11.05.2023, 08:14 ✶
Przejście przez gęsty las było uczuciem mocno surrealistycznym – jeszcze chwilę temu kotłowali się na polanie, gdzie rozpalone były wielkie ogniska by świętować Beltane. Teraz z kolei szli ścieżką znaczoną martwymi roślinami pośród tych pięknych drzew. Swąd czarnej magii był tutaj wręcz namacalny i tak mocno nie pasujący do miejsca i otoczenia.
Rudowłosa postać odznaczała się na tle zieleni. Płomień jej włosów… była tam, gdzie zapamiętała ją Victoria. I aż ścisnęło jej się serce, kiedy byli już na tyle blisko, by widzieć co się stało. Ta roślinność, która już wyciągała do niej ręce była chyba najmniej dziwnym elementem wszystkiego, co miało miejsce wokół. Oraz w tym miejscu. Victoria nie rozumiała co się dzieje, to co widziała wcześniej i na co patrzyła teraz wymykało się jej pojęciu zrozumienia. Była obserwatorem tego co się dzieje? Czy tego co nadejdzie? Nigdy nie przejawiała zdolności trzeciego oka, więc nie bardzo umiała się w tym dopasować…
- Nie zdążyliśmy… – zaczęła. I wtedy głos. Do głosów w swojej głowie również nie była przyzwyczajona. Wręcz bała się, że ktoś mógłby mieszać jej w umyśle – dlatego nauczyła się oklumencji. W pierwszej chwili nawet złapała się za skroń. A potem rozejrzała na boki, chcąc zlokalizować źródło dźwięku. Trzy pary jasnych oczu były dobrze widoczne na tle… ciemności? Kniei? - Nie jestem pewna, to co widziałam to była teraźniejszość? Przyszłość? – irracjonalność tego wszystkiego sprawiała, że choć powinna czuć strach – nie czuła go. Był tylko niepokój.
I brak śmierciożerców.
Starała się mieć te oczy na widoku, ale i tak dyskretnie rozejrzała się na boki, starając się wypatrzyć czy są w niebezpieczeństwie. I w razie czego zasłonić czarem siebie bądź towarzyszy. To miejsce przesiąknięte było magią.
Percepcja – rozglądam się
Rozpraszanie – w razie potrzeby na siebie albo Mavelle bądź Patricka
Rudowłosa postać odznaczała się na tle zieleni. Płomień jej włosów… była tam, gdzie zapamiętała ją Victoria. I aż ścisnęło jej się serce, kiedy byli już na tyle blisko, by widzieć co się stało. Ta roślinność, która już wyciągała do niej ręce była chyba najmniej dziwnym elementem wszystkiego, co miało miejsce wokół. Oraz w tym miejscu. Victoria nie rozumiała co się dzieje, to co widziała wcześniej i na co patrzyła teraz wymykało się jej pojęciu zrozumienia. Była obserwatorem tego co się dzieje? Czy tego co nadejdzie? Nigdy nie przejawiała zdolności trzeciego oka, więc nie bardzo umiała się w tym dopasować…
- Nie zdążyliśmy… – zaczęła. I wtedy głos. Do głosów w swojej głowie również nie była przyzwyczajona. Wręcz bała się, że ktoś mógłby mieszać jej w umyśle – dlatego nauczyła się oklumencji. W pierwszej chwili nawet złapała się za skroń. A potem rozejrzała na boki, chcąc zlokalizować źródło dźwięku. Trzy pary jasnych oczu były dobrze widoczne na tle… ciemności? Kniei? - Nie jestem pewna, to co widziałam to była teraźniejszość? Przyszłość? – irracjonalność tego wszystkiego sprawiała, że choć powinna czuć strach – nie czuła go. Był tylko niepokój.
I brak śmierciożerców.
Starała się mieć te oczy na widoku, ale i tak dyskretnie rozejrzała się na boki, starając się wypatrzyć czy są w niebezpieczeństwie. I w razie czego zasłonić czarem siebie bądź towarzyszy. To miejsce przesiąknięte było magią.
Percepcja – rozglądam się
Rzut Z 1d100 - 30
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rozpraszanie – w razie potrzeby na siebie albo Mavelle bądź Patricka
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!