09.05.2023, 23:25 ✶
Z kobietami było tak, że często sobie coś w głowie wymyślały i już tak było, tak więc wszystko to było wymówką, bo wisiorek zwyczajnie mu się podobał i przynosił szczęście. Tak sobie wmówiła, a uparte iskierki zatańczyły w jej spojrzeniu, gdy tylko - przytaknęła z zaciśniętymi wargami, żeby tylko się nie roześmiać i nie droczyć z nim dalej, bo mogliby to ciągnąć w nieskończoność.
- Oczywiście, że dasz. -nie wątpiła w to, że nie da, ale jakim kosztem mogło to być! Z tonu jego głosu oraz mimiki twarzy wywnioskowała jednak, że ten temat był w jego przypadku tym bezdyskusyjnym, bo nie przyjmował innej prawdy, jak swoja własna. I faktycznie, patrząc na nie, zupełnie nie potrzebował obrony, ale dziewcząt w tym domu było więcej niż trzy, a te były gorsze od dzikiej zwierzyny, na którą polował na Islandii. Na jego stwierdzenie roześmiała się tylko, kręcąc głową i trzymając jeszcze chwilę dłonie na policzkach, uznając, że czasem brał ją zbyt dosłownie. Ich kontrast był niesamowity.
Umiała być poważna, gdy było trzeba, ale życie wtedy nie było takie kolorowe — przejmowała je często szarość, piętrzyły się problemy, które czasem nie były tak wielkie, jak się wydawało na pierwszy rzut oka — potęgowane właśnie brakiem optymizmu. Czy ułożona, pokorna i przyjmująca w milczeniu Pandora byłaby nadal tak zadowolona z życia, jak była teraz? Czy umiałaby siedzieć z nim po gorzałce i papierosie na drzewie całą noc? Czy umiałaby sprawić, żeby się uśmiechał? Zresztą, gdyby się nad tym zastanowił, umiał ją postawić do pionu w kilku zdaniach, to pewnie i z kuzynkami by sobie poradził, gdyby chciał.
Nie miała pretensji. Nie było jeszcze chyba sytuacji, że byłaby na niego zła, a spędzili ze sobą już kilkanaście godzin. Zawsze ceniła sobie jego szczerość, nawet przy groźbach o topienie.
- To głupie, nie przejmuj się tym. - machnęła ręką na jego reakcję, wzruszając ramionami. Ona była przyzwyczajona, musiała się nauczyć radzić sobie w sytuacjach, o których istnieniu w jego ojczyźnie nawet nie wiedziano. I pewnie dlatego tak lubiła tam być.
- Nie będziesz wyglądał, jak pingwin. - wypaliły obydwie równocześnie, wlepiając w niego spojrzenie czekoladowych, jak i zielonych oczy. Widocznie obydwie pomyślały o tym samym, nie dając po sobie absolutnie poznać miejsca, do którego zawędrowały ich umysły. Jednej nie wypadało, druga nie chciała przesadzać. Jego wzrok sprawił, że posłała mu buziaka w powietrzu, grając oczywiście niewinną, bo co mogła zrobić? Uwielbiała magiczne i zwykłe stworzenia, a on sam się do nich porównywał. Nic oczywiście nie mogło zastąpić Niedźwiadka i Wilka, ale Pingwin i chmurowa owca tkwiły gdzieś dalej w kolejce.
- To dobra dziewczyna, zadba o Ciebie. - dodała jeszcze ze spokojem, myśląc o pokojówce, która pracowała u nich od wielu lat. Była dość młoda i bardzo uczciwa, pomieszkiwała na dole, nieopodal kuchni, bo nie miała sama zbyt dobrych warunków w domu, a dziadek znał jej dziadka.
Było to jednak przyjęcie głupie i mało dzikie, mające zasady, a do tego wiedział już o tym, że będzie prawdopodobnie główną atrakcją. Dlatego też zupełnie nie przypuszczała, że będzie chciał z nią iść i się męczyć, nawet jeśli była to tylko godzina. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że się nie ucieszyła. Będąc jednak z nim, nieodzywanie się wcale nie będzie takie łatwe. Była przewidywalna, ale też sama mu powiedziała chyba — nie była teraz do końca przekonana — że przecież zwykle godziła się na to, co chciał. Jej palce zacisnęły się na jego ręku, gdy się uśmiechnął.
