką, bo pozwalała im na odrobinę więcej swobody, zachęcała do brudzenia sobie rąk i nie próbowała trzymać ich pod kloszem. Z czasem jednak obudziły się w nich ich matki, zaczęła się fascynacja makijażem, ubraniami i przede wszystkim chłopcami. Taka była chyba kolej rzeczy. Nie przypuszczała jednak, że trzy diabły miałyby w sobie tyle perswazji, a tym bardziej na tyle wpadły mu w oko, żeby im nie odmówił przy trochę innych okolicznościach. Może i lepiej.
- Nie kłamała przecież. - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion na jego "ooo", zerkając na niego przez ramię z rozbawioną miną. Miała mnóstwo dystansu do tego tematu, pewnie dlatego, że gdyby faktycznie chciała, to już dawno byłaby po tym nieszczęsnym ślubie, ale świat miał zbyt dużo do zaoferowania i wciąż przecież była względnie młoda. No i było też kilka ważniejszych kwestii. Świdrowała spojrzeniem jego twarz, przytakując mu jedynie ze względnie współczującą miną, chcąc zapewne rzucić jakiś komentarz, ale Ismet wybrała doskonały moment na swoje pięć minut. Do niej jednak nie miała absolutnie żalu, była kochanym stworzeniem i nosiła pod sercem jej przyszłego ulubieńca lub ulubienice.
Jej czekoladowe tęczówki krążyły pomiędzy kuzynką, a Hjalmarem. Wcale nie była zdziwiona jego popularnością, był tutaj czymś orientalnym i niezwykłym. Żaden Turek, którego by znała, nie mógł się szczycić takim wzrostem i sylwetką, nie mówiąc o przypominających niebo oczach. Przytaknęła mu jedynie, gdy ich spojrzenia spotkały się podczas wypowiadania słów o herbatce, która nie powinna nikogo zabić.
Prewettówna nazwałaby siedzenie na drzewie swoim naturalnym środowiskiem przy tym, co działo się w salach bankietowych i przestronnych salonikach, które tonęły od alkoholu, plotek i przepychu. No i tam miała poza niebem oraz widokami też jego, a to było dobre oraz ciekawe towarzystwo. Otwierała usta, żeby mu odpowiedzieć, ale Ismet ją wyprzedziła, kiwając głową i zgarniając rude pasemko za ucho.
- Kiedy psuła wszystkie plany swojej matki i dawała rodzicom popalić... Nie patrz tak na mnie, przecież też nie kłamię. - musiała widocznie czuć na sobie jej piorunujące spojrzenie i subtelne rozchylone w zaskoczeniu wargi, bo nie musiała aż tak wdawać się w szczegóły. - Zrobili sobie umowę. Ona może robić, co chce, a oni mogą ją zawołać, gdy będzie im potrzebna i będzie musiała być najlepszą wersją siebie, najlepiej się nie odzywając.
- Robicie ze mnie jakiegoś łobuza, naprawdę. Ty byś nie narzekała, gdyby Ciebie chcieli sprzedać, jak krowę na targu? - skrzyżowała buntowniczo ramiona, prychając cicho pod nosem i przenosząc spojrzenie gdzieś na bok. Zamierzała kiedyś wyjść za mąż, ale na pewno nie za człowieka, przy którym by musiała tylko siedzieć i pachnieć, bo by umarła chyba z nudów.
- Czy Ty naprawdę porównałaś się do krowy? Nie będziesz wyglądał jak pingwin. Będziesz na pewno czarujący. - rozbawiona wróciła do Islandczyka wzrokiem, obdarzając go ciepłym uśmiechem i przystąpiła z nogi na nogę, widocznie nieco zmęczona. Stan błogosławiony musiał dawać jej popalić.
Pandora natomiast przesunęła palcami po ustach w zastanowieniu, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Właściwie to pingwiny były słodkie — zwłaszcza te z Grenlandii, ale była przekonana, że nie przypominający je wygląd będzie tutaj prawdziwym punktem przyciągającym spojrzenia.
[b- Cóż, pingwiny też są urocze. [/b]- westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, drocząc się z nim dla chyba nowej zasady. Ruchem głowy zgarnęła do tyłu luźne pasma, które uciekły z pogrążonego w chaosie koka, który nosiła. - Wystarczy Ci koszula i ta kamizelka, na całą marynarkę będzie zbyt gorąco. Layla? To pokojówka.
