13.05.2023, 02:33 ✶
Nie nazwałaby tego czymś złym, raczej oryginalnym i takim, co się pamięta na całe życie, niezależnie od tego, jak się ono potoczy. W głowie wciąż miała obraz mężczyzny po spożytym trunku i wypalonym papierosie, gdy siedząc na drzewie, tak często się uśmiechał i dużo mówił, pozwalał sobie na więcej swobody oraz emocji. Dlatego też nie naciskała, jeszcze kiedyś będzie miała okazję go zapytać, gdy okoliczności będą lepsze. Może z czasem będzie chował się przed nią trochę mniej?
Na jego westchnięcie wzruszyła ramionami, wprawiając w ruch głowę i tym samym brązową kitkę, która ze świstem przecięła powietrze, bo zrobiła to nazbyt gwałtownie, jak to miała w zwyczaju. - Zawsze masz wybór, a ja nie chcę Cię do niczego zmuszać. Nie każdy lubi jeździć, ale chociaż spróbowałeś.- odpowiedziała pogodnie i całkiem szczerze, bo owszem, mogła się uprzeć i go prosić, żeby coś zrobił, gdy nie miał z tym wcześniej do czynienia, ale jeśli nie przypadło mu do gustu, jaki był sens nakłaniania go do czegokolwiek? Prychnęła na jego słowa jedynie z nutą przekory i zadziorności w spojrzeniu, powstrzymując się jednak od powiedzenia na głos, ze wcale nie miał racji, z tym że przyjemność była po jego stronie. - Hej, przecież też mi całkiem idą te wspinaczki! - powiedziała niemalże oburzona, całkiem zadowolona ze swojego małego sukcesu z ich ostatnim tkwieniem na drzewie, nawet jeśli potem następne dwa dni było jej ciężko ruszać rękoma. Było warto, uwielbiała wracać do Lithy myślami, zwłaszcza gdy noce ciągnęły się jej w nieskończoność, pełne chmur i szare. - Mogę się jednak zgodzić, Ty jesteś specjalistą w takich rzeczach, Niedźwiadku.- dodała jednak z rozbawieniem i niejako podziwem, bo przypomniała, jak wlazł na górną gałąź w ułamku kilkunastu sekund. Nigdy nie przypuszczała, że zaakceptuje nazywanie jej osiołkiem, jednak jemu była skłonna wybaczyć i nawet to polubiła. Też nie protestował, gdy nazywała go miśkiem, co robiła znacznie częściej, niż nazywanie go wilkiem.
Nie zrobiłaby mu tego, nawet gdyby wypili więcej, niż powinni. Skoro nie chciał skorzystać z wygodny płynącej z jazdy konnej, wrócą spacerem lub wymyśli coś innego, ale nad tym będzie gdybała później. Miała jednak nadzieję, że nie miał jej za złe, że czasem próbowała coś ugrać niewinną miną lub słodkim uśmiechem — robiła to w dobrej wierze, bo przecież niezbyt często zachowywała się egoistycznie i skupiała na sobie.
Cały czas zaskakiwało ją to, jak dobre i wrażliwe wnętrze miał jej towarzyszy przy tak wojowniczej aparycji. Spoglądając na niego, nie miało się w głowie żadnego przejawu łagodności, doskonale pamiętała przecież pierwsze sekundy, gdy go zobaczyła wychodzącego z tych choinek i z toporem w ręku, a teraz było zupełnie inaczej. Nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w stanie się go przestraszyć. Jego nieśmiałość była słodka, podobnie jak to, że zawsze myślał o drugiej osobie, znacznie mniej o sobie. Przynajmniej tak odbierała spędzanie z nim czasu. Mógłby tylko więcej się uśmiechać i więcej mówić, ale i tak była zadowolona z tego, jaką nić porozumienia udało się im osiągnąć. Przesuwała wzrokiem po jego twarzy, zwyczajnie ciesząc się dniem i faktycznie, zasypując zarówno jego, jak i siebie owocami z targu. - Też wybrałabym wiśnie. - przyznała z rozbawieniem na jego określenie lepszego mianem owocu "czerwonego". Winogrono swoją słodyczą podkreślało delikatną kwasowość wiśni, więc uznała, że nie odmówi im kolejnej, zielonej kulki. Zawsze pozwalał jej na więcej, a ona zawsze się z tego cieszyła.
