Nie przeszkadzało jej, że Ulysses nie był aktywnym członkiem dyskusji. W przypadku całkiem innej osoby, najpewniej w którymś momencie zaczęłaby się zastanawiać, czy oby na pewno nie jest przytłaczająca, być może nawet poczułaby się niekomfortowo. Ale to był Ulek. Ktoś, w czyim towarzystwie (pomimo znaczących różnic na niemal każdej płaszczyźnie), czuła się komfortowo. Podczas gdy ona wyrzucała z siebie potok słów, chaotycznie lawirując pomiędzy niezwiązanymi ze sobą tematami, jego wypowiedzi były krótkie, znacznie lepiej przemyślane. Rookwood miał jednak w sobie pewną cechę, której być może nawet nie był świadomy, a którą ona z całego serca doceniała.
Dawał jej przestrzeń.
Umożliwiał jej nie tylko swobodną wypowiedź, ale i przede wszystkim bycie sobą. Pomimo chaotycznej osobowości jaką posiadała, zdawał się ją lubić - w końcu, gdyby było inaczej, nie proponowałby spotkań, a na zaproszenia z jej strony znajdywałby jakąś sprytną wymówkę. Przy nim mogła gadać w swoim stylu, a jemu to nie przeszkadzało - a nawet jeżeli, ani razu nie dał jej powodów, żeby tak myśleć. Bez wchodzenia w zdanie, oceniania, czy krytycznego spojrzenia. Co więcej, niezależnie od tego o czym i jak dużo mówiła, wiedziała doskonale, że słucha jej uważnie. I choć wszystko to brzmi jak prosty do spełnienia warunek, wcale tak nie było, przynajmniej w jej oczach. Wielu ludzi było egocentrycznych, zbyt skupionych na własnym ja, by udostępnić przestrzeń drugiej osobie.
Zastanowiła się przez chwilę, w odpowiedzi kiwając jedynie głową. Pewnie miał rację. Z drugiej strony chciałaby, żeby przestano traktować ją jak słabszą, którą trzeba bronić i której należy dawać fory. Tą myśl zachowała jednak dla siebie.
Pytanie które jej zadał, zdecydowanie wymagało chwili namysłu. Nie po to, żeby odpowiedź była charyzmatyczna i błyskotliwa, tylko dlatego, że na dobrą sprawę, sama nie wiedziała z jakiej bajki była.
- Dobre pytanie - odpowiedziała. Nawet nie próbowała ukrywać, że się zastanawia. - Chyba nie istnieje żadna, w której grałabym główną rolę. Na ten moment przeważnie jestem bohaterem pobocznym - dodała. I choć te słowa mogły zabrzmieć gorzko, ton głosu ani wyraz jej twarzy nie uległy zmianie - wciąż były pogodne.
Kiwnęła głową, ponownie. Chciała. W końcu taka była umowa. Gdyby wiedziała co mu chodzi po głowie, szybko zmieniłaby zdanie, bo i ona nie miałaby nic przeciwko, by ich dzisiejsze spotkanie zaliczyć jako randkę. Byli jednak wyłącznie znajomymi, a Rookwood przecież życiu nie spojrzałby na nią w inny, bardziej romantyczny sposób. Przyglądała mu się uważnie gdy mówił o astronomii. Jej brew lekko drgnęła.
- A czy przydatności hobby nie określa tego, jaką przyjemność nam sprawia? - zapytała, niejako konfrontując jego tezę. Tego, że czas wolny nie musi być pełen poważnych czynności już nie dodała, przecież musiał to wiedzieć. A może nie wiedział? - Poza tym sam wspomniałeś, że obserwowanie gwiazd pomaga Ci przetrwać bezsenne noce i proszę, już masz drugi argument odnośnie przydatności. Tak na wypadek, jeżeli pierwszy to dla Ciebie za mało - choć nie prowadzili na ten temat długich szczerych rozmów, nietrudno było wywnioskować, że Ulek robi wiele, żeby zadowolić ojca, często kosztem własnego samopoczucia. - Nie musisz być dla siebie taki surowy - dodała, posyłając mu lekki uśmiech. W jej oczach nie był dziwakiem, nawet jeżeli często nie pojmowała jego toku myślenia, a on sam nieprecyzyjnie wyrażał to, co miał na myśli. Bez problemu była w stanie wyobrazić go sobie na dachu wysoko postawionego budynku, stojącego przy teleskopie skierowanym w stronę rozgwieżdżonego, ciemnego nieba. Mogłaby siedzieć gdzieś obok i nie przeszkadzałaby jej panująca dookoła cisza - nie chciałaby go rozpraszać swoim gadaniem.
- Prawdę mówiąc, teoria o przeszłości bardziej do mnie przemawia. Tej, niezależnie od starań, nie jesteśmy w stanie zmodyfikować, natomiast przyszłość... - urwała, szukając odpowiednich słów. -...lubię jednak myśleć, że jesteśmy kowalami własnego losu, zamiast być bezwiednymi marionetkami w rękach przeznaczenia
Pewnie pociągnęłaby temat dalej, gdyby nie to, że jej uwaga w całości skupiła się na jego następnych słowach. Jej oczy rozbłysły jak zawsze, gdy coś ją zainteresuje.
- Naprawdę? Jesteś archeologiem? Pracujesz tylko w okolicy, czy za granicą również? Nad czym ostatnio pracowałeś? - wyrzuciła z siebie potok pytań, które wszystkie na raz pojawiły się w jej głowie. Dopiero po chwili zorientowała się, że dotarli do kolejnego punktu. Oh, to już?
- Myślałam, że czeka nas dłuższy spacer - zauważyła, wzruszając lekko ramionami. - Albo po prostu czas leci zbyt szybko w dobrym towarzystwie. Na co masz ochotę? - zapytała jeszcze, nim złożyła własne zamówienie. - Na wynos i spacer w stronę ławki o której wspomniałeś, czy wolisz zostać tutaj? - tą decyzję zamierzała zostawić Rookwoodowi. Jedzenie na ławce zwiększało szansę pobrudzenia się i o ile jej by to nie przeszkadzało, tak nie chciała, by przez byle plamkę na koszuli Ulek miał popsuty humor przez resztę spotkania.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final