Trudno było stwierdzić, która z nich była bardziej zaskoczona jego gestem oraz słowami. Su przyglądała mu się badawczo, ciągle zawstydzona, zerkając trochę zza stojącej obok Pandory Ismet.
- No chyba mu nie odmówisz? Sama mówiłaś, że zrobisz wszystko, żeby się dobrze bawił.
- Oczywiście, że mu nie odmówię. - nie brzmiała na onieśmieloną, chociaż jej policzki zaróżowiły się subtelnie. Nie była tylko przekonana, że Pandora, której ona sama tak bardzo nie lubiła będzie dla niego towarzystwem do wytrzymania. Wysunęła jednak dłoń, podchodząc do niego i łapiąc pod nią, uśmiechnęła sie w ten charakterystyczny dla siebie sposób, widocznie pozbywając się wszystkich swoich nagłych przemyśleń i wątpliwości. Faktycznie jego towarzystwo mogło zapewnić jej spokój i jednocześnie sprawić, że ta nieszczęsna godzina nie będzie aż tak nieznośna.
Gdy obydwie wyszły, a ona zamknęła drzwi i mogła przywrzeć do drewna rozgrzanymi plecami, zrobiło się jej lepiej. Swobodniej. Zaprzeczyła ruchem głowy i wyciągnęła w jego stronę dłonie z poważnym wyrazem twarzy. - Skoro pójdziesz ze mną na to przyjęcie, nie mamy czasu na herbatki i moich kuzynów. - zaczęła, odbijając się płynnym ruchem od swojej podpórki i gdy do niego podeszła, faktycznie go za ręce złapała, jak sugerowała mu chwilę wcześniej, nie chcąc atakować go z zaskoczenia. Na jego słowa przygryzła dolną wargę z zakłopotaną nieco miną, bo nie brała pod uwagę, że tamta myślała aż o toporku. - Mam nadzieję, że jej przeszło? Nie miałabym chyba dużych szans w starciu z taką bronią, nawet jeśli jestem odrobinę bardziej niż przeciętnie zwinna, ona pewnie macha tym od małego. Oczywiście, że pamiętam. Co z nią? Była naprawdę śliczna. - ściągnęła brwi, dostrzegając wskazówki na niewielkim, metalowym zegarku, który stał gdzieś na biurku, a potem ramiączka od jego plecaka. - Za dużo czasu nam zabrały. Jeździłeś kiedyś konno? - zapytała, puszczając jego dłonie i unosząc własne ręce, aby zsunąć mu z ramion ten nieszczęsny plecak, a potem odłożyć go gdzieś pod ścianę. - Zostawię Layli instrukcje na liściku. Mam nadzieję, że jesteś głodny.
Wyjaśniła jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, widocznie niezbyt chętnie się od niego odsuwając, jednak faktycznie, grzecznie podeszła do biurka i nakreśliła kilka słów na kawałku oderwanego z jakiegoś szkicu pergaminu, który potem nadziała na gwóźdź wystający ze ściany. - Ta sukienka się zupełnie nie nada. - mruknęła pod nosem, patrząc na siebie i w międzyczasie zgarnęła niewielki plecak, który tkwił przygotowany pod ścianą. Złapała porzuconą wcześniej bluzkę, którą porzuciła wcześniej i wleciała do łazienki, nawet nie zamykając do końca drzwi w pośpiechu. Szybko wciągnęła znienawidzone przez matkę szorty, a do nich gładką, czarną bluzkę i wygodne buty. Wychodząc, rozpuściła włosy, łapiąc z pełnej książek toaletki szczotkę. - Jesteś w formie? Bo musimy wyjść balkonem. - oznajmiła mu jeszcze z uśmiechem, przeczesując włosy po parzystą liczbę razy z każdej strony, a potem związując je za pomocą grubej frotki w wysoką kitkę, narzuciła plecak na ramiona. Odrzuciła przedmiot na łóżko, podbiegając jeszcze po porzucony tam śrubokręt, który znów wepchnęła za ucho, marudząc coś pod nosem, że chyba wzięła wszystko. Z figlarnym uśmiechem złapała go za rękę i pociągnęła do balkonu, najpierw rozglądając się, czy droga była czysta. A potem wyjęła zza donicy najprawdziwszą, sznurkową drabinkę i pozwoliła jej opaść w dół.
