11.05.2023, 22:07 ✶
Westchnęła bezradnie, rozkładając nieco ręce — nie miała w końcu wpływu na to, czy ktoś jej zetnie głowę za dwa dni, zrzuci z klifu za tydzień, czy potraktuje ją zieloną wiązką uśmiercającą z zaklęć niewybaczalnych.
Teoretycznie nie podejrzewała, że byłby w stanie celowo skrzywdzić kogokolwiek bliskiego, ale z drugiej strony, rudowłosa dziewczyna była przecież śliczna, a wyobraźnię Pandora miała dość bujną i może lepiej, że nie pozwoliła się jej rozpędzić. Gdyby jednak znała całą historię, byłaby pod wrażeniem jego zaangażowania w szczęście przyjaciela i oddania sprawie, pomimo tego, że wcześniej chciał mu chyba dać w pysk. Nie była pewna, bo mężczyźni już tak mieli, zwłaszcza takie Niedźwiadki z Islandii.
Ściągnęła brwi lekko zaskoczona, przesuwając po jego twarzy ciemnymi oczyma, jakby nie dowierzała w to, co słyszy. - Porywasz? - powtórzyła, tylko aby upewnić się, że dobrze usłyszała, a gdy wyszło, że faktycznie tak robiono, zaśmiała się pod nosem z niedowierzaniem. To brzmiało, jak historia z jakieś książki lub sprzed setek lat, gdzie być może faktycznie porywano jakieś księżniczki. - Porwałeś kiedyś dziewczynę? Też nie wiem, po co się uganiać i marnować czas.
Ludzie sami sobie wszystko komplikowali. Gdy więc wyjątkowo grzecznie oddał swój los w jej ręce, pokręciła szybko głową, wprawiając luźne kosmyki włosów w gwałtowny ruch. - Nic nie stracisz, a jak stracisz, to potem coś wymyślę, żeby nie było aż tak źle.
Wybrnęła dyplomatycznie, wciąż jednak mając ślad niebezpiecznego błysku w oczach, bo prawda była taka, że po niej najbezpieczniej było spodziewać się niespodziewanego. W sumie nigdy nie zastanawiała się nad tym, jaka była w jego towarzystwie i czy cokolwiek w jej zachowaniu się zmieniało, ale chyba nigdy nie była jeszcze "nie" łagodna.
Na północy mieli więcej wolności niż na południu. Do tego Pandora była dziewczyną, chociaż czasem o tym zapominała i niestety, miała talent do przyciągania kłopotów lub niewłaściwych ludzi przez swoją sympatię do wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Była też jedyną córką swoich rodziców i niestety, ale zupełnie nie pasowała do schematu, który jej matka oraz być może ojciec mieli w głowie. Jeśli będzie miał ochotę, to jutro będą mogli kręcić się po całym domu, ale dziś brunetka miała inne plany.
Na jego słowa uśmiechnęła się szeroko, jakby z odrobiną ulgi i pozwoliła sobie na dłuższą chwilę wpatrywać się w niebieskie oczy Nordgersima, których kolor bardzo lubiła.
Nie wspomniał jej, że ma trzy siostry i nie podejrzewała, że byłaby w stanie odrobiną słodyczy ugrać wszystko, bo wtedy zdecydowanie korzystałaby z tego częściej. A tak łudziła się po prostu, że zrobi się mu jej szkoda i odpuści tę swoją upartość. Przez chwilę nawet miała wyrzuty sumienia, gdy wsiadł na grzbiet zwierzęcia z taką miną, ale ostatecznie westchnęła tylko, przesuwając palcami po jego szyi i zajmując miejsce przed nim.