Skoro drzwi zostały zamknięte, to wszystko zostało za nimi i mogła skupić się na rzeczach ważnych oraz ekscytujących. Nie miała w zwyczaju się zamartwiać zbyt długo i chociaż nie była pewna, jak bardzo zaskoczony będzie tym, co zobaczy później, mieli do zrobienia mnóstwo innych rzeczy. Takich, które sprawiały, że znów nie mogła się przestać uśmiechać, gdy do niego podeszła i beztrosko zacisnęła palce na jego dłoniach, kciukami przesuwając po ich wewnętrznej stronie. - Nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłam na kimś tak złe wrażenie, że chciał mnie zabić toporkiem. Zdarzyło się, że ktoś chciał mnie zostawić w lesie lub wrzucić do oceanu, ewentualnie zrzucić z drzewa, ale pozbawić głowy? Auć. - zaczęła z teatralnym westchnięciem, figlarnie, widocznie odzyskując cały dobry humor. Na jego słowa wytrzeszczyła oczy, bo nie spodziewała się, że po tylu latach zbiorą się w tylko trzy miesiące. Przekręciła głowę na bok, przyglądając mu się badawczo, przyciągając go na chwilę do siebie gwałtownym ruchem. - Nie wykorzystałeś przypadkiem tego motywu zazdrości, co? Ciesze się, że im się udało! Musi być pięknie na nich patrzeć i może teraz, jeśli kiedyś ją spotkam, nie będzie chciała mnie zabić! Czeka Cię więc wesele!
Naprawdę życzyła tej nieporadnej dwójce jak najlepiej.
- No to dziś Ty będziesz miał dużo pierwszych razy Niedźwiadku. Kerem już pewnie wszystko przygotował. - oznajmiła mu podekscytowana, zupełnie nie zdając sobie sprawy ze strachu, który wywołała. Sam chciał chaos odwiedzić, to teraz musiał sobie z nim radzić, a ku nieszczęściu blondyna, ona miała wiele pomysłów i to był raptem początek. - Znam doskonałe miejsce, gdzie Cię zabiorę na obiad.
Dodała jeszcze tajemniczo, zanim odłożyła jego plecak i poleciała doprowadzić się do porządku. Pandora zupełnie nie zwracała uwagi na to, co działo się dookoła, gdy się śpieszyła. Poprawiła koszulkę, która odsłaniała jej ramiona, wpuszczając ja w resztki dzwonów o wyższym stanie, a potem doprowadziła do ładu włosy.
Jego mina sprawiła, że wybuchnęła tylko tak głośnym śmiechem, że nie zdziwiłaby się, że usłyszy ją pół domostwa, ale do tego chyba byli przyzwyczajeni. - No co? Jakoś muszę się stąd wymykać, a przejście przez dwa piętra i hol nie sprzyjają robieniu tego w tajemnicy.
Dała się grzecznie przesunąć i gdy on znalazł się na dole, wyjrzała na niego z balkonu. O dziwo rzuciła mu plecak, zanim sama praktycznie zbiegła po tej drabinie, mając wprawę. Tym razem nie będzie mu wpadała w ramiona, przynajmniej nie na razie, bo nigdy nie wiadomo, jakie plany miała na pozostałe godziny, które dzieliły ich od przyjęcia.
Pociągnęła go za sobą kawałek w lewo, chowając się w cieniu jednego z drzew, zagwizdała na palcach, a potem oparła dłonie na biodrach, przyglądając mu się i przypominając sobie o plecaku, który od niego wzięła i narzuciła na ramiona. - Postaraj się po prostu cieszyć chwilą, a resztę zostaw mnie. Obiecałam Ci piękne wspomnienia, nie?
Rozległ się tent kopyt i zza winkla wyłonił się ten sam chłopak, który poprowadził go do jej pokoju z wielkim uśmiechem, trzymając za lejce olbrzymiego, czarnego konia — osiodłanego, gotowego do drogi.
