Wraz z dosyć intensywnym rozwojem zdarzeń, chłopak doszedł do dosyć zaskakującego wniosku. Tegoroczne Beltane na długo pozostanie w jego pamięci i zdecydowanie nie będzie go wspominał pozytywnie. Przecież to była w gruncie rzeczy jedna wielka porażka. Najpierw tylko zrobił z siebie łamagę na polanie, potem uciekł i został porwany przez jakiś zaczarowany wiatr, a teraz wylądował w tym... burdelu. Inaczej się tego nie dało nazwać. Zostali wplątani w to w dużej mierze wbrew własnej woli, zapewne chcąc jak najszybciej wrócić do bliskich.
A teraz jeszcze mieli tą wiedźmę na głowie. Frustracja, strach i chęć przetrwania tej przedziwnej nocy sprawiła, że nie myślał jasno. Zazwyczaj stronił od walki, jednak w tym momencie jego instynkt samozachowawczy wyraźnie wskazywał, że największym obecnie zagrożeniem była właścicielka zaczarowanej chaty. Musieli ją zneutralizować, dopóki nie narobiła jeszcze większych szkód. Mieli przewagę liczebną, więc musiało im się udać. Zwiążą ją, a potem zaczną spieprzać, gdzie pieprz rośnie. O tak, dokładnie!
— Hej, czy ktoś może mi pom... — rzucił, gdy udało mu się zacisnąć dłonie na nadgarstkach czarownicy. Ta jednak non stop mu się wyrywała. Zacisnął zęby, zwiększając siłę uścisku.
I to był błąd. Cameronowi naprawdę się wydawało, że na własną rękę uda mu się unieruchomić kobietę. Wprawdzie jego ciało dalej było nieco zmęczone po walce ze wspinaczką na majowe pale, ale nie mógł po prostu stać i nic nie robić. Zwłaszcza teraz, gdy już wkroczył do akcji. Nie spodziewał się jednak, że jego przeciwniczka nie dość, że mu się wyrwie, to jeszcze w mig zwali go z nóg, zacznie bić, aby koniec końców ugryźć w rękę.
— AŁA! KURWA! ODPIERDOL SIĘ! — ryknął, gdy zęby czarownicy przebił jego skórę, pozostawiając po sobie widoczny ślad. Chyba nawet widział tam nieco krwi. — JA PIERDOLE!
Lupin zadziałał instynktownie i spróbował zadać wiedźmie cios głową. W normalnych warunkach przez myśl by mu nie przeszło, aby zaatakować kobietę w tak dosadny sposób, ale na Merlina... Ona mu się wgryzła w rękę! Kto wie, jakie choróbska mogła na niego przenieść. Na samą myśl o możliwych powikłaniach i zakażeniach zrobił się blady na twarzy. O nienienienie, nie da się załatwić w taki sposób. O nie! Kolejną próbą samoobrony przed ewentualnym ponownym atakiem wiedźmy była próba zepchnięcia z siebie przeciwniczki.
Sukces!
Akcja nieudana