Gdy poinformował mnie o tym, że jest słynnym graczem pokiwałem z uznaniem głową.
— Słyszałem o tobie, ale nie nazwałbym siebie fanem gry. Czasem słucham o tym kto wygrywa, ale nie uczestniczę w kibicowaniu, ponieważ nie czuję przyjemności z krzyków na widowniach i radiach. Mam wrażliwszy słuch niż inni i to pewnie dlatego. – odpowiedziałem niepewnie mając nadzieję, że nie uraziłem go tym stwierdzeniem, ale nie miałem zamiaru go okłamywać. Jeśli szukał we mnie osoby, która będzie rozpływać się nad tym kogo to nie spotkała to grubo się mylił. Nigdy nie spotkałem też celebryty, ale miałem nadzieję, że nie każdy miał nadmuchane ego i oczekiwał, że każdy będzie na jego widok mdlał.
Potwierdziłem krótko, że zostanę z jego kawą i się nią zaopiekuję. Usiadłem przy stoliku i czekałem. Lekko podrygiwałem nogą czując jakiś dziwny stres związany z poznawaniem obcego mężczyzny, ale lubiłem ludzi. Lubiłem wśród nich przebywać i ciekawe było dla mnie to, że był znany. Czasami słyszałem o nim w radiu, od znajomych i w gazetach. Jako nazwisko nic mi nie mówił. Ludzi wolałem znać osobiście, a nie przez wspominanie ich imiona przez innych. Ciekawe jaki był, co lubił, czy grał w Quidditcha tylko dlatego, że był od Nottów, czy może uwielbiał ten sport? Ciekawe czy był jak Kenzie i nie widział nic poza grą? Zauważał ludzi? Mnie zauważył, więc może też lubił ludzi tak jak ja? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.
W końcu usłyszałem jak się zbliża, potem dźwięk odkładanego talerzyka z ciastem na stoliku i informacja o tym, co dostałem. Przesunąłem dłoń do krawędzi naczynia, a drugą złapałem widelczyk. Uwielbiałem takie ciasta mimo, że w moim przypadku było wielkie prawdopodobieństwo, że się ubrudzę, ale często chodziłem w źle zapiętych koszulach i kamizelkach, więc kawałek kremu na ustach nie były mi straszne, ponieważ nie przywiązywałem do tego dużej wagi. Bell zawsze mnie o takich rzeczach informował.
— Dziękuję! – uśmiechnąłem się szeroko i nadziałem kawałek ciasta na widelczyk. Mężczyzna musiał się zapewne zastanawiać jak sobie z tym radziłem, ale tyle lat bez wzroku, że wprawiłem się świetnie w obsługę sztućców. Czułem krawędzie przedmiotów i ścian nie mogąc tego nikomu wyjaśnić. Po prostu tak było.
— Jestem klątwołamaczem w Brygadzie Uderzeniowej. Głównie siedzę za biurkiem i ścigam klątwy z przedmiotów, które Brygadziści znajdą na swoich patrolach lub w zgłoszeniach. Czasami idę też w teren, ale przez moją wadę rzadko się to dzieje. – odpowiedziałem i wsunąłem do buzi kawałek ciasta przymykając na chwilę usta. Wypieki Nory były wyśmienite. – A ty grasz w Quidditcha, bo to lubisz, czy raczej dlatego, że to rodzinny biznes? – zapytałem otwarcie.