Zatrzymała się, gdy założył dłonie i spojrzał na nią poważniej, odwzajemniając spojrzenie, nieco zaskoczona. Wiedział, że jest impulsywna, a tak paskudnie ją podpuszczał! Westchnęła teatralnie, wzruszając delikatnie ramionami, zanim wsunęła resztę winogron do trzymanego koszyka. Zawiesiła go na ręku, robiąc krok w jego stronę. - Myślę, że jesteś równie niesamowitym kowalem, co odnajdujesz się w lesie i wspinasz na drzewa, ale będę mogła się mocniej tym zachwycać, jak mi pokażesz coś, co zrobiłeś lub kiedyś pozwolisz popatrzeć, jak pracujesz. - powiedziała szczerze, poniekąd sugerując mu, że wcale nie chciałaby przerywać tradycji ich spotkań i wciąż była go strasznie ciekawa. Mało jej o sobie mówił, a ona jednocześnie już w lutym obiecała przecież, że będzie zadawała mniej pytań. One nie były chyba uwzględnione w słowotoki.
W sklepie było chłodniej, nawet jeśli dziadek swoim entuzjazmem zdawał się przyćmiewać samą Pandorę, ciągle coś gestykulując i opowiadając, wskazując czasem na blondyna oraz na bronie, zanim brunetka poprosiła go o zawołanie wnuczka. Przyglądała się temu, jak oglądał zawartość gablot oraz stojaków, zapewne oceniając i porównując z tym, co sam znał i umiał zrobić. Nawet ona, która nie miała pojęcia o tym rzemiośle, wiedziała, że i w kowalstwie północ z południem bardzo się od siebie różniły. W jego stronach przedmioty wydawały się jej bardziej naturalne, powiązane z matką ziemią i przodkami, a tutaj stawiano na klejnoty oraz zdobienia, chociaż słyszała gdzieś, że w Turcji robiono jedne z lepszych biżuterii. Nigdy się jednak nad tym nie zastanawiała. Najważniejsze było dla niej, że wyglądał na zadowolonego, więc uśmiechnęła się pod nosem.
Odprowadziła ich wzrokiem, mając nadzieję, że się dogadają. Savas był dość barwną postacią, dużo gestykulował i pewnie zasypie Nordgersima pytaniami. Mężczyzna chyba poczuł siłę uścisku, bo potem ukradkiem rozmasował dłoń. Rodzina nie wyglądała na czarodziejską i wcale taka nie była. Nikt z trójki osób zamieszkującej dom nie posługiwała się magią, a przynajmniej tyle Pandora wiedziała na ich temat. Zacisnęła usta rozbawiona, odwracając wzrok, aby nie parsknąć śmiechem na wyraz błękitnych oczu, gdy Turek objął go ramieniem i zwyczajnie porwał do pieca i narzędzi. Ledwo znosił, jak ona go zaczepiała i robiła sobie z jego ramienia poduszkę, a co dopiero przypadkowy kowal z drugiego końca świata? Nie zastanawiała się jednak nad tym dłużej, biorąc się do pracy. Głupio było jej przyjść po takim czasie bez powodu, miała też trochę wyrzuty sumienia, że zaniedbała kilku mieszkańców tej wioski.
