12.05.2023, 13:10 ✶
Cathal znał parę kobiet, które zgodziłyby się na grobowiec jako miejsce spotkania, ale po prawdzie – część z nich pochodziła z jego rodziny, a z resztą pracował. Jeśli chodziło o angielską damę, spotkaną na salonach, Cynthia z pewnością była jedyną gotową na takie przygody.
- Życie jest zbyt krótkie, aby zajmować się rzeczami, które nas nie interesują – odparł. Miał to szczęście, że swoją pasję do starożytnych run i pieczętowania faktycznie mógł przekuć w zawód, a kiedy zaczął szukać informacji o historii poza klasą profesora Binnsa, dość szybko odkrył, że i ona może być interesująca. – Ale czy z tobą nie jest podobnie? Ciągnęłaś mnie do tego szkieletu, jak mój mały kuzyn mnie do sklepu z cukierkami.
Nie był to przytyk. Shafiq doceniał, że Cynthia interesowała się czymś poza nudną pracą w Ministerstwie, ewentualnie „zajmowaniem się domem”, co w przypadku czystokrwistych zazwyczaj oznaczało wydawanie dyspozycji skrzatom domowym i niewiele więcej.
- Przyznaję, był nawet moment, gdy zastanawiałem się, czy nie byłoby warto namówić wywoływacza duchów na jej ściągnięcie. Ale to jednak trochę marnowanie jego talentów, skoro grobowiec i tak raczej w całości został splądrowany – odparł odnośnie słów o przebiegłości. Przebiegła, bezlitosna, może okrutna. A może jedynie bardzo rozżalona, pełna goryczy, niezadowolona ze swojego życia lub tak przerażona wizją śmierci, że chciała w jakiś sposób zemścić się z innymi? – Może pułapka uruchomiła po prostu mechanizm zamykania wyjścia? Jakiś specjalista być może byłby w stanie to sprawdzić, chociaż też nie jestem pewny, bo pierwsi rabusie pewnie weszli tutaj jakieś trzysta lat temu.
Omal nie uśmiechnął się, kiedy wspomniała o zwierzątkach domowych, które osiągają odpowiednią wielkość, aby cię zjeść i udusić. Przed oczyma mignęła Cathalowi niemal natychmiast posiadłość Gauntów oraz kłębiące się tam węże.
- W gruncie rzeczy te trujące atakują głównie wtedy, gdy są głodne albo czują się zagrożone – sprostował. Nie znał się na większości zwierząt, ale można było powiedzieć, że linia jego matki miała specjalne związki z wężami, a Cathal, nawet jeżeli wypierał się tego tak, jak mógł, miał w swoich żyłach krew jej i Slytherina. – Najwyraźniej tak. Pewnie był pewny, że da sobie radę… albo bardzo zdesperowany. A co do znalezisk… Niech to pozostanie moją tajemnicą.
Skłonił się lekko na jej słowa i poprowadził ją dalej, ku przejściu do kolejnej komnaty. Ta miała plan czworokąta, i rzeczywiście po drugiej stronie pomieszczenia znajdowało się przejście, z którego zwisały długie, ciemne pędy. Zdawały się nieszkodliwe i Cathal, nie będący mistrzem zielarstwa, zapewne by ich nie rozpoznał, gdyby nie to, że kiedyś już spróbowały go udusić.
– Mogłoby się wydawać, że to przejście dalej… ale zakładam, że to raczej pułapka – powiedział, wskazując na diabelskie sidła. Jeżeli kryło się za nimi coś więcej, to tego nie sprawdził. Wydawały się z początku jedynym przejściem dalej, ale w istocie wcale tak nie było.
Shafiq uniósł różdżkę nieco wyżej, a potem skierował ją na prawo, ku wnęce w ścianie, gdzie coś lśniło lekkim światłem. I wtedy ku światłu przyfrunął stamtąd motyl, bez wątpienia nie żywy, a stworzony jakimś zaklęciem.