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła Kerem? - rzuciła w jego kierunku z wdzięcznym uśmiechem, a gdy ten zaczął mówić "Pann.." - Nie musisz przy nim, nie ma tu mojej matki.
- Spakowałem Ci w torbę koło siodła to, o co prosiłaś Dora. Schować drabinę? Rozmawiałem z Laylą, Twoja mama jest zbyt zajęta salą, żeby Cię potrzebowała.
- Grunt to mieć dobrych wspólników. Dziękuje, weź sobie trochę wolnego, a gdyby Cię szukali, to powiedz, że byłeś ze mną. Miłego dnia!
Odebrała od niego wodze, a koń prychnął, przysuwając pysk do jej ramienia. Przejechała palcami po jego szyi pieszczotliwie. - Też się za Tobą stęskniłam. Gotowy na przejażdżkę? Tylko bądź grzeczny.
Obróciła się w stronę Nordgersima, wskazując ruchem głowy, aby wsiadał i udzielając mu kilku podstawowych wskazówek, a gdy udało się go skłonić, żeby znalazł się na grzbiecie, to sama płynnym ruchem wsiadła, zajmując miejsce przed nim. Oczywiście śrubokręt wrzuciła w torbę na boku zwierzęcia. - Złap się mnie i wsuń stopy w strzemiona, będzie Ci łatwiej. Gotowy? To naprawdę przyjemne. - zapewniła go, odwracając głowę przez ramię i poprawiła dłonie na wodzach, spinając konia udami. Ten prychnął, uderzając kopytem o ziemię i leniwie ruszył, bo nie chciała od razu przechodzić do szybszego chodu, aby mógł się przyzwyczaić. Słońce tkwiło za chmurami, a gdy opuścili teren posiadłości i wjechali na kamienną drogę, cień rzucały drzewa. Dookoła była dość zielono, tkwiło kilka mniejszych domostw, a przed nimi było widać zarys miasteczka. Było do niego kilka minut konno, do Antalyi prawie godzina. - Wiesz, że nie sądziłam, że do mnie przyjedziesz? - zaczęła po kilku dłuższych chwilach milczenia, przyglądając się polu, które mijali. Jej dłonie puściły skórzane paski, a koń nawet nie drgnął, podczas gdy Pandora wsunęła mu w palce wodze, odchylając się nieco do tyłu. - Wydajesz mu za pomocą nich polecenia, każdy nacisk i pociągnięcie znaczą coś innego. Będzie jechał tak, jak teraz, dopóki będziesz trzymał palce luźno. Jeśli pociągniesz i odrobinę przyciśniesz boki strzemionami, przyśpieszy. Samo pociągnięcie — krótkie i stanowcze, to znak, żeby się zatrzymał.
Może nie umiała walczyć, polować i wspinać się o drzewach, ale starała się mu pokazać coś, co znała. Nie sądziła, że będzie miał z tym jakikolwiek problem — nawet jeśli potrzebowałby kilku lekcji, aby jeździć samemu, to w ten sposób wierzyła, że z łatwością utrzyma kontrolę nad zwierzęciem.
Jazda nie trwała długo, a gdy dotarli na miejsce, przywiązała zwierzaka do przygotowanego w cieniu pala, gdzie miał dostęp do jedzenia oraz picia. Wyjęła mu również wędzidło z pyska, aby mógł swobodnie odpocząć. Omiotła spojrzeniem wejście do otoczonej niewysokim murem wioski, uśmiechając się pod nosem. Czasem odwiedzali ją turyści, ale tacy, których interesowała historia i sztuka, a nie wylegiwanie się na plaży. Poprawiła plecak na ramionach,- Mogłabym Cię zabrać do Antalyi, ale pomyślałam, że tu Ci się bardziej spodoba. Krótki spacer, odwiedzimy jedno miejsce i pójdziemy na obiad i dobre raki. Może być? - obróciła się wołku własnej osi, obdarzając go zaciekawionym spojrzeniem, gdy wyprostowała się, stojąc przodem do niego i odchylając nieco głowę do tyłu. Pomyślała sobie, że jak później pójdą na przyjęcie, to takiej różnicy wzrostu już nie będzie. I że w blasku południowego słońca miał naprawdę jasne oczy.