- Przecież to droczenie się działa w dwie strony. - zauważyła niewinnie, powstrzymując chęć przytulenia go raz jeszcze w ramach rekompensaty. Pewnie chciałby, aby owe mruknięcia wyglądały groźnie, ale w rzeczywistości były rozczulające, idealnie wpasowujące się w to, co sobą reprezentował. Nie zastanawiała się wcześniej, ile osób przed nią miało okazję oglądać uroczego miśka, zamiast wściekłego grizzly? Był rzecz jasna twardym i odważnym człowiekiem o ponadprzeciętnych zdolnościach fizycznych, ale miał takie dobre serce i bywał tak rozkosznie nieśmiały, że zachwycała się tym za każdym razem od nowa, mocniej. - Oczywiście, zabiegany i po prostu zapomniałeś go zdjąć. - przyznała mu poważnie, unosząc na chwilę brwi. Wcale nie wierzyła w to, aby zbyt wiele zajęć skłoniło go do trzymania rzemyka z miśkiem przy sobie. I myśl ta sprawiała, że była naprawdę zadowolona, nie biorąc zupełnie pod uwagę oceanu czy zrzucania z klifu, bo chociaż używał już wcześniej tego typu gróźb, zupełnie o tym zapomniała.
- Prędzej by Cię przytłoczyli i zwariowałbyś od tego, na kogo patrzeć, gdy do Ciebie mówią lub gdy Cię gdzieś chcą zabrać. Jednak Ty mnie pilnowałeś i broniłeś na Islandii, to ja będę robiła to tutaj. Równowarta wymiana. - odpowiedziała w końcu ze znacznie mniej zmartwionym wyrazem twarzy i mniejszą ilością niechęci do tej całej herbatki. Gdyby był na miejscu jej ojciec lub dziadek, byłoby zupełnie inaczej. Bez nich ledwo jej matka panowała nad swoją rodziną. - Nie możesz mi mówić takich rzeczy, kiedy tak na mnie patrzysz. - rzuciła jednie, unosząc dłonie od jego ciała do swoich policzków i pokręciła z niedowierzaniem głową, cofając się pół kroku. - Mogę dodać ogrodową herbatę do programu, na jego krańcu jest znacznie ładniej, niż w tej nieszczęsnej altance.
Nie było problemem spełnić jego zachcianek lub zaspokoić ciekawości, jeśli takowe miał — niezależnie, czy odnosiły się do zwyczajów, spożywanych herbat, jedzenia czy spędzania czasu z jej rodziną.
Były bezwzględne i drapieżne, bo ogólnie rzecz biorąc kobiety z południa miały znacznie więcej temperamentu niż nawet te z Londynu. Wiązało się to z przekonaniem, że od setek lat to one w gruncie rzeczy rządziły w domostwach, w większości manipulując mężami i chcąc po cichu brać udział w politycznych potyczkach. Wiele tego wciąż w nich tkwiło, chociaż czasy nauczyły je odrobiny pokory, zwłaszcza gdy Turcja otworzyła się na inne kraje oraz ich zwyczaje — zdaniem Pandory znacznie ciekawsze, niż jej własne. Przegranie przez nie jednej potyczki wcale nie znaczyło, że mu odpuszczą, zwłaszcza gdy wpatrywały się w niego, jak w obrazek, co nie uszło uwadze brunetki, ale skwitowała to jedynie westchnięciem. Długo jej zajęło umiejętne ustawianie ich do pionu, bo przez wiele lat -, zwłaszcza gdy były młodsze, wchodziły jej na głowę i mogły robić, co tylko chciały. Zawsze była ulubioną kuzynką, bo pozwalała im na odrobinę więcej swobody, zachęcała do brudzenia sobie rąk i nie próbowała trzymać ich pod kloszem. Z czasem jednak obudziły się w nich ich matki, zaczęła się fascynacja makijażem, ubraniami i przede wszystkim chłopcami. Taka była chyba kolej rzeczy. Nie przypuszczała jednak, że trzy diabły miałyby w sobie tyle perswazji, a tym bardziej na tyle wpadły mu w oko, żeby im nie odmówił przy trochę innych okolicznościach. Może i lepiej.