– Z jakichś powodów czarodzieje, którzy budowali tego typu rzeczy, przynajmniej w Anglii, mieli ogromną słabość do motyli – powiedział, wskazując Cynthii na ścianę z prawej strony. Nie widać było w niej drzwi, ale w samym środku znajdował się krąg, w którym wyryto trzy wizerunki motyli właśnie.
- Życie jest zbyt krótkie, aby zajmować się rzeczami, które nas nie interesują – odparł. Miał to szczęście, że swoją pasję do starożytnych run i pieczętowania faktycznie mógł przekuć w zawód, a kiedy zaczął szukać informacji o historii poza klasą profesora Binnsa, dość szybko odkrył, że i ona może być interesująca. – Ale czy z tobą nie jest podobnie? Ciągnęłaś mnie do tego szkieletu, jak mój mały kuzyn mnie do sklepu z cukierkami.
Nie był to przytyk. Shafiq doceniał, że Cynthia interesowała się czymś poza nudną pracą w Ministerstwie, ewentualnie „zajmowaniem się domem”, co w przypadku czystokrwistych zazwyczaj oznaczało wydawanie dyspozycji skrzatom domowym i niewiele więcej.
- Przyznaję, był nawet moment, gdy zastanawiałem się, czy nie byłoby warto namówić wywoływacza duchów na jej ściągnięcie. Ale to jednak trochę marnowanie jego talentów, skoro grobowiec i tak raczej w całości został splądrowany – odparł odnośnie słów o przebiegłości. Przebiegła, bezlitosna, może okrutna. A może jedynie bardzo rozżalona, pełna goryczy, niezadowolona ze swojego życia lub tak przerażona wizją śmierci, że chciała w jakiś sposób zemścić się z innymi? – Może pułapka uruchomiła po prostu mechanizm zamykania wyjścia? Jakiś specjalista być może byłby w stanie to sprawdzić, chociaż też nie jestem pewny, bo pierwsi rabusie pewnie weszli tutaj jakieś trzysta lat temu.
Omal nie uśmiechnął się, kiedy wspomniała o zwierzątkach domowych, które osiągają odpowiednią wielkość, aby cię zjeść i udusić. Przed oczyma mignęła Cathalowi niemal natychmiast posiadłość Gauntów oraz kłębiące się tam węże.
- W gruncie rzeczy te trujące atakują głównie wtedy, gdy są głodne albo czują się zagrożone – sprostował. Nie znał się na większości zwierząt, ale można było powiedzieć, że linia jego matki miała specjalne związki z wężami, a Cathal, nawet jeżeli wypierał się tego tak, jak mógł, miał w swoich żyłach krew jej i Slytherina. – Najwyraźniej tak. Pewnie był pewny, że da sobie radę… albo bardzo zdesperowany. A co do znalezisk… Niech to pozostanie moją tajemnicą.
Skłonił się lekko na jej słowa i poprowadził ją dalej, ku przejściu do kolejnej komnaty. Ta miała plan czworokąta, i rzeczywiście po drugiej stronie pomieszczenia znajdowało się przejście, z którego zwisały długie, ciemne pędy. Zdawały się nieszkodliwe i Cathal, nie będący mistrzem zielarstwa, zapewne by ich nie rozpoznał, gdyby nie to, że kiedyś już spróbowały go udusić.
– Mogłoby się wydawać, że to przejście dalej… ale zakładam, że to raczej pułapka – powiedział, wskazując na diabelskie sidła. Jeżeli kryło się za nimi coś więcej, to tego nie sprawdził. Wydawały się z początku jedynym przejściem dalej, ale w istocie wcale tak nie było.
Shafiq uniósł różdżkę nieco wyżej, a potem skierował ją na prawo, ku wnęce w ścianie, gdzie coś lśniło lekkim światłem. I wtedy ku światłu przyfrunął stamtąd motyl, bez wątpienia nie żywy, a stworzony jakimś zaklęciem.
– Z jakichś powodów czarodzieje, którzy budowali tego typu rzeczy, przynajmniej w Anglii, mieli ogromną słabość do motyli – powiedział, wskazując Cynthii na ścianę z prawej strony. Nie widać było w niej drzwi, ale w samym środku znajdował się krąg, w którym wyryto trzy wizerunki motyli właśnie.