Pająk został odrzucony w dal, a ona poczuła jak strach zelżał w jej sercu. Przez chwilę nie reagowała czując jak jest sparaliżowana widokiem tego stworzenia. Było martwe, a ona nadal nie mogła się ruszyć. Chciała coś powiedzieć, ale głos jej zamarł. Czuła jak pot zalał jej plecy i zareagowała dopiero jak Trevor wyciągnął pomocną dłoń. Skorzystała i spojrzała na niego z czystym przerażeniem wymalowanym na twarzy. Chyba nie była gotowa na coś takiego. Jej rodzice nie raz opowiadali jak napotykali magiczne kreatury, z którymi musiały walczyć, ale nie sądziła, że jest to aż tak straszne przeżycie. Nie wiedziała jak oni sobie z tym radzili, z tą świadomością, że mogą zginąć i nikt ich nie odnajdzie.
Skinęła na jego słowa, ale nie zapomniała o tym po co tu przyszła, więc jeszcze szybko zebrała magiczną roślinkę i wpakowała ją do swojej torby drżącymi rękami. Była zdecydowanie roztrzęsiona i mniej pewna tego wszystkiego niż na początku. Potrzebowała wsparcia i spokoju, ale nie wiedziała jak to osiągnąć.
Kurwa! Ave, jesteś cała! Opanuj się!
Krzyczała w głowie. Ostatni raz tak bała się, gdy wpakowała się w kłopoty podczas ataku na Marsz Charłaków. Złapała ramię swojego towarzysza czując jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Oparła się na nim mając nadzieję, że Trevor nie będzie miał nic przeciwko temu i ruszyła z nim w drogę powrotną. Nie chciała już spotkać żadnego pająka.
— C-cieszę się, że p-przyszedłeś ze mną – szepnęła próbując opanować swój głos, ale nie szło jej to najlepiej.