Poczuła powiew ciepłego powietrza na twarzy, przestając się wpatrywać w trzymaną w rękach broń. Wypaliła pytanie tak po prostu, chcąc zrobić mu przyjemność, bo zdawało się jej, że lubił takie atrakcje. Gdy usłyszała swoje imię, zdała sobie sprawę, jak rzadko się do niej w ten sposób zwracał. Milczała chwilę, odwzajemniając spojrzenie niekiedy równie upartych, co jej własne oczu. Niewiele myśląc, podeszła do niego i spojrzała na jego dłonie, odrobinę szurając szablą po podłodze i pewnie trochę ją rysując, ale nikt nie powinien tego zauważyć. - Nie wspominałeś mi wcześniej, że boksujesz. - zauważyła najpierw, wolną dłonią przesuwając po jego palcach i kostkach, zupełnie ignorując chyba odrobinę zaskoczonego jej zachowaniem Savasa. Bo przecież nigdy nie rezygnowała z pomysłu, który rzuciła. Podniosła spojrzenie na jego oczy, wzruszając delikatnie ramionami. - Nie musimy, jeśli nie chcesz. Zresztą, Ty byś mi nigdy nie zrobił krzywdy, nawet ucząc mnie podstaw posługiwania się mieczem. Dałam radę wejść na drzewo, nawet poradziłabym sobie z toporem. - usłyszała chrząknięcie i spojrzała na turka, który uniósł brew, ruchem głowy wskazując na trzymaną przez nią broń.- Szablą. - poprawiła się grzecznie, zaciskając palce na rękojeści i unosząc ją do góry, spojrzała na broń z pełnym podziwu uśmiechem, była ładnie wykuta. Ktoś musiał włożyć w to dużo pracy, nie była pewna czy chłopak, czy jego dziadek. - Wszystko już zrobiłam, więc możemy iść na obiad, chyba że chcesz się jeszcze tu rozejrzeć.
- Nie wiem, co mnie bardziej zaskakuje. - mruknął z uniesioną brwią kowal, wyciągając dłoń i ostrożnie wyjmując z jej palców szablę, odpowiedział coś dziadkowi, który wyszedł z zaplecza z jakimś kolorowym napojem i od razu zaczął mówić. - Dziadek pyta, ile zapłacić.
- Nic. - wzruszyła ramionami z uśmiechem, niechętnie wypuszczając rękojeść z dłoni, skoro tak chciał ją odzyskać. Wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, a potem złapała za leżący niedbale plecak, do którego zgarnęła porzucony na ladzie śrubokręt. - Jeszcze muszę Ci wino załatwić.- przypomniała, obdarzając go przelotnym spojrzeniem i krótkim uśmiechem, zanim jej uwaga wróciła do blondyna, który przecież był dziś jej priorytetem. On i jego dobra zabawa. Kowal coś marudził pod nosem, ale chyba zdawał sobie sprawę, że i tak z nią nie wygra, a gdy powtórzył to dziadkowi, ten roześmiał się, siadając za ladą i upijając ze szklaneczki. Pandora nie zapomniała też o wiklinowym koszyku pełnym pyszności z targu, było tam znacznie więcej niż owoce.
Na jego westchnięcie wzruszyła ramionami, wprawiając w ruch głowę i tym samym brązową kitkę, która ze świstem przecięła powietrze, bo zrobiła to nazbyt gwałtownie, jak to miała w zwyczaju. - Zawsze masz wybór, a ja nie chcę Cię do niczego zmuszać. Nie każdy lubi jeździć, ale chociaż spróbowałeś.- odpowiedziała pogodnie i całkiem szczerze, bo owszem, mogła się uprzeć i go prosić, żeby coś zrobił, gdy nie miał z tym wcześniej do czynienia, ale jeśli nie przypadło mu do gustu, jaki był sens nakłaniania go do czegokolwiek? Prychnęła na jego słowa jedynie z nutą przekory i zadziorności w spojrzeniu, powstrzymując się jednak od powiedzenia na głos, ze wcale nie miał racji, z tym że przyjemność była po jego stronie. - Hej, przecież też mi całkiem idą te wspinaczki! - powiedziała niemalże oburzona, całkiem zadowolona ze swojego małego sukcesu z ich ostatnim tkwieniem na drzewie, nawet jeśli potem następne dwa dni było jej ciężko ruszać rękoma. Było warto, uwielbiała wracać do Lithy myślami, zwłaszcza gdy noce ciągnęły się jej w nieskończoność, pełne chmur i szare. - Mogę się jednak zgodzić, Ty jesteś specjalistą w takich rzeczach, Niedźwiadku.- dodała jednak z rozbawieniem i niejako podziwem, bo przypomniała, jak wlazł na górną gałąź w ułamku kilkunastu sekund. Nigdy nie przypuszczała, że zaakceptuje nazywanie jej osiołkiem, jednak jemu była skłonna wybaczyć i nawet to polubiła. Też nie protestował, gdy nazywała go miśkiem, co robiła znacznie częściej, niż nazywanie go wilkiem.
