10.05.2023, 22:03 ✶
Doczekał się, choć zaczynał się powoli obawiać, że być może mężczyzna się jednak nie zjawi i okazja na poznanie sławy przejdzie mu koło nosa. Wreszcie jednak oczekiwany syn aktorki pojawił się w drzwiach. Theodore momentalnie obrócił głowę, a następnie wstał z miejsca, tak szczęśliwy na widok Philipa, jakby znali się od dawna. Choć rady aktorki były dla niego cenniejsze, to mimo wszystko bardziej cieszył się z poznania szukającego.
Z zachwytem wyciągnął rękę w stronę mężczyzny, okazując przy tym entuzjazm godny najwierniejszym fanom. Uśmiechając się szeroko uścisnął radośnie dłoń Notta, trochę dłużej niż to było konieczne, jakby uważał, że przez dotyk może zaabsorbować część jego sławy i poważania.
- Bardzo mi miło. Nazywam się Theodore Lovegood – przedstawił się, gdyż skupiony na ważnej osobistości, przestał na moment słuchać Arethy, która zdążyła już to zrobić chwilę wcześniej. Młody aktor, nieświadomy swojej wpadki, jak gdyby nigdy nic puścił dłoń gospodarza i spojrzał na niego roziskrzonymi oczyma.
- Był pan nadzwyczajny w trakcie ostatniego meczu z Jastrzębiami – wydusił z siebie jednym tchem, wyrzucając na zewnątrz całą swoją ekscytację. Wyglądał tak, jakby miał zamiar uściskać Philipa, tylko po to, by upewnić się, że jest prawdziwy.
- Zwód, jaki pan wykonał przed złapaniem znicza, był niezwykły. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, choć w trakcie nauki również trochę grałem w Quidditcha – pochwalił się, chcąc go zapewnić, że nie jest jakimś tam przypadkowym pochlebcą, że również jego część duszy należała do miotlarskiej gry. Może nie aż w takim stopniu, jak dusza Notta, ale wciąż gra była obecna w jego sercu i to mimo tego, że od momentu ukończenia Hogwartu nie miał okazji polatać za kaflem. Podtrzymywał swoją pasję, śledząc wyniki w lidze oraz występy reprezentacji Anglii.
- Jak się pan zapatruje na kolejne spotkanie? Zjednoczonych czeka mecz wyjazdowy, jeśli dobrze pamiętam? – spytał się, na moment odrzucając na bok aktorskie rozważania, jakich dokonywał z Arethą. Zapomniał już, jaki dokładnie temat omawiali w momencie, w którym przerwało im przybycie Notta.
Z zachwytem wyciągnął rękę w stronę mężczyzny, okazując przy tym entuzjazm godny najwierniejszym fanom. Uśmiechając się szeroko uścisnął radośnie dłoń Notta, trochę dłużej niż to było konieczne, jakby uważał, że przez dotyk może zaabsorbować część jego sławy i poważania.
- Bardzo mi miło. Nazywam się Theodore Lovegood – przedstawił się, gdyż skupiony na ważnej osobistości, przestał na moment słuchać Arethy, która zdążyła już to zrobić chwilę wcześniej. Młody aktor, nieświadomy swojej wpadki, jak gdyby nigdy nic puścił dłoń gospodarza i spojrzał na niego roziskrzonymi oczyma.
- Był pan nadzwyczajny w trakcie ostatniego meczu z Jastrzębiami – wydusił z siebie jednym tchem, wyrzucając na zewnątrz całą swoją ekscytację. Wyglądał tak, jakby miał zamiar uściskać Philipa, tylko po to, by upewnić się, że jest prawdziwy.
- Zwód, jaki pan wykonał przed złapaniem znicza, był niezwykły. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, choć w trakcie nauki również trochę grałem w Quidditcha – pochwalił się, chcąc go zapewnić, że nie jest jakimś tam przypadkowym pochlebcą, że również jego część duszy należała do miotlarskiej gry. Może nie aż w takim stopniu, jak dusza Notta, ale wciąż gra była obecna w jego sercu i to mimo tego, że od momentu ukończenia Hogwartu nie miał okazji polatać za kaflem. Podtrzymywał swoją pasję, śledząc wyniki w lidze oraz występy reprezentacji Anglii.
- Jak się pan zapatruje na kolejne spotkanie? Zjednoczonych czeka mecz wyjazdowy, jeśli dobrze pamiętam? – spytał się, na moment odrzucając na bok aktorskie rozważania, jakich dokonywał z Arethą. Zapomniał już, jaki dokładnie temat omawiali w momencie, w którym przerwało im przybycie Notta.