- Oczywiście, że dasz. -nie wątpiła w to, że nie da, ale jakim kosztem mogło to być! Z tonu jego głosu oraz mimiki twarzy wywnioskowała jednak, że ten temat był w jego przypadku tym bezdyskusyjnym, bo nie przyjmował innej prawdy, jak swoja własna. I faktycznie, patrząc na nie, zupełnie nie potrzebował obrony, ale dziewcząt w tym domu było więcej niż trzy, a te były gorsze od dzikiej zwierzyny, na którą polował na Islandii. Na jego stwierdzenie roześmiała się tylko, kręcąc głową i trzymając jeszcze chwilę dłonie na policzkach, uznając, że czasem brał ją zbyt dosłownie. Ich kontrast był niesamowity.
Umiała być poważna, gdy było trzeba, ale życie wtedy nie było takie kolorowe — przejmowała je często szarość, piętrzyły się problemy, które czasem nie były tak wielkie, jak się wydawało na pierwszy rzut oka — potęgowane właśnie brakiem optymizmu. Czy ułożona, pokorna i przyjmująca w milczeniu Pandora byłaby nadal tak zadowolona z życia, jak była teraz? Czy umiałaby siedzieć z nim po gorzałce i papierosie na drzewie całą noc? Czy umiałaby sprawić, żeby się uśmiechał? Zresztą, gdyby się nad tym zastanowił, umiał ją postawić do pionu w kilku zdaniach, to pewnie i z kuzynkami by sobie poradził, gdyby chciał.
Nie miała pretensji. Nie było jeszcze chyba sytuacji, że byłaby na niego zła, a spędzili ze sobą już kilkanaście godzin. Zawsze ceniła sobie jego szczerość, nawet przy groźbach o topienie.
- To głupie, nie przejmuj się tym. - machnęła ręką na jego reakcję, wzruszając ramionami. Ona była przyzwyczajona, musiała się nauczyć radzić sobie w sytuacjach, o których istnieniu w jego ojczyźnie nawet nie wiedziano. I pewnie dlatego tak lubiła tam być.
- Nie będziesz wyglądał, jak pingwin. - wypaliły obydwie równocześnie, wlepiając w niego spojrzenie czekoladowych, jak i zielonych oczy. Widocznie obydwie pomyślały o tym samym, nie dając po sobie absolutnie poznać miejsca, do którego zawędrowały ich umysły. Jednej nie wypadało, druga nie chciała przesadzać. Jego wzrok sprawił, że posłała mu buziaka w powietrzu, grając oczywiście niewinną, bo co mogła zrobić? Uwielbiała magiczne i zwykłe stworzenia, a on sam się do nich porównywał. Nic oczywiście nie mogło zastąpić Niedźwiadka i Wilka, ale Pingwin i chmurowa owca tkwiły gdzieś dalej w kolejce.
- To dobra dziewczyna, zadba o Ciebie. - dodała jeszcze ze spokojem, myśląc o pokojówce, która pracowała u nich od wielu lat. Była dość młoda i bardzo uczciwa, pomieszkiwała na dole, nieopodal kuchni, bo nie miała sama zbyt dobrych warunków w domu, a dziadek znał jej dziadka.
Było to jednak przyjęcie głupie i mało dzikie, mające zasady, a do tego wiedział już o tym, że będzie prawdopodobnie główną atrakcją. Dlatego też zupełnie nie przypuszczała, że będzie chciał z nią iść i się męczyć, nawet jeśli była to tylko godzina. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że się nie ucieszyła. Będąc jednak z nim, nieodzywanie się wcale nie będzie takie łatwe. Była przewidywalna, ale też sama mu powiedziała chyba — nie była teraz do końca przekonana — że przecież zwykle godziła się na to, co chciał. Jej palce zacisnęły się na jego ręku, gdy się uśmiechnął.