- Nie kłamała przecież. - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion na jego "ooo", zerkając na niego przez ramię z rozbawioną miną. Miała mnóstwo dystansu do tego tematu, pewnie dlatego, że gdyby faktycznie chciała, to już dawno byłaby po tym nieszczęsnym ślubie, ale świat miał zbyt dużo do zaoferowania i wciąż przecież była względnie młoda. No i było też kilka ważniejszych kwestii. Świdrowała spojrzeniem jego twarz, przytakując mu jedynie ze względnie współczującą miną, chcąc zapewne rzucić jakiś komentarz, ale Ismet wybrała doskonały moment na swoje pięć minut. Do niej jednak nie miała absolutnie żalu, była kochanym stworzeniem i nosiła pod sercem jej przyszłego ulubieńca lub ulubienice.
Jej czekoladowe tęczówki krążyły pomiędzy kuzynką, a Hjalmarem. Wcale nie była zdziwiona jego popularnością, był tutaj czymś orientalnym i niezwykłym. Żaden Turek, którego by znała, nie mógł się szczycić takim wzrostem i sylwetką, nie mówiąc o przypominających niebo oczach. Przytaknęła mu jedynie, gdy ich spojrzenia spotkały się podczas wypowiadania słów o herbatce, która nie powinna nikogo zabić.
Prewettówna nazwałaby siedzenie na drzewie swoim naturalnym środowiskiem przy tym, co działo się w salach bankietowych i przestronnych salonikach, które tonęły od alkoholu, plotek i przepychu. No i tam miała poza niebem oraz widokami też jego, a to było dobre oraz ciekawe towarzystwo. Otwierała usta, żeby mu odpowiedzieć, ale Ismet ją wyprzedziła, kiwając głową i zgarniając rude pasemko za ucho.
- Kiedy psuła wszystkie plany swojej matki i dawała rodzicom popalić... Nie patrz tak na mnie, przecież też nie kłamię. - musiała widocznie czuć na sobie jej piorunujące spojrzenie i subtelne rozchylone w zaskoczeniu wargi, bo nie musiała aż tak wdawać się w szczegóły. - Zrobili sobie umowę. Ona może robić, co chce, a oni mogą ją zawołać, gdy będzie im potrzebna i będzie musiała być najlepszą wersją siebie, najlepiej się nie odzywając.
- Robicie ze mnie jakiegoś łobuza, naprawdę. Ty byś nie narzekała, gdyby Ciebie chcieli sprzedać, jak krowę na targu? - skrzyżowała buntowniczo ramiona, prychając cicho pod nosem i przenosząc spojrzenie gdzieś na bok. Zamierzała kiedyś wyjść za mąż, ale na pewno nie za człowieka, przy którym by musiała tylko siedzieć i pachnieć, bo by umarła chyba z nudów.
- Czy Ty naprawdę porównałaś się do krowy? Nie będziesz wyglądał jak pingwin. Będziesz na pewno czarujący. - rozbawiona wróciła do Islandczyka wzrokiem, obdarzając go ciepłym uśmiechem i przystąpiła z nogi na nogę, widocznie nieco zmęczona. Stan błogosławiony musiał dawać jej popalić.
Pandora natomiast przesunęła palcami po ustach w zastanowieniu, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Właściwie to pingwiny były słodkie — zwłaszcza te z Grenlandii, ale była przekonana, że nie przypominający je wygląd będzie tutaj prawdziwym punktem przyciągającym spojrzenia.
[b- Cóż, pingwiny też są urocze. [/b]- westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, drocząc się z nim dla chyba nowej zasady. Ruchem głowy zgarnęła do tyłu luźne pasma, które uciekły z pogrążonego w chaosie koka, który nosiła. - Wystarczy Ci koszula i ta kamizelka, na całą marynarkę będzie zbyt gorąco. Layla? To pokojówka.