Prewettówna zwykle robiła dla innych wszystko, nie oczekując i właściwie nie chcąc niczego w zamian. Nie pozwalała się odwdzięczać, nie pozwalała na zabieranie jej niewinności, bo w swoim mniemaniu była twarda i samodzielna. Dlatego może fakt, że przyjechał ,tyle dla niej znaczył i ciężko było jej znaleźć w tym logiczny powód, ale wakacje brzmiały sensownie. Turcja była do tego idealna. - Faktycznie, wspomniałam.. I nie mów, że nie wolałabyś siedzieć w tej kuźni, niż na tym koniu. Niemniej jednak.. - przerwała na chwilę, łapiąc się krańca siodła i odchyliła się do tyłu i na bok, wciąż stabilnie tkwiąc na swoim miejscu, też przez to, że ją obejmował i musnęła ustami jego policzek. - I tak dziękuje. - dodała, jeszcze zanim się wygodnie oparła i odrobinę pośpieszyła zwierzę, chociaż nie było to praktycznie odczuwalne. Nie dawał za bardzo temu szansy, a przecież jazda konna była tak przyjemna, jak wspinaczka. - Przecież świetnie sobie radzisz, ale nie będę naciskać, jeśli nie chcesz. Najważniejsze, że spróbowałeś. -zaśmiała się, kręcąc głową, przesuwając wzrok na wodze, które trzymali. Miękka skóra była przyjemna chłodna. Koń był na tyle ułożony, a ona miała na tyle wprawę w kontrolowaniu go, że nie powinien się martwić. Zupełnie wtedy jak ona w tym nieszczęsnym lesie. - Ah, fan marchewki. I kto tu jest osiołkiem. - mruknęła pod nosem, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać.
Na ziemi odzyskał nieco koloru i chyba nawet dobrego humoru. Może nie było tego widać lub raczej on nie miał o tym pojęcia, ale cokolwiek by się teraz nie zadziało, to zawsze miałaby jego plecy i próbowałaby mu pomóc, na tyle, ile umiała. Nie była może wojownikiem lub czarownicą bojową, ale miała inne talenty.
- Nie zamykaj oczu, za dużo Ci umknie! No i upicie Cię może miałam w planach, zanim o tym wspomniałeś. - zlustrowała go wzrokiem, trzymając dłońmi paski od plecaka, a potem wciągnęła go do miasteczka. Na dźwięk swojego imienia, uśmiechnęła się pod nosem, nie komentując jednak na głos niczego. Była zaskakująco prostą dziewczyną, jak na to, skąd się wywodziła i w jaki sposób ją wychowywano.
Nie miał wyboru. Turcja miała doskonałe uprawy i owoce, koniecznie musiał tego spróbować, nawet będąc fanem mięsa, które później również miało pojawić się na talerzu. Odrobina słodyczy jednak nikomu nie zaszkodziła. - Które bardziej Ci smakowały? Truskawki, czy wiśnie? - zapytała z zainteresowaniem, wsuwając sobie do ust kolejną wiśnię i drugą czerwoną kulką zakołysała w powietrzu, pytając, czy chciał jeszcze jedną. Tak, tą, która była chwilę temu kolczykiem. Ona w ogóle nie zwracała uwagi na to, jak mogło wyglądać to, że go karmiła tymi owocami, wychodziło jej to po prostu naturalnie i nawet nie myślała, że to robi. Może i przeszła jej przez myśl kradzież owoców z drzew, ale dzisiejsza noc była i tak już za krótko, żeby wystarczyło czasu na wszystko. Nic jednak straconego.
- Jestem przekonana, że jesteś typem człowieka, który wsadza serce i część siebie we wszystko, co robi. Ludzie z pasją tak mają, więc Twoje dzieła muszą być przepiękne. - nigdy nie wątpiła w niego i w jego umiejętności, wierząc praktycznie we wszystko, co mówił. Trochę już go też poznała, żeby mieć na tyle pewności, by mówić mu takie rzeczy wprost. Miał w sobie mnóstwo koloru, próbując to jednak ukryć pod tonem błękitu i szarości. - Mhm, będzie na wieczór.
Granat i arbuzy, a także kilka innych przysmaków trafiło do wiklinowego koszyka, którego dostała od sprzedawczyni. Musiały znać się naprawdę długo.
- Są jeszcze różowe, trochę inne w smaku, mniej słodkie chyba, a bardziej takie... Hmm, cierpkie. - oznajmiła mu, sugerując tym samym, że te drugie też miała na później. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich słodyczy, gdy dotarli przed szyld starej kuźni. Przyglądała się jego twarzy z zaciekawieniem, a gdy dostrzegła te chłopięce iskierki i przebłysk uśmiechu, była zadowolona. Bo naprawdę się z tego ucieszył.