Skoro drzwi zostały zamknięte, to wszystko zostało za nimi i mogła skupić się na rzeczach ważnych oraz ekscytujących. Nie miała w zwyczaju się zamartwiać zbyt długo i chociaż nie była pewna, jak bardzo zaskoczony będzie tym, co zobaczy później, mieli do zrobienia mnóstwo innych rzeczy. Takich, które sprawiały, że znów nie mogła się przestać uśmiechać, gdy do niego podeszła i beztrosko zacisnęła palce na jego dłoniach, kciukami przesuwając po ich wewnętrznej stronie. - Nie pamiętam, kiedy ostatnio zrobiłam na kimś tak złe wrażenie, że chciał mnie zabić toporkiem. Zdarzyło się, że ktoś chciał mnie zostawić w lesie lub wrzucić do oceanu, ewentualnie zrzucić z drzewa, ale pozbawić głowy? Auć. - zaczęła z teatralnym westchnięciem, figlarnie, widocznie odzyskując cały dobry humor. Na jego słowa wytrzeszczyła oczy, bo nie spodziewała się, że po tylu latach zbiorą się w tylko trzy miesiące. Przekręciła głowę na bok, przyglądając mu się badawczo, przyciągając go na chwilę do siebie gwałtownym ruchem. - Nie wykorzystałeś przypadkiem tego motywu zazdrości, co? Ciesze się, że im się udało! Musi być pięknie na nich patrzeć i może teraz, jeśli kiedyś ją spotkam, nie będzie chciała mnie zabić! Czeka Cię więc wesele!
Naprawdę życzyła tej nieporadnej dwójce jak najlepiej.
- No to dziś Ty będziesz miał dużo pierwszych razy Niedźwiadku. Kerem już pewnie wszystko przygotował. - oznajmiła mu podekscytowana, zupełnie nie zdając sobie sprawy ze strachu, który wywołała. Sam chciał chaos odwiedzić, to teraz musiał sobie z nim radzić, a ku nieszczęściu blondyna, ona miała wiele pomysłów i to był raptem początek. - Znam doskonałe miejsce, gdzie Cię zabiorę na obiad.
Dodała jeszcze tajemniczo, zanim odłożyła jego plecak i poleciała doprowadzić się do porządku. Pandora zupełnie nie zwracała uwagi na to, co działo się dookoła, gdy się śpieszyła. Poprawiła koszulkę, która odsłaniała jej ramiona, wpuszczając ja w resztki dzwonów o wyższym stanie, a potem doprowadziła do ładu włosy.
Jego mina sprawiła, że wybuchnęła tylko tak głośnym śmiechem, że nie zdziwiłaby się, że usłyszy ją pół domostwa, ale do tego chyba byli przyzwyczajeni. - No co? Jakoś muszę się stąd wymykać, a przejście przez dwa piętra i hol nie sprzyjają robieniu tego w tajemnicy.
Dała się grzecznie przesunąć i gdy on znalazł się na dole, wyjrzała na niego z balkonu. O dziwo rzuciła mu plecak, zanim sama praktycznie zbiegła po tej drabinie, mając wprawę. Tym razem nie będzie mu wpadała w ramiona, przynajmniej nie na razie, bo nigdy nie wiadomo, jakie plany miała na pozostałe godziny, które dzieliły ich od przyjęcia.
Pociągnęła go za sobą kawałek w lewo, chowając się w cieniu jednego z drzew, zagwizdała na palcach, a potem oparła dłonie na biodrach, przyglądając mu się i przypominając sobie o plecaku, który od niego wzięła i narzuciła na ramiona. - Postaraj się po prostu cieszyć chwilą, a resztę zostaw mnie. Obiecałam Ci piękne wspomnienia, nie?
Rozległ się tent kopyt i zza winkla wyłonił się ten sam chłopak, który poprowadził go do jej pokoju z wielkim uśmiechem, trzymając za lejce olbrzymiego, czarnego konia — osiodłanego, gotowego do drogi.
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła Kerem? - rzuciła w jego kierunku z wdzięcznym uśmiechem, a gdy ten zaczął mówić "Pann.." - Nie musisz przy nim, nie ma tu mojej matki.
