12.05.2023, 15:05 ✶
Byłeś jedną z osób, które pomimo śmierci, jaka was dotknęła, wciąż znajdowały się wśród żywych. Niezwykłość tego, co dawało się osiągnąć za pomocą manipulacji energią, nie była dla ciebie czymś nieznanym – wręcz przeciwnie, to dzięki temu, że nie wszystko w śmierci było oczywiste, mogłeś wciąż znajdować się na tym świecie, a nawet odbierać życia innych. Leżący na ziemi, martwy mężczyzna powinien już wyzionąć ducha. Dołączyć do Limba. Do tych, którzy nie mieli tyle „szczęścia” co ty. I faktycznie – jego ciało nie ruszało się już wcale, jedynie coraz silniejszy wiatr zrywający się od strony ognisk poruszał jego zwłokami, szarpał wręcz za ekstrawagancki płaszcz, w jaki był odziany. Czułeś, że i ty powinieneś się już stąd zbierać, jeżeli nie chciałeś, aby wichura uniosła cię do góry tak jak szeregi gałęzi i ozdób, które już przeleciały obok twojej głowy. Kiedy zbliżałeś się do Longbottoma, od strony Polany Ognisk, po ziemi przesunęło się drewniane krzesło. Niesione przez wiatr poruszało się po linii prostej wzdłuż ścieżki, później obiło się o coś niewidzialnego, to coś odepchnęło je od siebie i krzesło mogło ruszyć w dalszą podróż. Przedziwne istoty go otaczały. Mogłeś to dostrzec nie po tym, że były widoczne, ale właśnie po szeregu śmieci, które zaczepiały się o ich ciała. Były niższe od przeciętnego mężczyzny, zgarbione i... dopiero kiedy znalazłeś się naprawdę blisko, zobaczyłeś, że twoja ofiara nie wyglądała tak jak wcześniej. Jego ciało było o wiele starsze. Na sinej twarzy pojawiało się coraz więcej zmarszczek, aż wreszcie jego lewy policzek rozpadł się tak, jakby był jedynie pękniętym, ceramicznym naczyniem. Wtedy zobaczyłeś na piasku, jak ich nogi odwracają się w twoją stronę. Szły w twoim kierunku i momentalnie poczułeś się... głodny. Chciałeś skosztować ludzkiej krwi, ale Longbottom nie nadawał się już do niczego, a Beltane... Kiedy odwróciłeś wzrok w stronę, z której niedawno dobiegały dźwięki walki, w pyle i chaosie, jaki tam nastał, nie widziałeś nikogo. Mogłeś wytrzymać w tym stanie maksymalnie kilka dni, nie dłużej. Każda kolejna godzina, każdy krok bliżej tajemniczych istot, będzie czynił cię coraz bardziej wygłodniałym. Tym, czym się żywiły, musiały być siły witalne.