Dobrze skojarzyła w takim razie osobę, z którą miała do czynienia. Już nie pamiętała za dobrze jakie były ich relacje w szkole, ponieważ nie miała za bardzo głowy do tego w tym momencie, ale Black raczej był dla niej dobry. Avelina nigdy też nie była osobą, która podpadała innym. Zawsze cicha, spokojna, nie wchodziła niepotrzebnie w interakcje z ludźmi. Jedynie stawała w obronie tych, którzy tego potrzebowali. Teraz jednak musiała zadbać o swoje bezpieczeństwo i cieszyła się, że trafiła właśnie na Perseusa, a on zdecydował się jej pomóc. Dziewczyna nawet nie myślała o tym, że mężczyzna jest z rodziny czystokrwistej, które prawdopodobnie były odpowiedzialne za ten atak. Nie miała żadnego zdania na temat tego co się działo wokół. Chciała się uwolnić z tego piekła i wrócić do swojego domu. Nie wychodzić przez najbliższe kilka dni siedząc pod kołdrą. Dla niej to było zbyt wiele. Gdy złapał jej twarz w obie dłonie spojrzała mu w oczy czując jak w jej oczach znowu zbierają się łzy od pyłu i strachu. Złapała lekko jego nadgarski czując jak głos jej drży.
— Boli mnie tylko prawa noga i nie wiem czy jestem ranna. Po prostu ludzie mnie deptali – wydusiła z siebie. – Pracuje w aptece z eliksirami, mam tam sporo eliksirów leczących. Jest na ulicy Pokątnej, prawie na samym końcu. Jeśli się tam dostaniemy będziemy bezpieczni. – szepnęła uwolniła twarz z jego dłoni, kaszlnęła w dłoń czując jak od pyłu gardło ją drapie.
Musieli znaleźć jakiś sposób, aby się stąd wydostać, aby dostać się w odpowiednie uliczki prowadzące do odpowiedniego miejsca. Sama nie miała dobrej orientacji w terenie i nie za bardzo wiedziała jak się tam dostać. Złapała jego dłoń i spojrzała na jego twarz.
— Dziękuję – szepnęła czując jak zalewa ją fala wdzięczności. Nie poradziłaby sobie tutaj sama. Nigdy nie była dobra w walce, nigdy nie była dobra w uczestniczeniu w takich wydarzeniach, a już na pewno nie potrafiła opanować swojego strachu, gdy przychodził stres przed tym, że może umrzeć.
Niedaleko nich znowu coś uderzyło w budynek i powstał ogromny huk. Musieli się stąd zbierać. Rozejrzała się dookoła i dostrzegła w rogu blisko bramy ciasną uliczkę. Nie wiedziała dokąd prowadziła, ale może dzięki tej drodze unikną głównego zamieszania.
— Zobacz. – wskazała to miejsce i pociągnęła go w tamtym kierunku kuśtykając na prawą nogę. Miała nadzieję, że nic poważnego się jej nie stało. Puściła go przodem, ponieważ nie chciała prowadzić. Wiedziała, że raczej jak zacznie kierować nimi to trafią z powrotem w centrum zamieszek.