- Chodź, zajrzymy do środka. Poznasz kogoś. - pociągnęła go za nadgarstek, wciągając do niewielkiego sklepiku. Wewnątrz było mnóstwo gablotek i stojaków z bronią, które tu wykuwano — głównie jakieś szable, miecze i chyba halabardy, ale Pandora miała nikłe pojęcie o takich rzeczach. W gablotkach była biżuteria, zdobione sztylety i nawet urocze puzderka. Dźwięk dzwonka sprawił, że do sklepiku wszedł starszy już mężczyzna, rozpoczynając dialog po turecku i rozkładając ręce z uśmiechem.
- Też się cieszę, że Pana widzę, ale mówi Pan tak szybko, że nie rozumiem. - wyznała mu szczerze, gdy podszedł i ją przytulił na przywitanie. Był już nieco niższy od niej, jego dłonie nosiły wiele blizn i znamion od pracy przy piecu, tak przynajmniej sądziła. - Jest Savas? - zapytała z nadzieją w głosie, a dziadek znów coś pośpiesznie odpowiedział, klepiąc ją po ramieniu i głośno wołając. Chwilę później do pomieszczenia wpadł syn rzemieślnika, który wyszczerzył się na widok znajomej twarzy.
- Przypomniałaś sobie o mnie? - zapytał płynnym angielskim, zaraz się śmiejąc i przywitał ją objęciem i buziakiem w polik, a potem wyciągnął rękę do Hjalmara- Savas, miło mi.
- Mam Twój liścik i mam narzędzia, zajmę się więc zamkiem. - zaczęła w odpowiedzi, zsuwając z ramion plecak i rzucając go na ziemię, kucnęła. Spojrzała na niego z dołu, grzebiąc w poszukiwaniu swoich narzędzi, które zwykle tkwiły związane w atłasowym materiale, do którego przymocowane były rzemyki do ich zaczepiania. - Hjalmar też jest kowalem, jest naprawdę niesamowity w swoim fachu, więc pomyślałam, że może.. No wiesz..
- Porozmawiamy o kowalstwie i pokaże mu tutejsze metody?
Przytaknęła z uśmiechem, wstając z narzędziami w ręku, które rozłożyła na ladzie sklepowej, idąc w stronę drzwi z jednym ze swoich śrubokrętów, aby zabrać się za odkręcanie zamka. - Więc wy możecie trochę zając się sobą, a ja potrzebuję kilka minut.
- Będziesz mi winna za to wino. - rzucił ze śmiechem w jej stronę, na co Pandora machnęła tylko ręką, pochłonięta już tym nieszczęsnym zamkiem, a Savas objął blondyna ramieniem po bratersku i wyszczerzył się, prowadząc go na zewnątrz, gdzie były te narzędzia i piec, a potem zaczął mu opowiadać o szablach, zdobieniach, obróbce metalu i zadawać mu mnóstwo pytań o kunszt, który mieli na Islandii.
Dyskretnie zerknęła zza szyby, uśmiechając się pod nosem. Jak dzieci. Wsunęła śrubokręt za ucho i wzięła odkręcony zamek, siadając za ladą i zabierając się za drobną naprawę. Pewnie znów złamali zębatkę, ludzie robili to notorycznie. Nucąc pod nosem, naprawiła mechanizm z wprawą i dość szybko, bo miała już prawie w tym konkretnym zamku i drzwiach, nie pierwszy raz go popsuli. Gdy wkręciła zamek na miejsce, rozejrzała się po sklepie, łapiąc w dłoń jedną z tutejszych szabli i przecinając nią powietrze ze świstem, uznała, że musi być dużo lżejsza od toporka, chociaż ten akurat model miał dużą rękojeść, którą ciężko było jej utrzymać. Gdy usłyszała dzwonek, który zasugerował jej, że wrócili, podniosła wzrok na błękitnookiego. - Masz ochotę na mały pojedynek przed obiadem? Jestem pewna, że Savas ma drewniane lub nienaostrzone.