- Spakowałem Ci w torbę koło siodła to, o co prosiłaś Dora. Schować drabinę? Rozmawiałem z Laylą, Twoja mama jest zbyt zajęta salą, żeby Cię potrzebowała.
- Grunt to mieć dobrych wspólników. Dziękuje, weź sobie trochę wolnego, a gdyby Cię szukali, to powiedz, że byłeś ze mną. Miłego dnia!
Odebrała od niego wodze, a koń prychnął, przysuwając pysk do jej ramienia. Przejechała palcami po jego szyi pieszczotliwie. - Też się za Tobą stęskniłam. Gotowy na przejażdżkę? Tylko bądź grzeczny.
Obróciła się w stronę Nordgersima, wskazując ruchem głowy, aby wsiadał i udzielając mu kilku podstawowych wskazówek, a gdy udało się go skłonić, żeby znalazł się na grzbiecie, to sama płynnym ruchem wsiadła, zajmując miejsce przed nim. Oczywiście śrubokręt wrzuciła w torbę na boku zwierzęcia. - Złap się mnie i wsuń stopy w strzemiona, będzie Ci łatwiej. Gotowy? To naprawdę przyjemne. - zapewniła go, odwracając głowę przez ramię i poprawiła dłonie na wodzach, spinając konia udami. Ten prychnął, uderzając kopytem o ziemię i leniwie ruszył, bo nie chciała od razu przechodzić do szybszego chodu, aby mógł się przyzwyczaić. Słońce tkwiło za chmurami, a gdy opuścili teren posiadłości i wjechali na kamienną drogę, cień rzucały drzewa. Dookoła była dość zielono, tkwiło kilka mniejszych domostw, a przed nimi było widać zarys miasteczka. Było do niego kilka minut konno, do Antalyi prawie godzina. - Wiesz, że nie sądziłam, że do mnie przyjedziesz? - zaczęła po kilku dłuższych chwilach milczenia, przyglądając się polu, które mijali. Jej dłonie puściły skórzane paski, a koń nawet nie drgnął, podczas gdy Pandora wsunęła mu w palce wodze, odchylając się nieco do tyłu. - Wydajesz mu za pomocą nich polecenia, każdy nacisk i pociągnięcie znaczą coś innego. Będzie jechał tak, jak teraz, dopóki będziesz trzymał palce luźno. Jeśli pociągniesz i odrobinę przyciśniesz boki strzemionami, przyśpieszy. Samo pociągnięcie — krótkie i stanowcze, to znak, żeby się zatrzymał.
Może nie umiała walczyć, polować i wspinać się o drzewach, ale starała się mu pokazać coś, co znała. Nie sądziła, że będzie miał z tym jakikolwiek problem — nawet jeśli potrzebowałby kilku lekcji, aby jeździć samemu, to w ten sposób wierzyła, że z łatwością utrzyma kontrolę nad zwierzęciem.
Jazda nie trwała długo, a gdy dotarli na miejsce, przywiązała zwierzaka do przygotowanego w cieniu pala, gdzie miał dostęp do jedzenia oraz picia. Wyjęła mu również wędzidło z pyska, aby mógł swobodnie odpocząć. Omiotła spojrzeniem wejście do otoczonej niewysokim murem wioski, uśmiechając się pod nosem. Czasem odwiedzali ją turyści, ale tacy, których interesowała historia i sztuka, a nie wylegiwanie się na plaży. Poprawiła plecak na ramionach,- Mogłabym Cię zabrać do Antalyi, ale pomyślałam, że tu Ci się bardziej spodoba. Krótki spacer, odwiedzimy jedno miejsce i pójdziemy na obiad i dobre raki. Może być? - obróciła się wołku własnej osi, obdarzając go zaciekawionym spojrzeniem, gdy wyprostowała się, stojąc przodem do niego i odchylając nieco głowę do tyłu. Pomyślała sobie, że jak później pójdą na przyjęcie, to takiej różnicy wzrostu już nie będzie. I że w blasku południowego słońca miał naprawdę jasne oczy.