Nie zrobiłaby mu tego, nawet gdyby wypili więcej, niż powinni. Skoro nie chciał skorzystać z wygodny płynącej z jazdy konnej, wrócą spacerem lub wymyśli coś innego, ale nad tym będzie gdybała później. Miała jednak nadzieję, że nie miał jej za złe, że czasem próbowała coś ugrać niewinną miną lub słodkim uśmiechem — robiła to w dobrej wierze, bo przecież niezbyt często zachowywała się egoistycznie i skupiała na sobie.
Cały czas zaskakiwało ją to, jak dobre i wrażliwe wnętrze miał jej towarzyszy przy tak wojowniczej aparycji. Spoglądając na niego, nie miało się w głowie żadnego przejawu łagodności, doskonale pamiętała przecież pierwsze sekundy, gdy go zobaczyła wychodzącego z tych choinek i z toporem w ręku, a teraz było zupełnie inaczej. Nie sądziła, że kiedykolwiek będzie w stanie się go przestraszyć. Jego nieśmiałość była słodka, podobnie jak to, że zawsze myślał o drugiej osobie, znacznie mniej o sobie. Przynajmniej tak odbierała spędzanie z nim czasu. Mógłby tylko więcej się uśmiechać i więcej mówić, ale i tak była zadowolona z tego, jaką nić porozumienia udało się im osiągnąć. Przesuwała wzrokiem po jego twarzy, zwyczajnie ciesząc się dniem i faktycznie, zasypując zarówno jego, jak i siebie owocami z targu. - Też wybrałabym wiśnie. - przyznała z rozbawieniem na jego określenie lepszego mianem owocu "czerwonego". Winogrono swoją słodyczą podkreślało delikatną kwasowość wiśni, więc uznała, że nie odmówi im kolejnej, zielonej kulki. Zawsze pozwalał jej na więcej, a ona zawsze się z tego cieszyła.
Zatrzymała się, gdy założył dłonie i spojrzał na nią poważniej, odwzajemniając spojrzenie, nieco zaskoczona. Wiedział, że jest impulsywna, a tak paskudnie ją podpuszczał! Westchnęła teatralnie, wzruszając delikatnie ramionami, zanim wsunęła resztę winogron do trzymanego koszyka. Zawiesiła go na ręku, robiąc krok w jego stronę. - Myślę, że jesteś równie niesamowitym kowalem, co odnajdujesz się w lesie i wspinasz na drzewa, ale będę mogła się mocniej tym zachwycać, jak mi pokażesz coś, co zrobiłeś lub kiedyś pozwolisz popatrzeć, jak pracujesz. - powiedziała szczerze, poniekąd sugerując mu, że wcale nie chciałaby przerywać tradycji ich spotkań i wciąż była go strasznie ciekawa. Mało jej o sobie mówił, a ona jednocześnie już w lutym obiecała przecież, że będzie zadawała mniej pytań. One nie były chyba uwzględnione w słowotoki.
W sklepie było chłodniej, nawet jeśli dziadek swoim entuzjazmem zdawał się przyćmiewać samą Pandorę, ciągle coś gestykulując i opowiadając, wskazując czasem na blondyna oraz na bronie, zanim brunetka poprosiła go o zawołanie wnuczka. Przyglądała się temu, jak oglądał zawartość gablot oraz stojaków, zapewne oceniając i porównując z tym, co sam znał i umiał zrobić. Nawet ona, która nie miała pojęcia o tym rzemiośle, wiedziała, że i w kowalstwie północ z południem bardzo się od siebie różniły. W jego stronach przedmioty wydawały się jej bardziej naturalne, powiązane z matką ziemią i przodkami, a tutaj stawiano na klejnoty oraz zdobienia, chociaż słyszała gdzieś, że w Turcji robiono jedne z lepszych biżuterii. Nigdy się jednak nad tym nie zastanawiała. Najważniejsze było dla niej, że wyglądał na zadowolonego, więc uśmiechnęła się pod nosem.