Teoretycznie nie podejrzewała, że byłby w stanie celowo skrzywdzić kogokolwiek bliskiego, ale z drugiej strony, rudowłosa dziewczyna była przecież śliczna, a wyobraźnię Pandora miała dość bujną i może lepiej, że nie pozwoliła się jej rozpędzić. Gdyby jednak znała całą historię, byłaby pod wrażeniem jego zaangażowania w szczęście przyjaciela i oddania sprawie, pomimo tego, że wcześniej chciał mu chyba dać w pysk. Nie była pewna, bo mężczyźni już tak mieli, zwłaszcza takie Niedźwiadki z Islandii.
Ściągnęła brwi lekko zaskoczona, przesuwając po jego twarzy ciemnymi oczyma, jakby nie dowierzała w to, co słyszy. - Porywasz? - powtórzyła, tylko aby upewnić się, że dobrze usłyszała, a gdy wyszło, że faktycznie tak robiono, zaśmiała się pod nosem z niedowierzaniem. To brzmiało, jak historia z jakieś książki lub sprzed setek lat, gdzie być może faktycznie porywano jakieś księżniczki. - Porwałeś kiedyś dziewczynę? Też nie wiem, po co się uganiać i marnować czas.
Ludzie sami sobie wszystko komplikowali. Gdy więc wyjątkowo grzecznie oddał swój los w jej ręce, pokręciła szybko głową, wprawiając luźne kosmyki włosów w gwałtowny ruch. - Nic nie stracisz, a jak stracisz, to potem coś wymyślę, żeby nie było aż tak źle.
Wybrnęła dyplomatycznie, wciąż jednak mając ślad niebezpiecznego błysku w oczach, bo prawda była taka, że po niej najbezpieczniej było spodziewać się niespodziewanego. W sumie nigdy nie zastanawiała się nad tym, jaka była w jego towarzystwie i czy cokolwiek w jej zachowaniu się zmieniało, ale chyba nigdy nie była jeszcze "nie" łagodna.
Na północy mieli więcej wolności niż na południu. Do tego Pandora była dziewczyną, chociaż czasem o tym zapominała i niestety, miała talent do przyciągania kłopotów lub niewłaściwych ludzi przez swoją sympatię do wszystkich przedstawicieli tego gatunku. Była też jedyną córką swoich rodziców i niestety, ale zupełnie nie pasowała do schematu, który jej matka oraz być może ojciec mieli w głowie. Jeśli będzie miał ochotę, to jutro będą mogli kręcić się po całym domu, ale dziś brunetka miała inne plany.
Na jego słowa uśmiechnęła się szeroko, jakby z odrobiną ulgi i pozwoliła sobie na dłuższą chwilę wpatrywać się w niebieskie oczy Nordgersima, których kolor bardzo lubiła.
Nie wspomniał jej, że ma trzy siostry i nie podejrzewała, że byłaby w stanie odrobiną słodyczy ugrać wszystko, bo wtedy zdecydowanie korzystałaby z tego częściej. A tak łudziła się po prostu, że zrobi się mu jej szkoda i odpuści tę swoją upartość. Przez chwilę nawet miała wyrzuty sumienia, gdy wsiadł na grzbiet zwierzęcia z taką miną, ale ostatecznie westchnęła tylko, przesuwając palcami po jego szyi i zajmując miejsce przed nim.
