Sugestia ze strony kobiety w dalszym ciągu pozostawała elementem droczenia się z nim, jednak dotknęła pewnej prawdy. Jak każdy, on również spotykał mnóstwo uprzejmych osób. Tak samo jak dwulicowych, wyłącznie utrzymujących z nim kontakt dla osiągnięcia osobistych korzyści. To sprawiało, że starał się starannie dobierać swoje towarzystwo. Jak każdemu, nie zawsze mu się to udawało.
— Musiałbym ich o to zapytać podczas kolejnego wypadu — Odparł z półuśmiechem. Dopiero co poznana Danielle nie była osobą, przy której chciał poruszać tak istotne dla niego kwestie. Może w przyszłości to się zmieni, jeśli kiedyś jeszcze skrzyżują się ich ścieżki. Niczego nie zakładał. Nie zaprotestował przed tym pocieszającym geście, uznając go za naprawdę miłego w odbiorze. Pokrzepiającego.
— W chwili obecnej musimy na sobie polegać. Zwłaszcza, jeśli chcemy stąd wyjść. Gdyby moja różdżka działała to nie zaatakowałbym Cię. Nie jestem takim typem człowieka. — Postanowił obdarzyć tę kobietę dozą zaufania i uwierzyć w te słowa, których prawdziwość zostanie zweryfikowana tuż po opuszczeniu tych przerażających mokradeł. Nigdy nikogo nie zaatakował z użyciem magii. Wolał się wycofać, unikając wszelkich walk. To zgrywanie się mu nie przeszkadzało.
— Wiem, jak masz na imię. To całkiem dobry początek znajomości. Pozwolisz się gdzieś zaprosić? — Wszystko to, co powiedział, dobrze oddawało jego stosunek do relacji międzyludzkich. Każdy z jego dotychczasowych związków opierał się na seksie, którego potrzebował do pełni szczęścia. To stało się nawet swoistą kością niezgody między jego bratem, a nim. Jego brat wiódł przykładne życie przy boku żony i z gromadką dzieci. W swoim mniemaniu uważał je za nudne i podkreślał, że zabawa w dom nie jest dla niego. Nic nie wskazywało na to, aby miał możliwość zmiany zdania.
— Gdy o tym myślę to mówienie mi, jak mam żyć, poważne narzucanie mi się... mam na myśli psychofanów, szukający taniej sensacji pismaki. A Ciebie? — W zamyśleniu zmarszczył brwi. Pierwszy przypadek dotyczył więzi rodzinnych i stosunków zawodowych. Psychofani i opisani przez niego dziennikarze potrafili dać mu się poważnie we znaki. Była to kolejna rysa na jego idealnym wizerunku gwiazdy tego formatu. To nie powinno opuścić tego miejsca. Zapewne było coś, co działało Danielle na nerwy. Jeszcze nie urodził się taki, którego można byłoby nazwać oazą spokoju.
— Właśnie nie mogliśmy się tam widzieć. Pamiętałbym nasze spotkanie. Nie mieszkam. Jestem pewien, że kogokolwiek byś nie zapytała o mnie z tych wszystkich osób to by mnie rozpoznał. Jestem szeroko rozpoznawalnym czarodziejem. Bardziej Mungo — Obstawał przy swoim chociażby z tego względu, że dotąd nie próbował doprowadzić do tego, aby znalazła się na liście osób, które przewinęły się przez jego sypialnię. Nie zaczepiła też go podczas któregokolwiek Sabatu, w którym uczestniczył. Przynajmniej tego sobie nie przypominał. Szpital wydawał mu się bardziej prawdopodobny.
— Dobrze więc... jeśli grywasz dorywczo w Harpiach z Holyhead to z pewnością potrafisz przytoczyć mecz z udziałem walijskiej drużyny, który w oczach wielu czarodziejów uchodzi za najlepszy w historii Quidditcha. Albo kto był zwycięzcą w meczu Harpie kontra Zjednoczeni w 1969. Dla ułatwienia ta drużyna była gospodarzem tych rozgrywek — Po raz pierwszy spotkał się z tym, by ktoś nie dawał wiary jego słowom odnośnie wykonywanego przez siebie zawodu i kwestionował jego przynależność do Zjednoczonych. W tym momencie nawet nie zamierzał się zgrywać. Starał się być wyrozumiały, ale to mu się nie spodobało. Zamiast próbować ze wszystkich sił przekonać ją do tego, że nie jest to jego wymysł to postanowił zapytać o to, co wiedzą tylko fani i ludzie z branży. W tym przypadku zawodniczki Harpii, którą Danielle jednak nie była. Nie było to typowo złośliwe zachowanie z jego strony. Po prostu traktował to bardzo poważnie. Kariera była dla niego ważna.