Co by nie mówić to Dagur miał rację. Budynek nie wyglądał zbyt dorodnie jak na warsztat w którym mieli pracować. Nie miał żadnych szans wygrać z rankingu kuźni z tą, która znajdowała się w ich rodzinnej wiosce. Czy można się jednak temu dziwić? Tamta była od lat dopieszczana i pielęgnowana, a ta zdawała się być na prędce przygotowanym budynkiem, który miał tylko w jakimś stopniu, spełnić swoje wymagania - Lepiej tego nie rób - parsknął śmiechem na stwierdzenie ojca - Pamiętaj aby też się zbytnio nie denerwować w warsztacie. Jeszcze za mocno uderzysz i wszystko się zawali - zwrócił uwagę jako, że budynek naprawdę wyglądał jakby miał nie przeżyć pierwszego kontaktu ze starszym z Nordgersimów. Na pewno będą musieli tu włożyć ogrom pracy, co wcale nie wywoływało uśmiechu na ustach Hjalmara.
Na całe szczęście mogli zawsze na siebie liczyć i to dodawało mu otuchy. Nie ważne jak w złej sytuacji by się znaleźli czy jak bardzo mieli pod górkę, Dagur zawsze wpadał na jakiś pomysł, który pozwalał im wyjść z opresji - Myślisz, że spodoba im się tutaj? - zapytał starszego z Nordgersimów, przekraczając furtkę i kierując się w stronę kuźni - ich głównego miejsca pracy i za razem domu. Prawdę mówiąc, Hjalmar jak i jego ojciec, na upartego, mogliby mieszkać w swoim warsztacie. Wszak i tak spędzali w nim najwięcej czasu - kuli, naprawiali, a nawet jedli.
Przekroczył próg pomieszczenia i skupił swoją uwagę na piecu, który był po prostu pusty. Bez węgla, bez żaru, bez serca - bardzo przykry widok dla kowala. To było najważniejsze miejsce w całym budynku. Raz rozpalone, nie powinno zgasnąć nigdy. No chyba, że dany zakład kończy swoją działalność, wtedy ma do tego jak największe prawo.
- Nie mogę się doczekać, aż napalimy po raz pierwszy. To zawsze wielkie wydarzenie - przyznał, rozglądając się dokładnie w środku. Hjalmar zdawał sobie sprawę, że przed nimi jeszcze długa droga zanim dokonają rytualnego rozpalenia. Musieli najpierw wszystko poustawiać według własnych potrzeb czy widzimisię. Należało jeszcze wnieść narzędzia, sprzęty i metale. Nie wspominając nawet o naniesieniu węgla do pieca. Bardzo dużo pracy do wykonania aby mogli ze spokojnym sercem nazwać ten obiekt kuźnią.
- Mimo wszystkich 'ale' czy niepewności to cieszę się, że się na to zdecydowaliśmy - zapewnił ojca, z dużą większą pewnością w głosie niż kilka chwil temu. To była dla nich przygoda życia ale zarazem swego rodzaju test hartu i ducha.