Prewettówna zwykle robiła dla innych wszystko, nie oczekując i właściwie nie chcąc niczego w zamian. Nie pozwalała się odwdzięczać, nie pozwalała na zabieranie jej niewinności, bo w swoim mniemaniu była twarda i samodzielna. Dlatego może fakt, że przyjechał ,tyle dla niej znaczył i ciężko było jej znaleźć w tym logiczny powód, ale wakacje brzmiały sensownie. Turcja była do tego idealna. - Faktycznie, wspomniałam.. I nie mów, że nie wolałabyś siedzieć w tej kuźni, niż na tym koniu. Niemniej jednak.. - przerwała na chwilę, łapiąc się krańca siodła i odchyliła się do tyłu i na bok, wciąż stabilnie tkwiąc na swoim miejscu, też przez to, że ją obejmował i musnęła ustami jego policzek. - I tak dziękuje. - dodała, jeszcze zanim się wygodnie oparła i odrobinę pośpieszyła zwierzę, chociaż nie było to praktycznie odczuwalne. Nie dawał za bardzo temu szansy, a przecież jazda konna była tak przyjemna, jak wspinaczka. - Przecież świetnie sobie radzisz, ale nie będę naciskać, jeśli nie chcesz. Najważniejsze, że spróbowałeś. -zaśmiała się, kręcąc głową, przesuwając wzrok na wodze, które trzymali. Miękka skóra była przyjemna chłodna. Koń był na tyle ułożony, a ona miała na tyle wprawę w kontrolowaniu go, że nie powinien się martwić. Zupełnie wtedy jak ona w tym nieszczęsnym lesie. - Ah, fan marchewki. I kto tu jest osiołkiem. - mruknęła pod nosem, przygryzając wargę, aby się nie roześmiać.
Na ziemi odzyskał nieco koloru i chyba nawet dobrego humoru. Może nie było tego widać lub raczej on nie miał o tym pojęcia, ale cokolwiek by się teraz nie zadziało, to zawsze miałaby jego plecy i próbowałaby mu pomóc, na tyle, ile umiała. Nie była może wojownikiem lub czarownicą bojową, ale miała inne talenty.
- Nie zamykaj oczu, za dużo Ci umknie! No i upicie Cię może miałam w planach, zanim o tym wspomniałeś. - zlustrowała go wzrokiem, trzymając dłońmi paski od plecaka, a potem wciągnęła go do miasteczka. Na dźwięk swojego imienia, uśmiechnęła się pod nosem, nie komentując jednak na głos niczego. Była zaskakująco prostą dziewczyną, jak na to, skąd się wywodziła i w jaki sposób ją wychowywano.
Nie miał wyboru. Turcja miała doskonałe uprawy i owoce, koniecznie musiał tego spróbować, nawet będąc fanem mięsa, które później również miało pojawić się na talerzu. Odrobina słodyczy jednak nikomu nie zaszkodziła. - Które bardziej Ci smakowały? Truskawki, czy wiśnie? - zapytała z zainteresowaniem, wsuwając sobie do ust kolejną wiśnię i drugą czerwoną kulką zakołysała w powietrzu, pytając, czy chciał jeszcze jedną. Tak, tą, która była chwilę temu kolczykiem. Ona w ogóle nie zwracała uwagi na to, jak mogło wyglądać to, że go karmiła tymi owocami, wychodziło jej to po prostu naturalnie i nawet nie myślała, że to robi. Może i przeszła jej przez myśl kradzież owoców z drzew, ale dzisiejsza noc była i tak już za krótko, żeby wystarczyło czasu na wszystko. Nic jednak straconego.
- Jestem przekonana, że jesteś typem człowieka, który wsadza serce i część siebie we wszystko, co robi. Ludzie z pasją tak mają, więc Twoje dzieła muszą być przepiękne. - nigdy nie wątpiła w niego i w jego umiejętności, wierząc praktycznie we wszystko, co mówił. Trochę już go też poznała, żeby mieć na tyle pewności, by mówić mu takie rzeczy wprost. Miał w sobie mnóstwo koloru, próbując to jednak ukryć pod tonem błękitu i szarości. - Mhm, będzie na wieczór.
Granat i arbuzy, a także kilka innych przysmaków trafiło do wiklinowego koszyka, którego dostała od sprzedawczyni. Musiały znać się naprawdę długo.
- Są jeszcze różowe, trochę inne w smaku, mniej słodkie chyba, a bardziej takie... Hmm, cierpkie. - oznajmiła mu, sugerując tym samym, że te drugie też miała na później. Zwilżyła usta, pozbywając się z nich słodyczy, gdy dotarli przed szyld starej kuźni. Przyglądała się jego twarzy z zaciekawieniem, a gdy dostrzegła te chłopięce iskierki i przebłysk uśmiechu, była zadowolona. Bo naprawdę się z tego ucieszył.