Odprowadziła ich wzrokiem, mając nadzieję, że się dogadają. Savas był dość barwną postacią, dużo gestykulował i pewnie zasypie Nordgersima pytaniami. Mężczyzna chyba poczuł siłę uścisku, bo potem ukradkiem rozmasował dłoń. Rodzina nie wyglądała na czarodziejską i wcale taka nie była. Nikt z trójki osób zamieszkującej dom nie posługiwała się magią, a przynajmniej tyle Pandora wiedziała na ich temat. Zacisnęła usta rozbawiona, odwracając wzrok, aby nie parsknąć śmiechem na wyraz błękitnych oczu, gdy Turek objął go ramieniem i zwyczajnie porwał do pieca i narzędzi. Ledwo znosił, jak ona go zaczepiała i robiła sobie z jego ramienia poduszkę, a co dopiero przypadkowy kowal z drugiego końca świata? Nie zastanawiała się jednak nad tym dłużej, biorąc się do pracy. Głupio było jej przyjść po takim czasie bez powodu, miała też trochę wyrzuty sumienia, że zaniedbała kilku mieszkańców tej wioski.
Poczuła powiew ciepłego powietrza na twarzy, przestając się wpatrywać w trzymaną w rękach broń. Wypaliła pytanie tak po prostu, chcąc zrobić mu przyjemność, bo zdawało się jej, że lubił takie atrakcje. Gdy usłyszała swoje imię, zdała sobie sprawę, jak rzadko się do niej w ten sposób zwracał. Milczała chwilę, odwzajemniając spojrzenie niekiedy równie upartych, co jej własne oczu. Niewiele myśląc, podeszła do niego i spojrzała na jego dłonie, odrobinę szurając szablą po podłodze i pewnie trochę ją rysując, ale nikt nie powinien tego zauważyć. - Nie wspominałeś mi wcześniej, że boksujesz. - zauważyła najpierw, wolną dłonią przesuwając po jego palcach i kostkach, zupełnie ignorując chyba odrobinę zaskoczonego jej zachowaniem Savasa. Bo przecież nigdy nie rezygnowała z pomysłu, który rzuciła. Podniosła spojrzenie na jego oczy, wzruszając delikatnie ramionami. - Nie musimy, jeśli nie chcesz. Zresztą, Ty byś mi nigdy nie zrobił krzywdy, nawet ucząc mnie podstaw posługiwania się mieczem. Dałam radę wejść na drzewo, nawet poradziłabym sobie z toporem. - usłyszała chrząknięcie i spojrzała na turka, który uniósł brew, ruchem głowy wskazując na trzymaną przez nią broń.- Szablą. - poprawiła się grzecznie, zaciskając palce na rękojeści i unosząc ją do góry, spojrzała na broń z pełnym podziwu uśmiechem, była ładnie wykuta. Ktoś musiał włożyć w to dużo pracy, nie była pewna czy chłopak, czy jego dziadek. - Wszystko już zrobiłam, więc możemy iść na obiad, chyba że chcesz się jeszcze tu rozejrzeć.
- Nie wiem, co mnie bardziej zaskakuje. - mruknął z uniesioną brwią kowal, wyciągając dłoń i ostrożnie wyjmując z jej palców szablę, odpowiedział coś dziadkowi, który wyszedł z zaplecza z jakimś kolorowym napojem i od razu zaczął mówić. - Dziadek pyta, ile zapłacić.
- Nic. - wzruszyła ramionami z uśmiechem, niechętnie wypuszczając rękojeść z dłoni, skoro tak chciał ją odzyskać. Wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, a potem złapała za leżący niedbale plecak, do którego zgarnęła porzucony na ladzie śrubokręt. - Jeszcze muszę Ci wino załatwić.- przypomniała, obdarzając go przelotnym spojrzeniem i krótkim uśmiechem, zanim jej uwaga wróciła do blondyna, który przecież był dziś jej priorytetem. On i jego dobra zabawa. Kowal coś marudził pod nosem, ale chyba zdawał sobie sprawę, że i tak z nią nie wygra, a gdy powtórzył to dziadkowi, ten roześmiał się, siadając za ladą i upijając ze szklaneczki. Pandora nie zapomniała też o wiklinowym koszyku pełnym pyszności z targu, było tam znacznie więcej niż owoce.