Trudno było stwierdzić, która z nich była bardziej zaskoczona jego gestem oraz słowami. Su przyglądała mu się badawczo, ciągle zawstydzona, zerkając trochę zza stojącej obok Pandory Ismet.
- No chyba mu nie odmówisz? Sama mówiłaś, że zrobisz wszystko, żeby się dobrze bawił.
- Oczywiście, że mu nie odmówię. - nie brzmiała na onieśmieloną, chociaż jej policzki zaróżowiły się subtelnie. Nie była tylko przekonana, że Pandora, której ona sama tak bardzo nie lubiła będzie dla niego towarzystwem do wytrzymania. Wysunęła jednak dłoń, podchodząc do niego i łapiąc pod nią, uśmiechnęła sie w ten charakterystyczny dla siebie sposób, widocznie pozbywając się wszystkich swoich nagłych przemyśleń i wątpliwości. Faktycznie jego towarzystwo mogło zapewnić jej spokój i jednocześnie sprawić, że ta nieszczęsna godzina nie będzie aż tak nieznośna.
Gdy obydwie wyszły, a ona zamknęła drzwi i mogła przywrzeć do drewna rozgrzanymi plecami, zrobiło się jej lepiej. Swobodniej. Zaprzeczyła ruchem głowy i wyciągnęła w jego stronę dłonie z poważnym wyrazem twarzy. - Skoro pójdziesz ze mną na to przyjęcie, nie mamy czasu na herbatki i moich kuzynów. - zaczęła, odbijając się płynnym ruchem od swojej podpórki i gdy do niego podeszła, faktycznie go za ręce złapała, jak sugerowała mu chwilę wcześniej, nie chcąc atakować go z zaskoczenia. Na jego słowa przygryzła dolną wargę z zakłopotaną nieco miną, bo nie brała pod uwagę, że tamta myślała aż o toporku. - Mam nadzieję, że jej przeszło? Nie miałabym chyba dużych szans w starciu z taką bronią, nawet jeśli jestem odrobinę bardziej niż przeciętnie zwinna, ona pewnie macha tym od małego. Oczywiście, że pamiętam. Co z nią? Była naprawdę śliczna. - ściągnęła brwi, dostrzegając wskazówki na niewielkim, metalowym zegarku, który stał gdzieś na biurku, a potem ramiączka od jego plecaka. - Za dużo czasu nam zabrały. Jeździłeś kiedyś konno? - zapytała, puszczając jego dłonie i unosząc własne ręce, aby zsunąć mu z ramion ten nieszczęsny plecak, a potem odłożyć go gdzieś pod ścianę. - Zostawię Layli instrukcje na liściku. Mam nadzieję, że jesteś głodny.
Wyjaśniła jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, widocznie niezbyt chętnie się od niego odsuwając, jednak faktycznie, grzecznie podeszła do biurka i nakreśliła kilka słów na kawałku oderwanego z jakiegoś szkicu pergaminu, który potem nadziała na gwóźdź wystający ze ściany. - Ta sukienka się zupełnie nie nada. - mruknęła pod nosem, patrząc na siebie i w międzyczasie zgarnęła niewielki plecak, który tkwił przygotowany pod ścianą. Złapała porzuconą wcześniej bluzkę, którą porzuciła wcześniej i wleciała do łazienki, nawet nie zamykając do końca drzwi w pośpiechu. Szybko wciągnęła znienawidzone przez matkę szorty, a do nich gładką, czarną bluzkę i wygodne buty. Wychodząc, rozpuściła włosy, łapiąc z pełnej książek toaletki szczotkę. - Jesteś w formie? Bo musimy wyjść balkonem. - oznajmiła mu jeszcze z uśmiechem, przeczesując włosy po parzystą liczbę razy z każdej strony, a potem związując je za pomocą grubej frotki w wysoką kitkę, narzuciła plecak na ramiona. Odrzuciła przedmiot na łóżko, podbiegając jeszcze po porzucony tam śrubokręt, który znów wepchnęła za ucho, marudząc coś pod nosem, że chyba wzięła wszystko. Z figlarnym uśmiechem złapała go za rękę i pociągnęła do balkonu, najpierw rozglądając się, czy droga była czysta. A potem wyjęła zza donicy najprawdziwszą, sznurkową drabinkę i pozwoliła jej opaść w dół.