- Chodź, zajrzymy do środka. Poznasz kogoś. - pociągnęła go za nadgarstek, wciągając do niewielkiego sklepiku. Wewnątrz było mnóstwo gablotek i stojaków z bronią, które tu wykuwano — głównie jakieś szable, miecze i chyba halabardy, ale Pandora miała nikłe pojęcie o takich rzeczach. W gablotkach była biżuteria, zdobione sztylety i nawet urocze puzderka. Dźwięk dzwonka sprawił, że do sklepiku wszedł starszy już mężczyzna, rozpoczynając dialog po turecku i rozkładając ręce z uśmiechem.
- Też się cieszę, że Pana widzę, ale mówi Pan tak szybko, że nie rozumiem. - wyznała mu szczerze, gdy podszedł i ją przytulił na przywitanie. Był już nieco niższy od niej, jego dłonie nosiły wiele blizn i znamion od pracy przy piecu, tak przynajmniej sądziła. - Jest Savas? - zapytała z nadzieją w głosie, a dziadek znów coś pośpiesznie odpowiedział, klepiąc ją po ramieniu i głośno wołając. Chwilę później do pomieszczenia wpadł syn rzemieślnika, który wyszczerzył się na widok znajomej twarzy.
- Przypomniałaś sobie o mnie? - zapytał płynnym angielskim, zaraz się śmiejąc i przywitał ją objęciem i buziakiem w polik, a potem wyciągnął rękę do Hjalmara- Savas, miło mi.
- Mam Twój liścik i mam narzędzia, zajmę się więc zamkiem. - zaczęła w odpowiedzi, zsuwając z ramion plecak i rzucając go na ziemię, kucnęła. Spojrzała na niego z dołu, grzebiąc w poszukiwaniu swoich narzędzi, które zwykle tkwiły związane w atłasowym materiale, do którego przymocowane były rzemyki do ich zaczepiania. - Hjalmar też jest kowalem, jest naprawdę niesamowity w swoim fachu, więc pomyślałam, że może.. No wiesz..
- Porozmawiamy o kowalstwie i pokaże mu tutejsze metody?
Przytaknęła z uśmiechem, wstając z narzędziami w ręku, które rozłożyła na ladzie sklepowej, idąc w stronę drzwi z jednym ze swoich śrubokrętów, aby zabrać się za odkręcanie zamka. - Więc wy możecie trochę zając się sobą, a ja potrzebuję kilka minut.
- Będziesz mi winna za to wino. - rzucił ze śmiechem w jej stronę, na co Pandora machnęła tylko ręką, pochłonięta już tym nieszczęsnym zamkiem, a Savas objął blondyna ramieniem po bratersku i wyszczerzył się, prowadząc go na zewnątrz, gdzie były te narzędzia i piec, a potem zaczął mu opowiadać o szablach, zdobieniach, obróbce metalu i zadawać mu mnóstwo pytań o kunszt, który mieli na Islandii.
Dyskretnie zerknęła zza szyby, uśmiechając się pod nosem. Jak dzieci. Wsunęła śrubokręt za ucho i wzięła odkręcony zamek, siadając za ladą i zabierając się za drobną naprawę. Pewnie znów złamali zębatkę, ludzie robili to notorycznie. Nucąc pod nosem, naprawiła mechanizm z wprawą i dość szybko, bo miała już prawie w tym konkretnym zamku i drzwiach, nie pierwszy raz go popsuli. Gdy wkręciła zamek na miejsce, rozejrzała się po sklepie, łapiąc w dłoń jedną z tutejszych szabli i przecinając nią powietrze ze świstem, uznała, że musi być dużo lżejsza od toporka, chociaż ten akurat model miał dużą rękojeść, którą ciężko było jej utrzymać. Gdy usłyszała dzwonek, który zasugerował jej, że wrócili, podniosła wzrok na błękitnookiego. - Masz ochotę na mały pojedynek przed obiadem? Jestem pewna, że Savas ma drewniane lub nienaostrzone.